Czarny atrament po obozowej bieli
Na początku nie ma pomnika. Jest chłopak z Kielc, rocznik 1919, urodzony w rodzinie polskiej pochodzenia żydowskiego, który mógłby zostać po prostu inteligentnym krytykiem literackim, gdyby XX wiek nie miał tej paskudnej skłonności do przerabiania biografii na dokumenty oskarżenia. Gustaw Herling-Grudziński dostał od historii nie temat, lecz cios. I – co gorsza dla historii – potrafił ten cios opisać tak, że nie dało się go później zamieść pod dywan żadną elegancką ideologią, żadnym „skomplikowanym kontekstem”, żadnym akademickim pudrem do moralnych siniaków. Urodził się 20 maja 1919 roku w Kielcach, był najmłodszym z czworga dzieci Józefa i Doroty z Bryczkowskich.
Łagier jako laboratorium prawdy
Herling-Grudziński został aresztowany przez NKWD w 1940 roku podczas próby przedostania się na Litwę, skazany na pięć lat łagru i osadzony na Dalekiej Północy; zwolniono go w 1942 roku po układzie Sikorski–Majski, a potem przeszedł szlak z armią Andersa i walczył pod Monte Cassino. Z tego doświadczenia powstał „Inny świat” -książka, której nie da się czytać jak zwykłej literatury obozowej, bo ona nie tylko pokazuje cierpienie. Ona pyta znacznie brutalniej: co zostaje z człowieka, kiedy system odbierze mu prywatność, język, głód nazwie normą, a śmierć – statystyką? To nie jest książka o tym, że ludzie są dobrzy albo źli. To książka o tym, że człowiek bywa człowiekiem dopiero wtedy, gdy warunki przestają mu to ułatwiać.

Literatura bez miękkiej poduszki
Największa siła Herlinga polegała na tym, że nie chciał być pocieszycielem. Nie rozdawał czytelnikowi duchowych cukierków, nie głaskał go po głowie i nie mówił: „wszystko będzie dobrze”. W jego świecie nie wszystko będzie dobrze, bo świat nie jest pensjonatem z widokiem na metafizyczny ogródek. „Inny świat” ukazał się najpierw po angielsku w 1951 roku jako A World Apart, z przedmową Bertranda Russella, a po polsku dwa lata później w Londynie; w oficjalnym obiegu w Polsce wydano go dopiero w 1988 roku. I to opóźnienie jest samo w sobie małą biografią PRL-u: prawda stała pod drzwiami, pukała, miała dokumenty, świadków i literacką klasę – ale cenzura udawała, że nikogo nie ma w domu.

Neapol, noc i surowa elegancja myślenia
Po wojnie Herling-Grudziński współtworzył w Rzymie „Kulturę” Jerzego Giedroycia, był jednym z jej założycieli i redaktorów, a później związał życie z Włochami, zwłaszcza z Neapolem. Tam pisał „Dziennik pisany nocą” – jedną z najważniejszych form polskiego eseju emigracyjnego, gdzie polityka, sztuka, religia, pamięć i metafizyka chodzą po tym samym pokoju, czasem potrącając się łokciami. Biblioteka Narodowa trafnie pokazuje noc w tym dzienniku jako przestrzeń skupienia, lęku i wyostrzonej świadomości; Herling występuje tam nie jako gawędziarz od miłych anegdot, lecz jako samotny intelektualista patrzący na historię spod wulkanu. Brzmi patetycznie? Może. Ale u Herlinga patos jest zwykle trzymany na krótkiej smyczy przez ironię, dyscyplinę i nieufność wobec łatwych wzruszeń.




5 ciekawostek, które warto znać
- Jako szesnastoletni gimnazjalista opublikował reportaż „Świętokrzyszczyzna” w piśmie „Kuźnia Młodych”; jego pierwsza nowela „Rozrachunek” została odrzucona z powodu słabej treści, choć pochwalono jej konstrukcję. Cóż, nawet przyszły klasyk dostał od literatury pierwszy policzek administracyjny.
- Przed wojną miał krótki okres fascynacji komunizmem, zakończony rewizją na stancji i poważnymi kłopotami szkolnymi. Historia bywa przewrotna: późniejszy jeden z najważniejszych świadków sowieckiego totalitaryzmu najpierw zajrzał do tej idei od strony młodzieńczego złudzenia.
- W warszawskim klubie Parabumba Herling należał do czołowych postaci kabaretowo-literackich spotkań młodej inteligencji; bywał tam między innymi Witold Gombrowicz.
- W 1947 roku był nie tylko współzałożycielem i redaktorem „Kultury”, ale według biografii Biblioteki Narodowej także autorem jej tytułu.
- W latach 70. jego nazwisko znajdowało się na liście pisarzy emigracyjnych, których należało w PRL bezwarunkowo eliminować z prasy, radia, telewizji i publikacji nienaukowych.

Sumienie bez dekoracji
Herling-Grudziński jest niewygodny, bo nie pozwala nam wygodnie nienawidzić ani wygodnie współczuć. Uczy, że zło nie zawsze przychodzi z rogami, czasem przychodzi z regulaminem, pieczątką i poprawną składnią urzędową. W jego twórczości – od „Innego świata”, przez „Dziennik pisany nocą”, po opowiadania takie jak „Wieża”, „Pietà dell’Isola” czy „Książę Niezłomny” – najważniejsza jest pamięć, ale pamięć nie jako muzeum ran. Raczej jako surowe narzędzie: żeby człowiek nie zamienił się w estetyczną wydmuszkę, która wszystko rozumie, wszystko wyjaśnia i niczego już się nie wstydzi. Układ zgodny z przyjętym wzorcem eseju.
