Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Anna Kavan – Lód, narkotyk i styl, który nie chce pocieszać

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Kobieta, która uciekła z własnego nazwiska

Anna Kavan nie urodziła się jako Anna Kavan, co już samo w sobie brzmi jak obiecujący początek literackiej dezercji. Przyszła na świat jako Helen Emily Woods w Cannes w 1901 roku, później publikowała jako Helen Ferguson, a dopiero po serii osobistych katastrof i załamań przyjęła imię swojej własnej bohaterki. Cóż za gest: nie skupiać się na poprawie fryzury, tylko przepisać własne istnienie. I właśnie w tym ruchu jest coś więcej niż ekscentryzm. To nie była zwykła zmiana pseudonimu, lecz brutalne zerwanie z poprzednią wersją siebie — jakby dawne życie było rękopisem, który należy podrzeć, bo stylistycznie jest już nie do zniesienia. Między 1929 a 1937 rokiem wydała sześć powieści jako Helen Ferguson, ale dopiero od 1940 roku, już jako Anna Kavan, weszła w rejestr pisarstwa mroczniejszego, bardziej eksperymentalnego i znacznie mniej zainteresowanego tym, by komukolwiek było wygodnie.

Literatura po przejściu przez ogień i chloroform

Z Anną Kavan jest ten kłopot, że bardzo łatwo zrobić z niej wyłącznie legendę cierpienia: depresja, próby samobójcze, uzależnienie od heroiny, pobyty w klinikach psychiatrycznych, samotność, wojna. Wszystko to prawda, ale byłoby intelektualnym lenistwem zatrzymać się na samej biografii, jakby nieszczęście automatycznie produkowało wielką literaturę. Nie produkuje. Zwykle produkuje tylko nieszczęście. U Kavan istotne jest to, że potrafiła z rozszczelnionego życia zrobić język niezwykle precyzyjny, oszczędny i niepokojący. Jej Azylowe opowieści (Asylum Piece, 1940) przyniosły jej pierwszy wyraźny rozgłos, a późniejsze teksty konsekwentnie badały doświadczenie obcości, psychicznego rozbicia i przemocy wpisanej w codzienność. W czasie wojny pracowała też krótko z żołnierzami cierpiącymi na nerwice wojenne w Mill Hill Emergency Hospital i publikowała recenzje oraz teksty w „Horizon”, więc jej proza nie brała się z salonowego znudzenia, tylko z bardzo twardego kontaktu z pękniętym światem.

Anna Kavan – pierwsza od prawej,

„Lód”, czyli apokalipsa napisana szeptem

Najgłośniejszym dziełem Kavan pozostaje Lód (Ice) z 1967 roku — powieść o mężczyźnie ścigającym kobietę przez mroźny, rozpadający się świat, gdzie granica między obsesją, snem, wojną i katastrofą klimatyczną rozpuszcza się szybciej niż zdrowy rozsądek w epoce internetu. To książka zarazem surrealna i drapieżnie konkretna, zimna formalnie, a przy tym rozpalona lękiem. Kavan osiągnęła tym utworem późny triumf, rok przed śmiercią, i do dziś właśnie on stanowi centrum jej legendy. Co ciekawe, dziś czyta się ją nawet mocniej niż pół wieku temu, bo jej stałe tematy — uzależnienie, przemoc wobec kobiet, ekstremalna pogoda, psychiczne rozpadanie się rzeczywistości — przestały być literacką ekstrawagancją, a zaczęły przypominać wiadomości ze świata, tylko napisane lepiej. Niektórzy pisarze starzeją się jak tapeta – płowieją. Kavan starzeje się jak ostrze.

Pięć rzeczy, których zwykle o Annie Kavan się nie mówi

  • Największe archiwum jej papierów znajduje się nie w Londynie, tylko na Uniwersytecie w Tulsie i obejmuje rękopisy, dzienniki, fotografie, pamiątki, korespondencję oraz obrazy.
  • W tym samym archiwum zachował się jej autoportret datowany na 1966 rok.
  • Współnapisała alegoryczną satyrę The Horse’s Tale z psychiatrą Karlem Theodorem Bluthem.
  • W latach 1943–1946 publikowała nie tylko prozę, ale i teksty publicystyczne oraz recenzje w „Horizon”.
  • Ślady jej korespondencji rozsiane są po kilku krajach, między innymi w Nowej Zelandii, Walii, Teksasie i Niemczech — jakby nawet po śmierci nie zgadzała się na porządne, grzeczne zaszufladkowanie.

Dlaczego warto do niej wracać

Bo Anna Kavan nie daje komfortu, a to w literaturze bywa cenniejsze niż sympatia. Jej pisanie nie mówi: „rozumiem cię, drogi czytelniku”, tylko raczej: „spójrz, tak wygląda świadomość, kiedy świat przestaje udawać, że jest rozsądny”. W epoce, która jednocześnie fetyszyzuje autentyczność i panicznie boi się rzeczy naprawdę nieoswojonych, Kavan wraca jako autorka niewygodnie współczesna. Nie tylko dlatego, że pisała o lodzie, izolacji i uzależnieniu, lecz dlatego, że rozumiała coś znacznie bardziej przykrego: człowiek potrafi zmienić imię, kraj, styl i biografię, a mimo to nadal niesie w sobie własną ciemność. Sztuka nie zawsze tę ciemność leczy. Czasem tylko nadaje jej formę. I to, prawdę mówiąc, bywa już bardzo wiele.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze