Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Jak pisać po Auschwitz i nie kłamać

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Imre Kertész – pisarz, który nie chciał sensu po Zagładzie

Imre Kertész nie pisał literatury „o Holokauście”. Pisał z wnętrza doświadczenia, które z definicji odmawia sensu. Urodzony w 1929 roku w Budapeszcie, jako czternastolatek trafił do Auschwitz, potem do Buchenwaldu. Przeżył. I właśnie to „przeżycie” stało się dla niego problemem, a nie triumfem. Bo jak żyć po świecie, który dowiódł, że rozsądek, kultura i nowoczesność potrafią produkować fabryki śmierci?

Kertész wrócił do Węgier i bardzo szybko zorientował się, że historia nie zamierza mu dać oddechu. Nazizm zastąpił komunizm, obozy – ideologiczne klatki, a język władzy znów domagał się prostych narracji. Tymczasem on nie wierzył już w narracje. Interesowało go pęknięcie.

Los bez losu

Jego najważniejsza powieść, Los utracony (Sorstalanság), to książka chłodna, niemal bezemocjonalna. I właśnie dlatego tak bolesna. Nie ma tu heroizmu ani moralnych fajerwerków. Jest chłopiec, który „przystosowuje się” do obozu. Uczy się reguł absurdu. Przetrwania bez sensu. Normalności w nienormalnym świecie.

To była herezja. Wielu czytelników chciało opowieści o winie, ofierze, katharsis. Kertész dawał coś znacznie trudniejszego: obojętność jako mechanizm obronny. Pokazywał, że największą grozą Zagłady nie był krzyk, lecz rutyna. I że człowiek potrafi się do niej dostosować szybciej, niż chciałby to przyznać.

Pisarz wbrew wspólnocie

Przez lata był ignorowany. Na Węgrzech – zbyt niewygodny. Na Zachodzie – zbyt „nieliteracki”. Żył skromnie, tłumaczył Nietzschego, Freuda i Canettiego, pisał „do szuflady”. Dopiero po 1989 roku jego książki zaczęły krążyć szerzej. A w 2002 roku dostał Literacką Nagrodę Nobla.

Nie celebrował. Z typową dla siebie ironią zauważył, że Zagłada znów stała się „czytelna”, gdy dało się ją oprawić w złoty medal. Ale nagroda miała znaczenie: potwierdzała, że literatura może być miejscem oporu wobec łatwego sensu.

Egzystencja po katastrofie

Kertész był egzystencjalistą bez metafizyki. Blisko mu było do Camusa, ale bez nadziei buntu; do Kafki, ale bez groteski. Twierdził, że Holokaust nie był wypadkiem przy pracy historii, lecz logiczną konsekwencją nowoczesności pozbawionej etyki. Dlatego tak drażnił. Nie pozwalał zamknąć Auschwitz w muzeum sumienia.

Pod koniec życia przeniósł się do Berlina. Czuł się tam bardziej pisarzem niż „węgierskim świadkiem”. Zmarł w 2016 roku. Do końca pozostał podejrzliwy wobec wielkich słów.

Ciekawostki

  • Los utracony powstawał ponad dziesięć lat i długo nie mógł znaleźć wydawcy.
  • Kertész uważał, że pisarz po Auschwitz musi pisać przeciwko własnemu językowi.
  • Był sceptyczny wobec „pedagogiki pamięci” – bał się, że zamieni tragedię w rytuał.
  • Często powtarzał, że przeżycie nie daje moralnej wyższości.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Imre Kertész przypomina, że literatura nie istnieje po to, by pocieszać. Czasem jej jedyną uczciwą rolą jest nie dać się oswoić złu. I nie zgodzić się na łatwe zakończenia.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze