Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Janusz Zajdel – inżynier wyobraźni i anatom systemów

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Urodził się w 1938 roku i zmarł w 1985 – za wcześnie, jakby historia nie dała mu dokończyć kilku ważnych zdań. Z wykształcenia fizyk, specjalista od fizyki jądrowej, z zawodu – pracownik Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej. A z powołania? Najbardziej przenikliwy anatom systemów totalnych w polskiej literaturze science fiction.

Brzmi poważnie, ale Zajdel nie pisał traktatów politologicznych. Pisał powieści o innych planetach. Tyle że każdy czytelnik w PRL wiedział, że te planety dziwnie przypominają nasze podwórko.

Fantastyka jako lustro rzeczywistości

W latach 70. i 80. polska fantastyka często uciekała w kosmos. Zajdel robił coś sprytniejszego – budował światy, które były laboratoriami władzy.

W powieści Limes inferior (1982) pokazał społeczeństwo podzielone na klasy według testów inteligencji, gdzie każdy ma swoje miejsce, przywileje i ograniczenia. System jest „racjonalny”, „sprawiedliwy”, „naukowy”. I właśnie dlatego tak niebezpieczny. Bo gdy opresja przywdziewa fartuch eksperta, trudniej ją podważyć.

W Paradyzji (1984) opisał kolonię kosmiczną, w której mieszkańcy żyją pod stałą kontrolą. Oficjalnie – dla ich bezpieczeństwa. Nieoficjalnie – by nikt nie wpadł na pomysł, że można żyć inaczej. Kontrola języka, autocenzura, mówienie półsłówkami – to nie była fantazja. To był kod epoki.

Zajdel nie moralizował. On projektował eksperymenty myślowe. A potem pozwalał czytelnikowi samemu dojść do wniosku, że coś tu nie gra.

Człowiek, który wiedział, czym jest system

Był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – i tu zaczyna się paradoks. Nie był outsiderem w stylu romantycznego buntownika. Był częścią rzeczywistości, którą krytykował.

To czyni jego twórczość ciekawszą, nie mniej wiarygodną. Bo Zajdel rozumiał mechanikę systemu od środka. Wiedział, jak działa język władzy, jak rodzi się autocenzura, jak łatwo ludzie przyzwyczajają się do ograniczeń, jeśli są podane w estetycznym opakowaniu „racjonalności”.

Nie pisał o złych tyranach. Pisał o strukturach, które same wytwarzają posłuszeństwo. To dużo bardziej niepokojące.

Ciekawostki, które mówią więcej niż anegdoty

• W 1985 roku, tuż przed śmiercią, otrzymał Nagrodę im. Kościelskich – jedno z ważniejszych wyróżnień literackich.
• Najważniejsza polska nagroda dla twórców fantastyki – Nagroda im. Janusza A. Zajdla – nosi dziś jego imię.
• Jego powieści były czytane jak polityczne komentarze, choć formalnie były fantastyką naukową.
• Był precyzyjny jak fizyk – konstrukcja świata u niego zawsze miała logikę wewnętrzną.
• Zmarł na raka płuc w wieku 47 lat – zostawiając poczucie niedosytu i pytanie, co napisałby o transformacji lat 90.

Dlaczego warto do niego wracać dziś?

Bo Zajdel nie pisał o PRL-u. Pisał o mechanizmach władzy jako takich. A te nie dezaktualizują się wraz ze zmianą ustroju.

Jego książki to szczepionka przeciwko naiwnemu zachwytowi nad „systemami, które wiedzą lepiej”. Uczą, że kontrola może być miękka, uprzejma, technologicznie zaawansowana – i nadal pozostawać kontrolą.

W epoce algorytmów, punktacji społecznej i cyfrowych tożsamości jego powieści czyta się z lekkim dreszczem. Bo nagle okazuje się, że kosmos bywa bliżej, niż myśleliśmy.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze