Bogusław Wołoszański – człowiek, który sprawił, że historia miała głos jak z filmu szpiegowskiego (ur. 22 marca 1950 w Piotrkowie Trybunalskim)

Kiedy przeciętny nauczyciel historii mówi „bitwa”, uczniowie ziewają. Kiedy Bogusław Wołoszański wypowiada to samo słowo, od razu słychać dramatyczną muzykę w tle, a w głowie widzisz tajne dokumenty, kryptonimy, zaszyfrowane depesze i dymiące lufy armat.
To nie jest zwykły popularyzator historii. To jest facet, który sprawił, że nawet najbardziej oporni uczniowie zaczęli interesować się II wojną światową, Enigmą, Riese i „człowiekiem, który wiedział za dużo”.
Dzięki niemu historia stała się filmem akcji w odcinkach – i to takim, który do dziś ma status kultowego.
Człowiek z radiowym głosem i filmową wyobraźnią
Bogusław Wołoszański urodził się w 1950 roku i już od najmłodszych lat ciągnęło go do słowa mówionego i pisanego. Studiował prawo i dziennikarstwo, ale to nie kodeks karny, tylko tajne archiwa, szyfry i wojenne sekrety stały się jego żywiołem.
Karierę zaczynał w radiu, potem trafił do telewizji – i właśnie tam stworzył coś, co na zawsze odmieniło polską telewizję publiczną (tak, był taki moment, że TVP potrafiła zaskoczyć na plus).
Mowa oczywiście o „Sensacjach XX wieku” – programie, który mógłby konkurować z Netflixem, gdyby ten istniał w latach 90.

„Sensacje XX wieku” – czyli jak historia stała się thrillerem
Ten program to żywa legenda. W czasach, kiedy w TV były trzy kanały i wybór polegał na tym, czy obejrzeć Wiadomości, czy jednak nie, Wołoszański wciągał miliony widzów w świat historii, jakiej nie uczą w szkole.
Opowiadał z pasją, ale i z dramatycznym napięciem – nikt nie wprowadzał widza w kulisy tajnych operacji tak, jak on. Kiedy zaczynał mówić, człowiek miał ciarki, choć temat dotyczył np. dokumentów z 1943 roku i niemieckich planów przerzutu złota.
Tajemnice, szpiedzy i teoria spiskowa, ale na poziomie
Wołoszański nie był „kolejnym od historii z YouTube’a”. On zawsze opierał się na dokumentach, źródłach i pracy dziennikarskiej, ale potrafił dorzucić od siebie trochę dramaturgii. I dobrze – bo dzięki temu jego opowieści nie były nudną recytacją dat, tylko fascynującym spektaklem.
To on pokazał Polakom, czym była Enigma, co działo się w Wilczym Szańcu, jakie tajemnice kryły się pod ziemią w projekcie Riese, i że historia to nie tylko „matura i wojna”, ale też międzynarodowy thriller rozgrywający się w cieniu wielkich wydarzeń.
Ciekawostki o Wołoszańskim, które warto znać
- Jego głos to znak rozpoznawczy – mówił tak, że nawet tablicę Mendelejewa dałoby się od niego wysłuchać z zapartym tchem.
- Był korespondentem zagranicznym w Londynie – czyli dokładnie tam, gdzie zrodziło się wiele wojennych tajemnic.
- Stworzył kilka książek i seriali dokumentalnych, które do dziś są wznawiane i czytane z wypiekami na twarzy.
- Nie boi się trudnych tematów, w tym kontrowersyjnych teorii, ale zawsze robi to z klasą i umiarem.
- W 2023 wrócił z nowym cyklem – „Tajna historia XX wieku”, udowadniając, że historia nie umiera – tylko czeka na dobrego narratora.
Facet, który sprawił, że historia brzmi jak James Bond
Bogusław Wołoszański to nie tylko twarz telewizji – to głos, który potrafił opowiadać o zaginionych dokumentach, zamachach, spiskach i szpiegach z taką pasją, jakby sam w tym uczestniczył.
Pokazał, że historia to nie tylko data i miejsce, ale emocje, intryga i człowiek w centrum wydarzeń. Jego „sensacje” nie były tanim clickbaitem – one uczyły, wciągały i zostawiały cię z otwartą buzią.
I choć wiele się zmieniło w świecie mediów, jedno jest pewne – takich narratorów jak Wołoszański już nie robią.