Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Inżynier, który liczył w piekle

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Maszyna, która przetrwała system

W czasach, gdy kalkulator w telefonie służy głównie do sprawdzania, ile jeszcze można wydać do końca miesiąca, historia Curta Herzstarka wydaje się jak opowieść z innej planety. A to przecież całkiem realny epizod XX wieku – tyle że z domieszką koszmaru. Herzstark był austriackim inżynierem, który zaprojektował najmniejszą mechaniczną maszynę liczącą na świecie – i to nie w nowoczesnym laboratorium, ale… w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Tak, dobrze czytasz. Jego geniusz spotkał się z piekłem historii, a mimo to z tej konfrontacji wyszło coś ponadczasowego.

Maszyna Curta wygląda jak elegancki czarny granat z pokrętłem i działa jak cud techniki – ręcznie, precyzyjnie i bez prądu. Wystarczyło odpowiednio kręcić, by dodawać, mnożyć, dzielić. Działała szybciej niż przeciętny umysł po trzech kawach i z większą precyzją niż urzędnik skarbowy. Herzstark wymyślił ją przed wojną, ale dopiero w niewoli zmuszono go do odtworzenia projektu – z perspektywą, że trafi w ręce esesmanów jako prezent dla Hitlera. Ironia losu, prawda?

Liczenie mimo wszystkiego

Herzstark był nie tylko wybitnym inżynierem, ale i człowiekiem o zdumiewającej sile psychicznej. Oprócz pracy w obozie musiał zmierzyć się z własnym statusem: był pół-Żydem, więźniem politycznym i synem wynalazcy, który również zajmował się urządzeniami pomiarowymi. To po ojcu przejął pasję i zmysł konstrukcyjny. Gdy trafił do Buchenwaldu w 1943 roku, jego projekt został uznany za „potencjalnie cenny dla Rzeszy”. Brzmi absurdalnie, ale to uratowało mu życie – zamiast trafić do kamieniołomów, pracował nad prototypem w biurze technicznym obozu.

Gdy wojna się skończyła, Herzstark był w stanie dokończyć swój wynalazek i doprowadzić do produkcji maszyn Curta Type I i II, które do dziś uchodzą za mechaniczne arcydzieła. Małe, metalowe cudo stało się przedmiotem pożądania inżynierów, matematyków i kolekcjonerów na całym świecie. I mimo że elektroniczne kalkulatory szybko wyparły urządzenie Herzstarka, do dziś nic nie dorówna jego elegancji i precyzji bez prądu.

Dziedzictwo, które nadal kręci

Choć Curt Herzstark zmarł w 1957 roku, jego historia nie przestaje inspirować. To opowieść o triumfie umysłu nad systemem, inżynierii nad ideologią i precyzji nad przemocą. Maszyna Curta to nie tylko gadżet – to symbol: że nawet w najbardziej nieludzkich warunkach można stworzyć coś genialnego. W erze, gdy nowinki technologiczne starzeją się szybciej niż banany na słońcu, maszyna Curta nadal działa. Bez Wi-Fi, bez ładowania, bez aktualizacji.

To dlatego Herzstark zasługuje na coś więcej niż przypis w podręczniku. Jego życie – choć pełne cierpienia i ironii – pokazuje, że kreatywność jest aktem oporu. I że czasem wystarczy jedno pokrętło, by pokazać, że maszyna może liczyć, ale człowiek liczy się bardziej


Ciekawostki

  • Maszyna nie tylko dodawała i mnożyła – potrafiła dzielić, odejmować i obliczać pierwiastki przez wielokrotne przybliżenia. Maszyna Curta nazywana była „cylindrycznym Ferrari wśród kalkulatorów” – działała bez zarzutu nawet po dekadach.
  • Pierwszy model złożono w Liechtensteinie po wojnie, a cena wynosiła równowartość dzisiejszych kilkuset euro.
  • Herzstark opatentował urządzenie jeszcze przed II wojną światową, ale dopiero po jej zakończeniu mógł je realnie produkować.
  • Dziś oryginalna maszyna Curta na aukcjach potrafi kosztować kilka tysięcy euro – bardziej jako dzieło sztuki inżynieryjnej niż narzędzie.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze