Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Henryk Struve: uparty strażnik myślenia

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Profesor z epoki, która miała alergię na chaos

Na korytarzach dziewiętnastowiecznej Warszawy filozofia nie chodziła w trampkach rewolucji, tylko w ciężkich butach profesora, który miał jeszcze ambicję, by myśl nie była plotką z salonu. Henryk Struve urodził się w 1840 roku w Gąsiorowie, a zmarł w 1912 roku w Eltham w Anglii; był filozofem, psychologiem, estetykiem, tłumaczem i człowiekiem tej nieco podejrzanej dziś kategorii: erudytą naprawdę wielopiętrowym. Studiował na kilku niemieckich uniwersytetach, doktoryzował się w Jenie, a już w 1863 roku objął obowiązki adiunkta logiki w Szkole Głównej Warszawskiej. Potem, jak to w naszej części Europy bywało, historia przestawiła meble bez pytania gospodarzy: Szkołę Główną przemieniono w Cesarski Uniwersytet Warszawski, a Struve musiał ponownie przejść procedurę doktorską, tym razem w Moskwie. Biurokracja zawsze miała talent do dowodzenia filozofom, że realność istnieje, nawet gdy metafizyka ma inne plany.

Ideorealista kontra pozytywistyczny entuzjazm

Struve nie był ulubieńcem modnych prądów. W czasach, gdy pozytywizm miał w Warszawie aurę intelektualnej szczotki do zamiatania „starych przesądów”, on zachowywał się jak człowiek, który mówi: dobrze, tylko najpierw sprawdźmy, czy razem z kurzem nie wyrzucacie przypadkiem fundamentów. Jego stanowisko określano jako krytyczny realizm albo ideorealizm; próbował łączyć wymiar duchowy, logiczny i realny, zamiast wybierać jedną doktrynę jak kapelusz na niedzielny spacer. Pisał m.in. „Wykład systematyczny logiki”, „Syntezę dwóch światów”, „Estetykę barw”, „Sztukę i piękno”, „Wstęp krytyczny do filozofii” oraz „Historię logiki jako teorii poznania w Polsce” – dzieła, które brzmią dziś jak tytuły z epoki, gdy autorzy wierzyli jeszcze, że książka może być narzędziem porządkowania świata, a nie tylko eleganckim pretekstem do panelu dyskusyjnego.

Człowiek pomiędzy logiką a duszą

Najciekawsze w Struvem jest jednak to, że nie był jedynie akademickim konserwatystą, którego można by wygodnie odłożyć na półkę z napisem: „szacowny, lecz niebezpiecznie zakurzony”. Badaczka Irena Trzcieniecka-Schneider zauważa, że Struve nie jest dziś powszechnie znany, choć przez lata propagował w Polsce kulturę logiczną, a jego poglądy logiczne warto czytać także jako świadectwo zmiany naukowego paradygmatu. Co więcej, współczesne opracowania pokazują, że w rękopisie „Wykład popularnej filozofii w 5 odczytach” z 1866 roku Struve rozważał problem „bezświadomości”, czyli nieświadomej psychiki, zanim Freud zdążył zostać globalnym patronem wszystkich kanap terapeutycznych i neurotycznych rodzinnych kolacji. Oczywiście, Struve nie stał się polskim Freudem – był zbyt związany z metafizycznym językiem duszy, by pójść konsekwentnie w stronę nowoczesnej psychologii — ale właśnie dlatego jest fascynujący: miał intuicję, której sam jakby się przestraszył.

Strażnik ciągłości, czyli antycelebryta polskiej filozofii

Struve miał jedną idée fixe, która dziś brzmi wyjątkowo aktualnie: nie wolno zrywać ciągłości myślenia tylko dlatego, że importowana moda intelektualna lepiej wygląda w salonie. W pierwszym numerze „Ruchu Filozoficznego” z 1911 roku ukazał się jego tekst „Słówko o filozofii narodowej polskiej”, w którym zwracał uwagę na lekceważenie rodzimego dorobku filozoficznego i zbyt łatwe uleganie obcym wpływom. I tu trzeba uważać: to nie był prowincjonalny apel pod tytułem „zamknijmy okna, bo wieje z Berlina i Paryża”. Raczej ostrzeżenie, że naród bez pamięci intelektualnej zaczyna myśleć cudzymi skrótami. A cudze skróty bywają wygodne, tylko często prowadzą nie tam, gdzie trzeba – jak GPS ustawiony na „omijaj sens”.

5 ciekawostek o Henryku Struvem

  • Używał pseudonimu Florian Gąsiorowski, co u filozofa brzmi jak dyskretna próba zejścia z piedestału i przejścia boczną ulicą.
  • W 1900 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  • Był związany z Biblioteką Filozoficzną finansowaną przez Kasę im. Mianowskiego; seria ta była najpierw redagowana przez Struvego, później przez Henryka Goldberga.
  • Interesował się nie tylko filozofią i logiką, lecz także literaturą, teatrem i malarstwem; pisał recenzje oraz szkice, więc był kimś więcej niż profesorem od definicji zamkniętych na trzy spusty.
  • W 1903 roku wyjechał do Anglii do córki, ale nadal popularyzował polską filozofię; zmarł w Eltham i tam został pochowany.

Dlaczego warto go odkurzyć, zanim zrobi to ktoś mniej ostrożny

Henryk Struve nie jest postacią łatwą do sprzedania w epoce krótkich biogramów i jeszcze krótszej cierpliwości. Nie miał dramatycznej legendy buntownika, nie podpalał bibliotek, nie rzucał efektownych haseł, które można wydrukować na kubku. Był raczej człowiekiem długiego namysłu, a to dziś brzmi niemal wywrotowo. Jego wartość polega na czymś subtelniejszym: uczy, że filozofia nie jest tylko produkcją stanowisk, lecz także troską o ciągłość rozmowy. Struve bywał staroświecki, uparty, momentami zbyt ostrożny – ale może właśnie dlatego jest nam potrzebny. Bo w kulturze, która co kwadrans ogłasza nowy początek świata, przydaje się ktoś, kto spokojnie pyta: dobrze, ale czy przeczytaliście poprzedni rozdział?

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze