Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Mistrz kawiarni i paradoksu: kim był Franc Fiszer

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Franciszek Fiszer – filozof bez książek, mistrz rozmowy

Są w historii kultury postacie, które niczego „w sensie formalnym” nie zostawiły po sobie, a jednak bez nich pejzaż epoki byłby uboższy. Franc Fiszer należy do tej rzadkiej kategorii umysłów, które istniały przede wszystkim w rozmowie, w błysku riposty, w anegdocie podszytej metafizyką. Urodzony w 1860 roku, zmarły w 1937 – żył na styku pozytywizmu, modernizmu i dwudziestolecia międzywojennego, ale zawsze jakby obok głównych nurtów. I dokładnie tam było mu najlepiej.

Filozofia przy stoliku, nie na katedrze

Fiszer był filozofem z wykształcenia, erudytą z temperamentu i bohemą z wyboru. Nie pisał traktatów, nie budował systemów, nie zabiegał o profesurę. Zamiast tego zasiadał w warszawskich kawiarniach – najsłynniej w Ziemiańskiej – i prowadził rozmowy, które dla wielu były ważniejsze niż całe tomy filozofii. Myślał głośno, prowokował, kpił z dogmatów, podważał oczywistości. Był sceptykiem z radością dziecka i pesymistą z poczuciem humoru.

Feliks Jabłczyński i Franciszek Fiszer na obrazie Stanisława Lentza

No dobrze, proszę pana, ale czy chaotyczne kombinacje efemerycznych pryncypów są w stanie zdeterminować neutralną cywitatywę absolutu dobrego i złego, czy nie są w stanie? Bo od tego ostatecznie wszystko zależy.

Mentor bez szkoły

Dla poetów grupy Skamander – Tuwima, Lechonia, Słonimskiego – Fiszer był kimś w rodzaju nieformalnego mistrza. Uczył ich nie wiersza, lecz myślenia o świecie: ironii wobec wielkich idei, czujności wobec banału, odwagi w zadawaniu pytań. Miał dar skracania spraw skomplikowanych do jednego zdania, które zostawało w głowie na lata. Nie moralizował – raczej podsuwał lustro i pozwalał, by każdy sam zobaczył, co w nim nie gra.

Franciszek Fischer i Bolesław Leśmian grający w szachy

Człowiek paradoksów

Fiszer był jednocześnie arystokratą ducha i bywalcem spelunek, erudytą znającym Kanta i Hegla, który potrafił całe dnie spędzić na rozmowach o niczym – bo „nic” też bywa filozoficzne. Gardził mieszczańską powagą, ale traktował myślenie śmiertelnie serio. Nie wierzył w postęp jako automatyczny marsz ku lepszemu, za to wierzył w inteligencję jednostki, która umie powiedzieć „sprawdzam”.

Warszawa – Franciszek Fiszer i Roman Rogowski

Ciekawostki

  • Nie napisał żadnej książki filozoficznej, a mimo to uchodził za jednego z najbłyskotliwszych umysłów swojej epoki.
  • Jego aforyzmy i bon moty krążyły po Warszawie jak waluta intelektualna.
  • Utrzymywał się często w sposób chaotyczny, bywał bez grosza, ale nigdy bez rozmówcy.
  • Dla jednych był geniuszem, dla innych pasożytem kawiarni – i obie strony miały po trochu racji.
Grób Franciszka Fiszera na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Franc Fiszer przypomina, że kultura to nie tylko dzieła, ale także ludzie, którzy potrafią rozpalać cudze myślenie. Że filozofia nie musi mieszkać wyłącznie w bibliotekach – czasem rodzi się przy kawie, w sporze, w śmiechu. I że nie wszystko, co ważne, da się oprawić w twardą okładkę.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze