Emil Cioran – filozof, który nauczył się żyć bez nadziei
Emil Cioran (1911–1995) był jednym z tych myślicieli, którzy potrafili pisać o rozpaczy tak, że chciało się ją czytać. Rumuński filozof, przez większość życia mieszkający w Paryżu, tworzył eseje, w których smutek stawał się niemal sztuką, a zwątpienie – formą kontemplacji. Mówił o rzeczach ostatecznych, ale nigdy nie brzmiał jak kaznodzieja. Raczej jak ktoś, kto długo patrzył w ciemność i nauczył się w niej rozróżniać odcienie.
Od gór Transylwanii do paryskich kawiarni
Urodził się w małym Rășinari, w rodzinie prawosławnego duchownego, i od początku miał w sobie coś z outsidera. Już jako student filozofii w Bukareszcie był znany z tego, że mówił głośno to, co inni myśleli po cichu – że życie jest absurdem, a nadzieja bywa tylko elegancką formą samooszukiwania się. Po wyjeździe do Francji w latach trzydziestych znalazł język, który pozwolił mu nadać tej rozpaczy formę niemal muzyczną. Pisał po francusku – z precyzją chirurga i wrażliwością poety. Jego aforyzmy i eseje czyta się jak modlitwy do nieistniejącego Boga, a każde zdanie zdaje się ważyć więcej niż całe tomy filozofii.

Piękno bez złudzeń
Cioran nie wierzył w sens, ale wierzył w styl. Uważał, że skoro świat nie ma znaczenia, to przynajmniej warto mówić o nim pięknie. W swoich książkach – takich jak Na szczytach rozpaczy, Zarys rozkładu czy Pokusa istnienia – próbował zrozumieć, jak pogodzić się z absurdem, nie popadając w cynizm. Pisał, że „świadomość jest chorobą”, ale w tym zdaniu nie było rozpaczy – raczej rodzaj gorzkiego pogodzenia. Cioran był człowiekiem, który dawno przestał się łudzić, ale nigdy nie przestał się zachwycać. Świat go bolał, a mimo to wciąż potrafił znaleźć w nim fragmenty piękna, które ratują choćby na chwilę.

Człowiek nocy i bezsenności
Miał swoje rytuały – pisał wyłącznie nocą, bo tylko wtedy, jak mówił, „świat milknie i można wreszcie myśleć”. Cierpiał na chroniczną bezsenność, która stała się jego nieproszonym towarzyszem, ale też źródłem twórczości. Z przyjaciółmi – Samuelem Beckettem, Albertem Camusem czy Mirceą Eliade – potrafił godzinami rozmawiać o filozofii, ale w gruncie rzeczy był samotnikiem. Mieszkał na paryskim Montparnassie w małym mieszkaniu bez telefonu, wśród notatek i książek, które czytał bez końca. Nie lubił rozgłosu, nie chciał uczniów. Chciał jedynie zrozumieć, jak żyć, wiedząc, że nic nie ma sensu – i nie zwariować.

Ciekawostki o Emilu Cioranie
• Powtarzał, że nigdy nie był zdolny do szczęścia, ale zawsze – do zachwytu.
• Pisał po francusku lepiej niż wielu Francuzów, choć nigdy nie mówił bez akcentu.
• Zrezygnował z publikowania swoich młodzieńczych, nacjonalistycznych tekstów, nazywając je „grzechem pychy i głupoty”.
• Unikał kamer i wywiadów – uważał, że mówienie o sobie to forma próżności.
• Spoczywa na cmentarzu Montparnasse, kilka metrów od Sartre’a i Beauvoir – choć pewnie ironicznie by się z tego uśmiechnął.

Dlaczego warto pamiętać Emila Ciorana?
Bo Cioran uczy, że nawet jeśli życie nie ma sensu, można nadać sens własnym słowom. Że można nie wierzyć w nic, a mimo to pozostać wrażliwym. I że język – ten prosty, czysty, piękny – może być ostatnim schronieniem, gdy wszystko inne się rozpada. Czytając go, człowiek nie staje się szczęśliwszy, ale za to trochę mądrzejszy w swoim smutku.

