Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Józef Kosacki – Polak, który zatrzymał śmierć

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Są tacy bohaterowie historii, którzy nie noszą peleryny, tylko plecak z elektroniką, słuchawki na uszach i upór inżyniera, który nie lubi, gdy świat działa „na ślepo”. Józef Kosacki (1909–1990), absolwent Politechniki Warszawskiej, oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, wymyślił ręczny wykrywacz min, który na froncie robił rzecz bezcenną: zamieniał „los” w procedurę. I to w czasach, gdy „procedura” często oznaczała po prostu: idź i sprawdź bagnetem, czy ziemia dziś chce cię zabić.

Szkocja, plaża i bardzo konkretna motywacja

W 1941 roku Kosacki był w Szkocji. W muzealnych relacjach pojawia się obraz, który nie potrzebuje literackich ozdobników: patrol polskich żołnierzy wpada na miny na plaży w okolicach Arbroath. To nie „filmowa scena” – to zimny prysznic dla człowieka, który znał elektronikę i widział, że da się zrobić coś lepszego niż dłubanie w piasku na wyczucie. Wtedy rodzi się pomysł, który brzmi banalnie tylko na kanapie: zrób urządzenie, które usłyszy metal pod ziemią, zanim zrobi to stopa.

Konkurs z monetami i wynalazek, który mieścił się w rękach

Brytyjczycy ogłosili konkurs na taki detektor, a Kosacki – współpracując z plutonowym Andrzejem Garbosiem – w krótkim czasie zbudował prototyp (według opisu: za własne pieniądze i w około trzy miesiące). Test był wręcz komicznie prosty: na trawniku rozsypano monety, a wygrywał ten, kto znajdzie ich najwięcej. Polskie urządzenie okazało się najlepsze.

I teraz najlepsze: Mine Detector (Polish) Mark I nie był „cudem techniki” w sensie laboratoriów NASA. Był prosty, lekki jak na warunki wojny, wytrzymały i obsługiwany przez jedną osobę; ważył około 14 kg, działał ze słuchawkami, a zasada opierała się na układzie elektrycznym, który „rozstrajał się” w pobliżu metalu – czyli człowiek słyszał zmianę dźwięku zamiast zgadywać. Dało się z nim pracować nawet w nocy, co na wojnie jest różnicą między „udało się” a „nie ma komu opowiedzieć”.

Produkcja wykrywaczy min oraz ich testowanie (public domain)

El Alamein: kiedy pustynia przestaje być loterią

W 1942 roku detektory trafiają na front, a bitwa pod El Alamein staje się ich wielkim sprawdzianem. W relacjach przewija się liczba 500 urządzeń dostarczonych do brytyjskiej 8. Armii i fakt, że tempo rozminowywania wyraźnie wzrosło. Kosacki nie „wygrał wojny” w pojedynkę – jasne – ale zrobił coś, co w wojnie jest złotem: pozwolił wojsku przejść tam, gdzie wcześniej czekała ruletka.

I ten gest, który mówi o człowieku więcej niż laurki

Najbardziej nie mam tu ochoty na pomnikowy ton, ale fakt jest faktem: Kosacki nie opatentował wynalazku. Przekazano go Brytyjczykom nieodpłatnie, a w zamian pojawia się w źródłach list z podziękowaniami od króla Jerzego VI. To jest ten rodzaj decyzji, który pokazuje, że czasem ktoś stawia „skuteczność i życie” ponad „zysk i sławę”.

Po wojnie: od frontu do laboratoriów

Po 1947 roku Kosacki wrócił do Polski i pracował naukowo oraz dydaktycznie (m.in. w środowisku wojskowym i akademickim), a jego nazwisko dziś nosi Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu. Zmarł w 1990 roku w Warszawie.

Ciekawostki

  • Podczas wojny jego nazwisko bywało utajniane, a w dokumentach zdarzały się warianty/pseudonimy – po to, by chronić rodzinę w okupowanej Polsce.
  • W wojennych opisach detektor to: generator w plecaku + „talerz” z cewkami na kiju + słuchawki. Proste, a genialne w praktyce.
  • W czasie wojny wyprodukowano około 100 000 egzemplarzy różnych wersji, a zasada działania żyła długo po 1945 roku.
  • W relacjach pojawia się, że rozwiązania oparte na tej konstrukcji były używane jeszcze w okolicach 1991 roku.
  • Instytut WITI dostał jego imię decyzją MON w 2005 roku.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo technologia bywa moralna – nie w sensie intencji w instrukcji obsługi, tylko w skutkach. Kosacki nie zostawił po sobie tylko „sprzętu”. Zostawił ideę, że w najgorszym możliwym środowisku (wojna) da się zrobić coś cywilizowanego: zastąpić ślepą odwagę mądrą procedurą, a strach – narzędziem, które daje człowiekowi choć odrobinę kontroli.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze