Ken Follett – człowiek, który z cegły historycznej zrobił bestsellerowy pocisk
Urodzony 5 czerwca 1949 roku w Cardiff, Ken Follett miał być… nudnym bibliotekarzem, księgowym, może urzędnikiem z dobrym zegarkiem. No bo jak inaczej miała skończyć się kariera chłopaka wychowanego w purytańskim domu, w którym zakazano czytać beletrystykę, oglądać telewizję i słuchać muzyki rozrywkowej? A jednak! Follett nie tylko sięgnął po powieści – on je potem pisał, i to takie, że zaczytują się w nich miliony ludzi na całym świecie.
Dzisiaj jest niekwestionowanym królem literatury środka: zbyt elegancki na thriller z kiosku, zbyt ekscytujący na książkę akademicką, więc idealnie pośrodku – w sam raz do samolotu, łóżka i rozklekotanej kanapy. Jego powieści? To jak połączenie średniowiecznej katedry z dynamitem – historia, intryga, krew, miłość i rozmach większy niż budżet Netfliksa.
Od dziennikarza do literackiego architekta
Zanim zbudował literacką katedrę w „Filarach Ziemi”, Ken Follett budował zdania jako dziennikarz. Zresztą, długo klepał po klawiaturze dla gazet, zanim zorientował się, że jego powieści sensacyjne sprzedają się szybciej niż świeże bułki.
Przełom nastąpił w 1978 roku, kiedy pod pseudonimem wydał „Igłę” – szpiegowski thriller o niemieckim agencie podczas II wojny światowej, który od razu zdmuchnął konkurencję z list bestsellerów. I od tego momentu Follett przestał bawić się w dziennikarza. Zaczął pisać książki, które wyglądały jak seriale HBO zanim HBO było modne.

Ciekawostki, które pokazują, że Follett nie tylko pisze, ale żyje szeroko
- Sprzedał ponad 180 milionów egzemplarzy książek. To tak, jakby cała Francja, Hiszpania i pół Włoch siedziało z jego powieścią w ręku.
- „Filary Ziemi” to jego opus magnum, powieść o budowie katedry w Kingsbridge, której konstrukcja trwała kilkaset stron i tyleż samo emocjonalnych zapaści czytelników.
- Napisał kontynuacje: „Świat bez końca”, „Słup ognia” i „Nigdy”, a każda kolejna to grubsza cegła z większą dawką dramatów i politycznych zawirowań niż niejeden traktat unijny.
- Jego książki tłumaczone są na 30+ języków, co oznacza, że katedra Kingsbridge powstała szybciej na papierze niż w rzeczywistości.
- Follett jest znanym aktywistą i fundatorem stypendiów artystycznych – w przerwach między pisaniem angażuje się w promowanie literatury i edukacji.
- Był nawet członkiem Partii Pracy, ale potem politykę zamienił na fabułę, która – umówmy się – rzadko bywa mniej dramatyczna niż prawdziwe wydarzenia.
- Przed napisaniem każdej książki robi miesięczne lub roczne (!) research’e, które przyprawiają o ból głowy nawet zawodowych historyków.

Ken Follett – pisarz, który sprawił, że budowanie katedry jest bardziej emocjonujące niż pościg samochodowy
To właśnie on udowodnił, że literatura historyczna nie musi być sucha jak wykres demograficzny sprzed rewolucji przemysłowej. W jego powieściach historia żyje, mówi, krzyczy, klnie i kocha.
Czytelnik? Czasem się gubi w liczbie bohaterów, ale zawsze odnajduje przyjemność – jak w najlepszej operze mydlanej, tylko z więcej mieczami i intrygami na poziomie makiawelicznym.
I chociaż niektórzy narzekają, że jego książki są „za grube” – to cóż, może czas przyznać, że to waga słowa, nie objętość, robi różnicę.
