Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Kisiel – inteligencja z pazurem, której PRL nie potrafił utemperować

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Stefan Kisielewski – człowiek, który grał na fortepianie i po nerwach systemu

Stefan Kisielewski był jednym z tych ludzi, których nie da się zamknąć w jednej szufladzie bez intelektualnego zgrzytu. Urodził się 7 marca 1911 roku w Warszawie i zmarł tam 27 września 1991 roku. Studiował w Konserwatorium Warszawskim kompozycję, teorię muzyki i fortepian, zahaczył też o polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, a przed wojną uzupełniał edukację muzyczną w Paryżu. Z tego zestawu wyszedł kompozytor, krytyk muzyczny, publicysta i prozaik, czyli człowiek, który słyszał fałsz nie tylko w źle napisanej partyturze, ale też w języku polityki.

Najpierw muzyka, potem cała reszta

Dziś wielu pamięta go głównie jako „Kisiela” z felietonów, ale on sam wyrastał z muzyki i myślenia o formie. W czasie okupacji uczestniczył w tajnym życiu muzycznym, a wojna zabrała mu większość wcześniejszych kompozycji. Po 1945 roku współtworzył „Ruch Muzyczny” i przez kilka lat kierował tym pismem, równocześnie wykładając w krakowskiej wyższej szkole muzycznej. Gdy jednak zaczął krytykować polityczne próby tresowania sztuki, szybko okazało się, że w Polsce Ludowej wolność twórcza jest mile widziana mniej więcej tak długo, jak długo nikomu nie przeszkadza. Po głośnym sporze o ideologiczną ingerencję władz w muzykę został usunięty z uczelni, a jego twórczość na lata trafiła na indeks.

Kisiel, czyli sumienie z cierpkim humorem

Od 1945 roku był związany z „Tygodnikiem Powszechnym”, gdzie publikował felietony w cyklach takich jak „Bez dogmatu”, „Łopatą do głowy” czy „Gwoździe w mózgu”. I właśnie tu zaczyna się prawdziwy spektakl. Kisielewski nie pisał jak człowiek, który chce się podobać. Pisał jak ktoś, kto widzi absurd i nie ma zamiaru udawać, że to mebel dekoracyjny. Opublikował ponad 2000 felietonów, napisał 14 powieści, działał także politycznie, a w latach 1957–1965 był posłem koła Znak. W 1964 roku podpisał List 34, protest przeciw cenzurze i ograniczaniu wolności słowa. W PRL-u była to nie tyle opinia, ile sport ekstremalny.

Stefan Kisielewski i Jerzy Giedroyc

„Dyktatura ciemniaków” i cena za jedno celne zdanie

Najgłośniej wybrzmiał w 1968 roku, kiedy podczas zebrania warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich nazwał sytuację w kulturze „skandaliczną dyktaturą ciemniaków”. Zdanie przeszło do historii, bo było boleśnie trafne, a system nie lubi, kiedy ktoś opisuje go zbyt dokładnie. Władze odpowiedziały klasycznie: najpierw oburzenie, potem zakaz publikacji, a wreszcie pobicie przez „nieznanych sprawców” 11 marca 1968 roku. Kilka tygodni później Kisielewski zaczął pisać „Dzienniki” — nie jako literacką pozę, tylko jako formę zastępczej wolności, gdy oficjalny druk został mu odcięty. I może właśnie dlatego te zapiski do dziś mają w sobie tyle prądu: są wolne od autocenzury, a to w każdym ustroju jest towarem luksusowym.

Pisarz, który nie chciał być grzeczny

Kisielewski zostawił po sobie nie tylko polityczną legendę, ale też bardzo konkretny dorobek literacki i muzyczny. Był autorem powieści „Sprzysiężenie”, „Zbrodnia w dzielnicy północnej” i „Widziane z góry”, zbiorów felietonów takich jak „100 razy głową w ścianę”, a także słynnych „Abecadła Kisiela” i „Dzienników”. Pisał również pod pseudonimami, bo rzeczywistość bywała taka, że czasem trzeba było się z nią bawić w kotka i myszkę. W 1990 roku ustanowił Nagrodę Kisiela, która do dziś przypomina, że niezależność intelektualna nie musi być nudna ani ugrzeczniona. A jako kompozytor zostawił utwory, w których — jak zauważa Culture.pl — słychać humor, autoironię i własny, przekorny rys; jego ostatni „Koncert fortepianowy” ukończony został tuż przed śmiercią.

Ciekawostki

  • Używał kilku pseudonimów, między innymi Kisiel, Julia Hołyńska, Tomasz Staliński i Teodor Klon.
  • Opublikował ponad 2000 felietonów, a jego dorobek prozatorski obejmował 14 powieści.
  • W latach 1957–1965 zasiadał w Sejmie PRL jako poseł koła Znak.
  • Po represjach z 1968 roku zaczął prowadzić „Dzienniki”, które stały się jednym z najbardziej bezkompromisowych zapisów życia w PRL.
  • W 1990 roku ustanowił Nagrodę Kisiela, przyznawaną później przez kapitułę złożoną z wcześniejszych laureatów.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Stefan Kisielewski przypomina, że inteligencja bez odwagi jest tylko eleganckim meblem, a talent bez charakteru łatwo da się zaprząc do cudzej propagandy. Był człowiekiem zbyt muzycznym, by znosić fałsz, i zbyt bystrym, by udawać, że głupota jest tylko „inną opinią”. Dlatego do dziś działa odświeżająco: nie jak pomnik, tylko jak zimny prysznic dla każdego, kto zaczyna wierzyć, że rozsądek sam się obroni. Nie obroni się. Ktoś jeszcze musi mieć odwagę go wypowiedzieć.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze