Artemisia Gentileschi – barokowa wojowniczka z pędzlem zamiast miecza
Gdyby barok miał swoją wersję „Kill Billa”, to Artemisia Gentileschi byłaby główną bohaterką – tyle że zamiast kataną dzierżyłaby pędzel, a zamiast ścieżki zemsty zostawiła po sobie ścieżkę sztuki tak intensywną, że do dziś wzbudza emocje i podziw. Urodziła się w 1593 roku w Rzymie, w czasach, gdy kobieta mogła co najwyżej malować hafty, a nie historie biblijne pełne przemocy i pasji. A jednak – zrobiła to. I to jak!
Córka uznanego malarza Orazia Gentileschiego, Artemisia była zjawiskiem nie tylko artystycznym, ale i społecznym. Była pierwszą kobietą przyjętą do florenckiej Accademia delle Arti del Disegno, co w tamtych czasach brzmiało mniej więcej jak: „pierwsza kobieta, która weszła do ligi superbohaterów malarstwa”. Ale jej kariera nie była spacerkiem po barokowym ogrodzie – zaczęła się w cieniu traumy, bo w młodości została zgwałcona przez nauczyciela malarstwa. Proces, który po tym nastąpił, był jednym z najbardziej nagłośnionych skandali Rzymu XVII wieku – Artemisia była publicznie torturowana, by „potwierdzić prawdomówność”.
I nie, nie poddała się. Zamiast zniknąć z życia publicznego, wzięła swoje doświadczenie i przetopiła je w potężne, ekspresyjne obrazy. Jej najsłynniejsze dzieła – „Judyta odcinająca głowę Holofernesowi” – to nie tylko ilustracja biblijnej sceny, ale akt artystycznej i emocjonalnej zemsty. Siła, determinacja i brutalne piękno tych kompozycji do dziś powodują ciarki.

Kobieta, która malowała jak Caravaggio… ale jeszcze odważniej
Artemisia nie była tylko „kobiecym Caravaggiem”, jak czasem się ją protekcjonalnie nazywa – była artystką o własnym głosie, własnym stylu i potężnej narracji. Malowała sceny religijne, mitologiczne i alegoryczne, zawsze z perspektywy kobiecej siły, odwagi i walki. Jej bohaterki nie były potulnymi dziewicami ani tłem dla mężczyzn – to one działały, mściły się, chroniły, walczyły. Brzmi znajomo? Tak, dzisiejsze kino feministyczne mogłoby się od niej wiele nauczyć.
Była też artystką międzynarodową – pracowała w Rzymie, Florencji, Neapolu, Wenecji i Londynie, gdzie malowała m.in. dla królowej Henrietty Marii. Jej obrazy były cenione, ale z czasem – jak wielu twórców spoza „głównego nurtu” męskiej historii sztuki – została zapomniana. Na szczęście XX i XXI wiek ją odkryły na nowo i dziś jest ikoną feminizmu w sztuce i symbolem twórczego buntu.

Ciekawostki, które sprawiają, że jej historia nie daje o sobie zapomnieć
- Była autorką jednej z najbardziej krwawych i przejmujących wersji „Judith beheading Holofernes”, które często interpretowano jako metaforyczny autoportret.
- Proces gwałtu trwał 7 miesięcy i Artemisia musiała zeznawać pod tzw. „torturą palców” – specjalnym przyrządem miażdżącym dłonie malarki.
- Jako jedna z nielicznych kobiet epoki była zawodową malarką utrzymującą się z pracy, a nie z koneksji męża czy ojca.
- Zostawiła po sobie kilkadziesiąt dzieł, które dziś znajdują się w największych muzeach świata – od Prado po Luwr.
- Jej listy pokazują niezłomny charakter – w jednym pisała: „Pokażę ci, kim jest kobieta zdolna do tego, co robią mężczyźni.”
- W 2020 roku National Gallery w Londynie zorganizowało jej wielką monograficzną wystawę, co uznano za jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki.
