Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Człowiek nie umiera od kichnięcia, lecz czasem od strachu – świat Antona Czechowa

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Anton Czechow – lekarz, który diagnozował ludzką duszę

Nie trzeba organizować wielkiej katastrofy, aby pokazać dramat człowieka. Czasem wystarczy urzędnik, który przez przypadek kichnie na łysinę przełożonego, nauczyciel zamknięty we własnych lękach albo rodzina siedząca przy stole i rozmawiająca o przyszłości, choć wszyscy czują, że przyszłość właśnie przechodzi obok. Anton Czechow potrafił z takich drobiazgów wydobyć całą prawdę o ludzkim życiu – zabawną, smutną i niepokojąco znajomą.

Urodził się 29 stycznia 1860 roku w Taganrogu nad Morzem Azowskim. Jego dziadek był chłopem pańszczyźnianym, który wykupił wolność sobie i rodzinie, natomiast ojciec prowadził sklep, śpiewał w cerkiewnym chórze i wychowywał dzieci w atmosferze surowej religijności. Dom Czechowów nie przypominał więc literackiego salonu. Było w nim dużo pracy, niewiele pieniędzy i jeszcze mniej poczucia bezpieczeństwa. Kiedy rodzinny interes upadł, rodzice przenieśli się do Moskwy, a nastoletni Anton został w Taganrogu, aby dokończyć szkołę i zarabiać korepetycjami. Zanim zaczął opisywać ludzi zależnych od cudzej łaski, sam dobrze poznał smak zależności, biedy i upokorzenia.

Medycyna była żoną, literatura – kochanką

W Moskwie Czechow rozpoczął studia medyczne, lecz ponieważ rodzina potrzebowała pieniędzy, pisał krótkie humoreski do czasopism. Podpisywał je pseudonimami, między innymi „Antosza Czechonte”, i pracował w tempie, które dziś nazwalibyśmy zapewne przemysłową produkcją treści – tyle że zamiast algorytmu miał talent, świetny słuch i niezwykłą umiejętność obserwacji.

W 1884 roku uzyskał dyplom lekarza. Medycyny nie porzucił nawet wtedy, gdy literatura przyniosła mu sławę. Leczył ludzi, często bezpłatnie, uczestniczył w walce z epidemiami, budował szkoły i wspierał lokalne społeczności. Mówił, że medycyna jest jego prawowitą żoną, a literatura kochanką. Brzmi dowcipnie, ale dobrze oddaje jego podwójne życie: za dnia badał ciało, wieczorami przyglądał się temu, czego nie można zobaczyć stetoskopem – samotności, próżności, strachowi i niespełnieniu.

I tu zaczyna się najciekawsze. Czechow jako lekarz wiedział, że człowieka nie należy osądzać przed zbadaniem przypadku. Jako pisarz postępował podobnie. Nie ustawiał bohaterów w szeregu dobrych i złych, nie wygłaszał moralizatorskich wyroków i nie dopisywał recepty pod każdą historią. Pokazywał ludzi takimi, jakimi są wtedy, gdy nikt nie patrzy – słabymi, zabawnymi, czasem małymi, ale rzadko całkowicie pozbawionymi godności.

Czechow i Lew Tołstoj w Jałcie

Śmiech, który pozostawia nieprzyjemną ciszę

W opowiadaniu „Śmierć urzędnika” bohater kicha w teatrze na wysokiego rangą generała. Nic wielkiego się nie dzieje, przełożony przyjmuje przeprosiny, lecz urzędnik nie potrafi przestać się bać. Wraca, tłumaczy się, przeprasza ponownie, aż w końcu zostaje wyrzucony i umiera. Oczywiście nie od kichnięcia, ale od strachu przed władzą, który zdążył przeniknąć go głębiej niż jakakolwiek choroba.

Podobny mechanizm działa w „Kameleonie”, gdzie policjant zmienia zdanie w sprawie gryzącego psa zależnie od tego, kto może być jego właścicielem. Czechow nie musi tłumaczyć, czym jest oportunizm. Wystarczy, że pozwala bohaterowi kilka razy zmienić ton głosu, a przed czytelnikiem pojawia się cały system społeczny oparty na służalczości.

Jego humor rzadko jest jednak beztroski. Najpierw się uśmiechamy, a po chwili orientujemy się, że śmialiśmy się z zachowania, które sami znamy aż za dobrze. Czechowowski dowcip działa jak lustro ustawione odrobinę z boku – dopiero po chwili rozpoznajemy w nim własną twarz. Polskie przekłady wielu opowiadań, między innymi „Śmierci urzędnika”, „Kameleona”, „Żarciku” i „Wańki”, są dostępne w Wolnych Lekturach.

Sachalin, czyli pisarz przestaje tylko obserwować

W 1890 roku Czechow podjął decyzję, która zdumiała jego otoczenie. Wyruszył przez Syberię na Sachalin – odległą wyspę będącą miejscem katorgi i zesłania. Podróż była wyczerpująca, a jego zdrowie już wtedy budziło niepokój. Mimo to na wyspie przeprowadził coś w rodzaju spisu ludności, odwiedzał osady, rozmawiał z więźniami, zesłańcami, kobietami i dziećmi.

Nie pojechał tam po egzotyczny materiał do opowiadań. Chciał zobaczyć, jak działa system, który skazuje ludzi nie tylko na karę, ale również na zapomnienie. Owocem wyprawy była „Wyspa Sachalin”, nazywana w polskich opracowaniach również „Wyprawą na Sachalin” – dzieło z pogranicza reportażu, badań społecznych i literatury faktu. Czechow nie krzyczał w nim, nie urządzał publicystycznego widowiska. Gromadził fakty, ponieważ rozumiał, że precyzyjnie opisane cierpienie oskarża skuteczniej niż najbardziej wzburzona przemowa.

Rodzina Czechowów z przyjaciółmi

Ludzie, którzy czekają na życie

Największą sławę przyniosły mu dramaty: „Mewa”, „Wujaszek Wania”, „Trzy siostry” i „Wiśniowy sad”. Niewiele się w nich dzieje – przynajmniej według tradycyjnego rozumienia teatralnej akcji. Ktoś pije herbatę, ktoś planuje wyjazd, ktoś wspomina młodość, ktoś mówi o miłości odrobinę za późno. Pod powierzchnią codziennych rozmów toczą się jednak dramaty ogromne: życie przecieka między palcami, uczucia pozostają niewypowiedziane, a ludzie czekają na zmianę, której sami nie potrafią rozpocząć.

Właśnie dlatego Czechow tak dobrze znosi upływ czasu. Bohaterki „Trzech sióstr” marzą o wyjeździe do Moskwy, ale ich pragnienie stopniowo staje się substytutem działania. Postacie z „Wiśniowego sadu” widzą nadchodzący koniec dawnego świata, lecz zamiast podjąć decyzję, rozmawiają, wspominają i odkładają wszystko na później. Czechow pokazał jedną z najbardziej ludzkich przypadłości: potrafimy tęsknić za innym życiem, a równocześnie robić zadziwiająco wiele, aby niczego nie zmienić. Jego współpraca z Moskiewskim Teatrem Artystycznym i Konstantym Stanisławskim nadała tym dramatom nowy język sceniczny – oparty nie tylko na słowach, lecz także na pauzach, gestach i przemilczeniach.

Człowiek, który widział własny koniec

Czechow przez wiele lat chorował na gruźlicę. Długo lekceważył krwawienia i objawy, choć jako lekarz doskonale rozumiał ich znaczenie. W 1901 roku poślubił Olgę Knipper, aktorkę Moskiewskiego Teatru Artystycznego, lecz z powodu choroby i jej pracy małżonkowie znaczną część czasu spędzali osobno.

Zmarł 15 lipca 1904 roku w niemieckim uzdrowisku Badenweiler. Miał zaledwie 44 lata. Według znanej relacji poprosił o szampana, wypił kieliszek, położył się i umarł. Jego ciało przewieziono do Moskwy w wagonie chłodniczym oznaczonym napisem informującym o transporcie ostryg. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet po śmierci rzeczywistość dopisała do jego biografii scenę, której sam Czechow zapewne nie uznałby za zbyt subtelną.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Czechow rozumiał, że większość ludzkich dramatów nie rozgrywa się podczas rewolucji, pojedynków i wielkich katastrof. Dzieją się przy stole, w urzędzie, w gabinecie lekarskim, podczas rozmowy, której nie potrafimy zakończyć, albo w chwili, gdy kolejny raz mówimy sobie, że prawdziwe życie zaczniemy jutro.

Nauczył literaturę słuchać milczenia, a teatr – dostrzegać, że najważniejsze znaczenia mogą kryć się pomiędzy zdaniami. Nie poniżał swoich bohaterów, nawet gdy pokazywał ich śmieszność. Patrzył na nich jak lekarz, który zna diagnozę, lecz wie również, że za każdym przypadkiem stoi człowiek.

Ciekawostki

• Dziadek Czechowa był chłopem pańszczyźnianym, który wykupił wolność swoją oraz rodziny.
• Pierwsze teksty publikował pod żartobliwymi pseudonimami, między innymi „Antosza Czechonte”.
• Był lekarzem i przez znaczną część życia łączył praktykę medyczną z pisarstwem.
• Podczas wyprawy na Sachalin przeprowadził rozległy spis mieszkańców kolonii karnej.
• Pierwsza inscenizacja „Mewy” w Petersburgu zakończyła się niepowodzeniem, lecz późniejsza realizacja Moskiewskiego Teatru Artystycznego przyniosła sztuce sukces.
• Olga Knipper, jego żona, była aktorką i występowała w najważniejszych inscenizacjach jego dramatów.
• Czechow nie lubił nachalnego moralizowania i uważał, że zadaniem artysty jest trafne stawianie pytań, a nie dostarczanie gotowych odpowiedzi.
• Zmarł w Badenweiler, a jego trumnę przewieziono do Rosji wagonem przeznaczonym do transportu ostryg.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze