Słuchaj nas online

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Joanna Łańcucka „Stara Słaboniowa i spiekładuchy”

Więcej od tego autora

Przeczytasz w: 2 minuty

W małej chatce, na obrzeżach wsi, ze swoimi obowiązkami, rytuałami, wierzeniami. I kotem. We wsi, w której stare wierzenia, zabobony, odczyniane uroki walczyły o lepsze z cywilizacją, nowoczesnością wyrażającą się w mikserze, meblach na wysoki połysk, saksami. Bo postęp cywilizacyjny wcale automatycznie nie oznacza, że to co dotychczas było zakorzenione w życiu mieszkańców tej wioski, zniknie jak sen jakiś złoty. Bo dopóki choć jedna osoba wierzy w spiekładuchy, tak długo będą one w życiu społeczności obecne. I kiedy nic nie działa na te psotne, czasem agresywne chochliki, kiedy nie sposób racjonalnie pewnych zjawisk wytłumaczyć, potrzebny jest ktoś taki jak Słaboniowa, która zna je aż za dobrze i która skutecznie potrafi je unieszkodliwić, uwalniając od trosk, zgryzot a czasem nawet od śmierci swoich współziomków.
Słaboniowa, jak można by wnioskować z nazwiska, słaba wcale nie jest. Wręcz przeciwnie, jest silna doświadczeniem, silna duchem, aczkolwiek w walce nie podpartym mejestatem Boga, przed którym spiekładuchy się nie kłaniają. Bo to wcale nie są istoty nie z tego czy innego świata. To są stworzenia, które nosimy w sobie, a w sprzyjających okolicznościach wychodzą na wierzch żeby nie czynić wcale dobrze. Jak powtarzała moja Babcia, to żywych trzeba się bać, nie duchów, bo tylko oni mogą być potencjalnym zagrożeniem i uczynić krzywdę. Ma tego świadomość i Słaboniowa, mądra mądrością ludową i życiową, i dzielnie ale i ze spokojem daje odpór wszelkim stworzeniom, które już zawładnęły ludzkim ciałem.
O tym traktuje owa publikacja. O nieustannej walce, może nie dobra ze złem, raczej zła gorszego ze złem mniejszym, bo i bohaterka nie jest bez skazy. Ale porusza i temat inny, dla mnie bardzo emocjonalny, trudny. Temat wykluczenia, samotności starszych ludzi. Którzy dali już światu wszystko, co mógł z nich wyciągnąć i którzy zostali na margines życia wypchnięci, niepotrzebni nikomu. Najsmutniejsze, że swojej własnej rodzinie, swoim własnym dzieciom, na które na próżno czekają. I tylko inny czlowiek, stary i opuszczony, potrafi zrozumieć ból oczekiwania. I tylko śmierć się nad nimi lituje, oszczędzając im rozczarowania i cierpienia. Bardzo ciekawa wizja śmierci, którą z moim atawistycznym lękiem jestem w stanie zaakceptować.
Słodko gorzka, bo śmiałam się chwilami, ale częściej ogarniał mnie potworny żal i smutek, aczkolwiek jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, oczekiwałam chyba więcej.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Koniecznie przeczytaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze