Giuseppe Arcimboldo – mistrz portretów, które można… zjeść (ur. 1527 w Mediolanie, zm. 11 lipca 1593 tamże) – włoski malarz okresu manieryzmu.
Gdyby Salvador Dalí miał wujka z XVI wieku, który zamiast wąsów nosił bukiet warzyw na głowie, to byłby nim właśnie Giuseppe Arcimboldo. Ten włoski malarz urodzony w 1526 roku (a zmarły dokładnie w 1593), miał jedną cechę, która wyróżniała go na tle renesansowej konkurencji: kompletnie nie przejmował się tym, że jego dzieła będą wyglądały… dziwnie. A wyglądały. Bo Arcimboldo malował portrety złożone z owoców, warzyw, ryb, książek, a nawet… narzędzi. Czasem jabłko robiło za policzek, marchewka za nos, a dynia za czaszkę. I choć brzmi to jak ilustracje z dziecięcej książeczki o zdrowym żywieniu, to w jego wykonaniu było to czyste mistrzostwo.
I co najlepsze – to nie był żart. To była sztuka dla cesarzy. Tak, naprawdę! Arcimboldo pracował dla Habsburgów – Rudolfa II, Maksymiliana II i Ferdynanda I – jako nadworny malarz, dekorator, scenograf i nadwrażliwy estetofreak, który zrobił więcej dla wyobraźni niż niejeden filozof.

Warzywne twarze, które widzi się raz – i pamięta całe życie
Arcimboldo nie był tylko kapryśnym artystą z paletą pełną buraków. Jego dzieła miały drugie, trzecie i czwarte dno. Portrety symbolizowały pory roku, żywioły, cechy charakteru, a niekiedy także polityczne aluzje. A że forma była trochę jak z koszmaru ogrodnika? No cóż – to tylko dodawało pikanterii.

W epoce, gdy inni malowali Madonny, męczenników i portrety władców z miną „zjadłem cytrynę, ale nie mogę się przyznać”, Arcimboldo robił rzeczy, które w XXI wieku nazwalibyśmy po prostu: sztuka konceptualna z nutką surrealizmu i psychodelii. Trochę jakby Bosch i Warhol razem poszli na zakupy do warzywniaka i wrócili z inspiracją.
Ciekawostki, które sprawiają, że chcesz mieć kalafiora na ścianie
- Najbardziej znane cykle Arcimbolda to „Pory roku” i „Żywioły”, w których twarze złożone są z elementów charakterystycznych dla danego tematu.
- Rudolf II był tak zakochany w jego stylu, że kazał się sportretować jako „Vertumnus” – rzymski bóg zmienności, ulepiony z owoców i warzyw. Portret ten do dziś jest jednym z najbardziej fascynujących dzieł manieryzmu.
- Dzieła Arcimbolda były przez wieki zapomniane, aż do XX wieku, kiedy to odkryli go na nowo surrealistyczni artyści – i uznali za duchowego prekursora.
- Jego obrazy są pełne gier wizualnych i aluzji – niektóre wyglądają inaczej, gdy się je odwróci. Np. portret kucharza zamienia się w tacę z mięsem. True story.
- Nie był tylko malarzem – zajmował się też projektowaniem kostiumów, iluzji scenicznych i inżynierią ogrodów. Gość renesansu pełną gębą. A raczej… pełną gruszką?




