Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Herman Melville – pisarz, którego świat zrozumiał dopiero po śmierci

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Najpierw trzeba było wypłynąć z własnego życia

Herman Melville urodził się 1 sierpnia 1819 roku w Nowym Jorku, w rodzinie, której przez pewien czas powodziło się całkiem nieźle. Potem jednak interesy ojca upadły, rodzina popadła w kłopoty finansowe, a po jego śmierci trzynastoletni Herman musiał szybciej niż planował nauczyć się, że życie nie jest powieścią przygodową. Pracował jako urzędnik bankowy, nauczyciel, pomagał na farmie, próbował znaleźć dla siebie miejsce, aż w końcu zrobił coś, co w XIX wieku robiło wielu młodych ludzi pozbawionych perspektyw – poszedł na morze.

I tu zaczyna się Melville, którego znamy. W 1839 roku popłynął jako członek załogi statku handlowego do Liverpoolu, a dwa lata później zaciągnął się na wielorybniczy Acushnet. Pacyfik, Markizy, Tahiti, dezercja, krótki pobyt w więzieniu, kolejne statki i marynarka wojenna – jego biografia z tych kilku lat brzmi tak, jakby ktoś postanowił zmieścić kilka powieści przygodowych w życiu jednego człowieka. Kiedy w 1844 roku wrócił do Ameryki, miał już materiał, którego nie trzeba było wymyślać. Wystarczyło nauczyć się go opowiadać.

Biały wieloryb, który zatopił autora

Pierwsze książki Melville’a, zwłaszcza Taipi i Omoo, przyniosły mu powodzenie. Czytelnicy lubili egzotykę, morze i historie człowieka, który naprawdę tam był. Można więc było spokojnie robić to samo jeszcze przez kilka lat, zarabiać pieniądze i cieszyć się opinią autora morskich przygód. Tyle że Melville zrobił coś znacznie mniej rozsądnego – postanowił napisać książkę większą niż oczekiwania własnej publiczności.

W 1851 roku ukazał się Moby Dick. Na powierzchni wszystko się zgadzało: statek Pequod, kapitan Ahab, biały kaszalot i polowanie. Tyle że pod tą historią Melville umieścił niemal wszystko – religię, naukę, szaleństwo, władzę, obsesję, naturę człowieka, granice poznania, a nawet pytanie, czy świat rzeczywiście musi mieć sens tylko dlatego, że bardzo chcielibyśmy go znaleźć. Pomogła mu także przyjaźń z Nathanielem Hawthorne’em, któremu powieść zadedykował.

I nastąpił jeden z piękniejszych paradoksów historii literatury: Melville napisał książkę, która miała uczynić go wielkim pisarzem, a ona niemal pogrzebała jego karierę. Powieść zebrała mieszane, często nieprzychylne recenzje i za życia autora sprzedała się zaledwie w kilku tysiącach egzemplarzy. Dzisiejszy czytelnik może się temu dziwić, ale epoka po prostu nie była gotowa na tę osobliwą mieszaninę powieści morskiej, traktatu filozoficznego, dramatu szekspirowskiego, encyklopedii wielorybnictwa i opowieści o człowieku, który pozwala jednej idei pożreć całe swoje życie.

Pisarz znika, urzędnik przychodzi do pracy

Po Moby Dicku było coraz trudniej. Kolejne książki nie przyniosły oczekiwanego sukcesu. Melville pisał opowiadania – w tym „Kopistę Bartleby’ego. Historię z Wall Street”, jeden z najbardziej osobliwych tekstów o odmowie uczestniczenia w świecie, jaki powstał w XIX wieku – ale finansowo literatura przestawała być zawodem.

W końcu człowiek, który stworzył kapitana Ahaba i Pequoda, został inspektorem celnym w nowojorskim porcie. Przez blisko dwadzieścia lat chodził do pracy, sprawdzał towary, prowadził zwyczajne urzędnicze życie i stopniowo znikał z literackiej pamięci Ameryki. Nadal pisał, przede wszystkim poezję. W 1866 roku wydał Battle-Pieces and Aspects of the War, później monumentalny poemat Clarel, lecz zainteresowanie było niewielkie.

Pod koniec życia wrócił jeszcze do prozy i pracował nad Billym Buddem. Nie zdążył doprowadzić tekstu do ostatecznej postaci. Herman Melville zmarł 28 września 1891 roku w Nowym Jorku jako pisarz w dużej mierze zapomniany przez własną epokę. Billy Budd ukazał się dopiero w 1924 roku.

Największa ironia przyszła po śmierci

A potem literatura zrobiła coś, co czasem robi wyjątkowo efektownie – zmieniła zdanie.

Na początku XX wieku rozpoczęło się ponowne odkrywanie Melville’a, szczególnie w okolicach setnej rocznicy jego urodzin w 1919 roku. Krytycy i pisarze zaczęli wracać do Moby Dicka i nagle zobaczyli książkę, której nie dostrzegli współcześni autora. W latach dwudziestych XX wieku rozpoczęło się „Odrodzenie Melville’a”, a powieść o białym wielorybie zaczęła zajmować miejsce w kanonie literatury amerykańskiej.

Jest w tym coś jednocześnie okrutnego i pocieszającego. Melville przez znaczną część życia patrzył, jak jego literacka reputacja maleje, tymczasem napisał książkę, która miała przeżyć większość bestsellerów swojej epoki. Nie przegrał więc z literaturą. Przegrał tylko z kalendarzem.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Herman Melville jest jednym z najlepszych przykładów tego, jak zawodna potrafi być współczesna sława. Można napisać książkę, której niemal nikt nie rozumie, patrzeć na własną karierę jak na nieudany interes, codziennie rano iść do pracy w urzędzie, a mimo wszystko zostawić po sobie tekst czytany półtora wieku później.

Jego historia przypomina też o czymś mniej pocieszającym: kultura nie zawsze rozpoznaje to, co wartościowe, kiedy ma to przed oczami. Czasami potrzebuje kilkudziesięciu lat, nowych pytań i nowych czytelników. Melville tego triumfu już nie zobaczył. Ale Ahab wciąż stoi na pokładzie, biały wieloryb nadal gdzieś znika pod powierzchnią, a pierwsze słowa Ismaela wystarczą, żeby cała maszyna ruszyła od początku.

Grób Hermana Melville’a i jego żony Elizabeth Shaw Melville na cmentarzu Woodlawn Cemetery w nowojorskim Bronksie

Ciekawostki

  • Inspiracją dla Moby Dicka była między innymi prawdziwa historia statku wielorybniczego Essex, zatopionego w 1820 roku po staranowaniu przez kaszalota.
  • Melville sam pracował na statkach wielorybniczych, dlatego wiele technicznych szczegółów Moby Dicka wynikało z jego własnego doświadczenia.
  • Moby Dick został zadedykowany Nathanielowi Hawthorne’owi, z którym Melville nawiązał intensywną przyjaźń intelektualną.
  • Za życia Melville’a Moby Dick sprzedał się w nakładzie zaledwie około trzech tysięcy egzemplarzy.
  • Ostatnie dekady życia poświęcił w dużej mierze poezji, a Billy Budd został wydany ponad trzydzieści lat po jego śmierci.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze

RADIOAwangarda.Informacje / Kultura / Rozrywka / Nauka

Radio ludzi ciekawych.

Włącz muzykę. Zostań dla opowieści.