Cyprian Kamil Norwid – poeta, który był zbyt nowoczesny dla XIX wieku i zbyt martwy, gdy przyszło uznanie
23 maja 1883 roku zmarł Cyprian Kamil Norwid – człowiek, który napisał najbardziej niedocenianą poezję w historii polskiej kultury, a mimo to pozostał jednym z najgłębszych, najoryginalniejszych i najbardziej ignorowanych poetów swojej epoki.
Nie był ani romantykiem pełną gębą, ani pozytywistą z notesem statystyk. Był… Norwidem. Samotną planetą w literackim układzie słonecznym. W jego wierszach czuć i metafizykę, i sarkazm, i melancholię, i precyzję rzeźbiarza (bo nim też był!). Po prostu: artysta totalny, który miał nieszczęście urodzić się w czasach, kiedy nikt nie był gotów na jego dziwność.

Od Dębinka do paryskiej biedy, czyli życiorys, który nadaje się na osobny dramat
Norwid był wykształcony, błyskotliwy, zafascynowany sztuką, filozofią i sprawami ducha, ale życie rzucało mu pod nogi wszystko, co miało kształt kłody. Zsyłka? Jest. Bieda? Obowiązkowa. Niezrozumienie? Non stop. Miłość nieszczęśliwa? A jakże.
W Paryżu, gdzie spędził ostatnie lata życia, mieszkał w przytułku dla ubogich w Zakładzie św. Kazimierza, czyli miejscu, gdzie polska każdy człowiek miał więcej wspomnień niż perspektyw. Umarł tam w zapomnieniu, niemal samotnie – bez fanfar, bez nekrologów, bez pomników. Tylko poezja została. I ta jego niesamowita zdolność do pisania jak nikt wcześniej i nikt później.

Ciekawostki, które udowadniają, że Norwid był nie z tego świata (i niestety nie z tej epoki)
- Zajmował się rzeźbą, malarstwem, grafiką, muzyką i filozofią, czyli miał CV artysty współczesnego, tylko 150 lat za wcześnie.
- Mówił płynnie w kilku językach, znał klasyków, ale nie szukał poklasku. W sumie wyglądało to bardziej jak autoironiczny protest przeciw byciu modnym.
- Był jednym z pierwszych poetów, który pisał „na przekór” – przeciwko banałom, ckliwości i pustosłowiu. Dziś jego styl nazwalibyśmy postmodernizmem. W 1850? Nazywano go dziwakiem.
- Mickiewicz i Słowacki robili furorę, a Norwid? Pisał do szuflady i błagał redaktorów o publikację. W większości bezskutecznie.
- Dopiero w XX wieku – dzięki takim osobom jak Zenon Przesmycki (Miriam) – odkryto jego twórczość na nowo. Czyli klasyczna historia: geniusz doceniony po śmierci.

Norwid – poeta, który bardziej myślał niż mówił i bardziej widział niż mówił, że widzi
Jeśli Słowacki był aniołem poetyckiego patosu, a Mickiewicz ojcem narodowej tożsamości, to Norwid był starszym bratem, który siedział w kącie i mówił rzeczy tak mądre, że nikt ich nie rozumiał. Ale z czasem… wszystko zaczęło mieć sens.
Bo jego słynne „Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek” nie jest tylko cytatem na maturę – to sposób myślenia o wspólnocie, o człowieku, o świecie, który ciągle szuka sensu i boi się ciszy. Norwid tej ciszy się nie bał. On z niej robił poezję.
