Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Judyta, krew i emancypacja – historia, którą namalowała kobieta

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Artemisia Gentileschi – barokowa wojowniczka z pędzlem zamiast miecza

Gdyby barok miał swoją wersję „Kill Billa”, to Artemisia Gentileschi byłaby główną bohaterką – tyle że zamiast kataną dzierżyłaby pędzel, a zamiast ścieżki zemsty zostawiła po sobie ścieżkę sztuki tak intensywną, że do dziś wzbudza emocje i podziw. Urodziła się w 1593 roku w Rzymie, w czasach, gdy kobieta mogła co najwyżej malować hafty, a nie historie biblijne pełne przemocy i pasji. A jednak – zrobiła to. I to jak!

Córka uznanego malarza Orazia Gentileschiego, Artemisia była zjawiskiem nie tylko artystycznym, ale i społecznym. Była pierwszą kobietą przyjętą do florenckiej Accademia delle Arti del Disegno, co w tamtych czasach brzmiało mniej więcej jak: „pierwsza kobieta, która weszła do ligi superbohaterów malarstwa”. Ale jej kariera nie była spacerkiem po barokowym ogrodzie – zaczęła się w cieniu traumy, bo w młodości została zgwałcona przez nauczyciela malarstwa. Proces, który po tym nastąpił, był jednym z najbardziej nagłośnionych skandali Rzymu XVII wieku – Artemisia była publicznie torturowana, by „potwierdzić prawdomówność”.

I nie, nie poddała się. Zamiast zniknąć z życia publicznego, wzięła swoje doświadczenie i przetopiła je w potężne, ekspresyjne obrazy. Jej najsłynniejsze dzieła – „Judyta odcinająca głowę Holofernesowi” – to nie tylko ilustracja biblijnej sceny, ale akt artystycznej i emocjonalnej zemsty. Siła, determinacja i brutalne piękno tych kompozycji do dziś powodują ciarki.

Judyta odcinająca głowę Holofernesowi

Kobieta, która malowała jak Caravaggio… ale jeszcze odważniej

Artemisia nie była tylko „kobiecym Caravaggiem”, jak czasem się ją protekcjonalnie nazywa – była artystką o własnym głosie, własnym stylu i potężnej narracji. Malowała sceny religijne, mitologiczne i alegoryczne, zawsze z perspektywy kobiecej siły, odwagi i walki. Jej bohaterki nie były potulnymi dziewicami ani tłem dla mężczyzn – to one działały, mściły się, chroniły, walczyły. Brzmi znajomo? Tak, dzisiejsze kino feministyczne mogłoby się od niej wiele nauczyć.

Była też artystką międzynarodową – pracowała w Rzymie, Florencji, Neapolu, Wenecji i Londynie, gdzie malowała m.in. dla królowej Henrietty Marii. Jej obrazy były cenione, ale z czasem – jak wielu twórców spoza „głównego nurtu” męskiej historii sztuki – została zapomniana. Na szczęście XX i XXI wiek ją odkryły na nowo i dziś jest ikoną feminizmu w sztuce i symbolem twórczego buntu.

Zuzanna i starcy

Ciekawostki, które sprawiają, że jej historia nie daje o sobie zapomnieć

  • Była autorką jednej z najbardziej krwawych i przejmujących wersji „Judith beheading Holofernes”, które często interpretowano jako metaforyczny autoportret.
  • Proces gwałtu trwał 7 miesięcy i Artemisia musiała zeznawać pod tzw. „torturą palców” – specjalnym przyrządem miażdżącym dłonie malarki.
  • Jako jedna z nielicznych kobiet epoki była zawodową malarką utrzymującą się z pracy, a nie z koneksji męża czy ojca.
  • Zostawiła po sobie kilkadziesiąt dzieł, które dziś znajdują się w największych muzeach świata – od Prado po Luwr.
  • Jej listy pokazują niezłomny charakter – w jednym pisała: „Pokażę ci, kim jest kobieta zdolna do tego, co robią mężczyźni.”
  • W 2020 roku National Gallery w Londynie zorganizowało jej wielką monograficzną wystawę, co uznano za jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze