Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Wzruszenie na Wzgórzu: O spotkaniu z profesorem Guido Parisi w Galerii Wzgórze

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Kiedy spotkanie zamienia się w opowieść o nas samych

W niewielkiej, ale jakże ciepłej przestrzeni Galerii Wzgórze w Bielsku-Białej znów zabrzmiał głos profesora Guido Parisi. To już drugi raz, gdy spotkał się z polską publicznością, lecz dla wielu z nas — jakby po raz pierwszy. Bo czy można być tą samą osobą, która półtora roku temu słuchała historii Tamtej nocy w Polsce? Dziś Parisi opowiadał o Frankensteinie z Neapolu — książce, która, choć zaczyna się jak historia o inności, szybko odsłania swoje głębie: samotność, dzieciństwo, poczucie winy i odkupienie. Spotkanie poprowadziła z wyczuciem i empatią Danuta Niemczyk, która stworzyła atmosferę intymnej rozmowy. W roli tłumaczki z języka włoskiego wystąpiła Magdalena Ryder — nie tylko doskonała lingwistka, ale również autorka przekładu kolejnej książki Parisiego z włoskiego na polski pt. „Frankenstein z Neapolu. Na tropie tajemnicy Percy’ego i Mary Shelleyów” wydanej przez Oficynę Wydawniczą Rytm z Warszawy. I choć sam profesor z nieśmiałością mówi o swoim pisaniu, jego słowa trafiły dokładnie tam, gdzie powinny — w nasze wspomnienia, w te ciche miejsca, o których nie mówi się głośno. Wspólnie z publicznością przenieśliśmy się w czasie i przestrzeni, by opowiedzieć sobie historię, która choć włoska, brzmiała boleśnie znajomo.

Miasto, które uczy, że brzydota to tylko forma piękna

Neapol. Miasto, które w tej książce nie jest tłem — jest krwią, nerwem, nieprzewidywalnym rytmem życia. Przedstawiony jako „planeta sama w sobie”, pulsuje sprzecznościami — sakralnym i profanicznym, pięknem i brzydotą, miłością i pogardą. Dla Parisiego to nie tylko miejsce akcji, to serce opowieści. I choć mówi się o Camorze, przemocy, sierotach i bólu, Neapol nie jest potępiony — przeciwnie, jest zrozumiany. To miejsce, które jak dziecko Gennarino z książki, może być niepiękne, może mieć garb lub bliznę, ale i tak bije w nim serce, które chce być pokochane. Czy nie tak właśnie patrzymy czasem na siebie? Czy nasze własne „miasta” — nasze wspomnienia, nasze ciała, nasze błędy — nie zasługują na takie spojrzenie? Profesor pokazuje Neapol takim, jakim jest: z jego hałasem, przyprawami, przeszłością i nadzieją. I może właśnie w tej szczerości tkwi magia.

Gennarino — chłopiec, którego nazwali potworem

Historia Gennarino — chłopca, który zostaje naznaczony przez przypadek, a później przez ludzi — jest rdzeniem tej opowieści. Uderzenie głową o mur staje się początkiem jego inności, a drwiny rówieśników uruchamiają lawinę przemian. Z ofiary staje się „potworem” nie dlatego, że był zły, lecz dlatego, że nie został zaakceptowany. Brzmi znajomo, prawda? Ilu z nas nosi blizny — niekoniecznie na ciele, ale w sercu — które przypominają, że kiedyś ktoś nas odrzucił? Parisi w mistrzowski sposób pokazuje, jak środowisko może ukształtować człowieka, jak łatwo jest skrzywdzić, ale też — jak trudno przestać się nienawidzić, kiedy już raz uznało się siebie za „potwora”. Jego narracja, choć pełna smutku, niesie też ukojenie: bo pokazuje, że nawet w świecie przesiąkniętym przemocą można odnaleźć przebaczenie, a być może i zrozumienie.

Między metafizyką a makaronem — czyli o sile codzienności

Choć książka pełna jest poważnych tematów — przemocy, wojny, poczucia winy, duchowych dylematów — nie brakuje w niej też prostych radości. Wspomnienia o gotowanych kasztanach, prażonej kukurydzy czy gotowanej ośmiornicy tworzą smaki i zapachy, które kontrastują z ciemniejszymi tonami opowieści. I może właśnie w tym tkwi siła Parisiego: w umiejętności łączenia metafizycznych pytań o sens życia z codziennością, którą znamy z własnych kuchni i dzieciństwa. Cytaty z Księgi Koheleta, rozważania o Bogu, pytania o sprawiedliwość wieczną — nie brzmią jak akademickie wywody, ale jak przemyślenia kogoś, kto naprawdę się zastanawia. A przecież i my się zastanawiamy: dlaczego dobro nie zawsze zwycięża? Dlaczego cierpienie spotyka właśnie nas? I może właśnie dlatego książka Parisiego tak porusza — bo stawia pytania, których nikt nie wypowiada na głos, choć każdy z nas je zna.

Polska jako drugi dom i domyślny adres emocji

Na koniec spotkania profesor mówi o Polsce z takim ciepłem, jakby mówił o przyjacielu, z którym się czasem kłóci, ale nigdy nie przestaje kochać. Wspomina swoje wykłady, dzieci polskie, które znał jeszcze w czasach komunizmu, i obóz uchodźców w Kapui, gdzie Polska odcisnęła ślad w jego życiu. Mówi o kraju, który go przyciąga, wzrusza, nie pozwala o sobie zapomnieć. Czy to nie piękne, gdy obcokrajowiec mówi o naszym kraju z większą czułością niż niejeden z nas? Parisi przypomina, że Polska — mimo swojej historii, błędów, cierpienia — może być inspiracją, może być lustrem, w którym inni rozpoznają siebie. Jego opowieść kończy się nie odpowiedzią, ale pytaniem. A może i my, czytelnicy, powinniśmy je sobie zadać: co zostawiamy po sobie — i czy będzie to coś, co ktoś kiedyś nazwie opowieścią wartą przeczytania?

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze