Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Kobieta, która zdała egzamin z Arystotelesa i z cierpliwości świata

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Katedra zamiast sali, czyli kiedy kobieta robi za dużo hałasu samą obecnością

W Padwie 25 czerwca 1678 roku zrobiło się ciasno od ciekawości. Elena Cornaro Piscopia miała przystąpić do egzaminu doktorskiego, ale zainteresowanie było tak wielkie, że zwykła sala akademicka okazała się za mała. Uroczystość przeniesiono więc do katedry. Piękny obrazek: kobieta przychodzi mówić o filozofii, a miasto nagle potrzebuje większej przestrzeni, żeby pomieścić własne zdziwienie. Nie dlatego, że Europa XVII wieku właśnie zrozumiała, iż rozum nie ma płci – aż tak dobrze nie było. Raczej dlatego, że pojawiło się coś, co dla epoki było jednocześnie cudem, sensacją i kłopotem w protokole: kobieta uczona na serio. Nie ozdoba salonu, nie grzeczna hafciarka metafizycznych westchnień, lecz osoba przygotowana do publicznej dysputy z Arystotelesem. A to już zaczynało pachnieć niebezpiecznie.

Dziewczynka z Wenecji, która potraktowała języki jak klucze do świata

Elena urodziła się 5 czerwca 1646 roku w Wenecji, mieście masek, kanałów i ambicji płynących czasem szybciej niż gondole. Jej ojciec, Giovanni Battista Cornaro, dostrzegł w córce talent i – co ważniejsze – nie postanowił go elegancko zmarnować. Zapewnił jej wykształcenie, które dziś wyglądałoby jak program dla kilku doktorantów naraz. Elena uczyła się łaciny, greki, hebrajskiego, hiszpańskiego, francuskiego, arabskiego i aramejskiego. Do tego dochodziła filozofia, teologia, matematyka, muzyka i logika. Krótko mówiąc: kiedy wielu ludzi wokół zastanawiało się, czy kobieta powinna zajmować się nauką, ona spokojnie zajmowała się wszystkim po kolei. Musiało to być irytujące dla tych, którzy lubią świat prosty: mężczyźni myślą, kobiety podziwiają. Elena najwyraźniej nie przeczytała tej instrukcji obsługi epoki.

Teologia była za wysoko, filozofia jeszcze jakoś przeszła

Najpierw chciała doktoratu z teologii. I tu zaczęły się schody, oczywiście nie intelektualne, tylko obyczajowe – bo takie bywają najbardziej śliskie. Uznano, że kobieta z doktoratem z teologii to jednak za wiele. Nie dlatego, że nie była przygotowana. Problemem nie była wiedza, tylko jej właścicielka. Pozwolono jej więc uzyskać doktorat z filozofii. Cudowna logika: skoro kobieta nie może oficjalnie mówić o rzeczach boskich, niech już sobie porozmawia o Arystotelesie, byle nie za głośno. Elena zdała egzamin, otrzymała doktorat i stała się pierwszą kobietą, która uzyskała taki stopień naukowy na uniwersytecie. Był w tym triumf, ale też gorzka przyprawa: świat potrafił uznać jej wyjątkowość, lecz nadal nie chciał uznać prawa kobiet do zwyczajności w nauce. Wyjątek wolno było podziwiać. Zasady zmieniać nie wypadało. Ach, ta urocza ostrożność instytucji, które boją się własnego postępu.

Rycina przedstawiająca ceremonię nadania doktoratu Elenie Cornaro Piscopii w 1678 roku

5 ciekawostek, które warto znać

  • Elena w wieku dziewiętnastu lat została benedyktyńską oblatką, czyli związała się duchowo z zakonem, ale nie została zakonnicą w ścisłym sensie.
  • W dniu doktoratu odpowiadała na pytania związane z Arystotelesem, a nie z teologią, choć to właśnie teologia była jej pierwotnym celem.
  • Znała lub studiowała kilka języków, w tym łacinę, grekę, hebrajski, arabski i aramejski, co w XVII wieku było osiągnięciem naprawdę imponującym, a nie tylko ładnym punktem w biogramie.
  • Po uzyskaniu doktoratu nie została profesorką uniwersytecką; jej sukces był raczej symbolicznym przełomem niż natychmiastowym otwarciem uczelni dla kobiet.
  • Zmarła młodo, mając zaledwie 38 lat, w Padwie, gdzie spędziła ostatnią część życia, oddając się nauce, religii i działalności dobroczynnej.
Rzeźba uczonej znajduje się u podstawy klatki schodowej w Palazzo Bo Uniwersytetu w Padwie.

Nie burzyła murów. Ona sprawiła, że zaczęły wyglądać podejrzanie

Elena Cornaro Piscopia nie była rewolucjonistką w dzisiejszym, hałaśliwym znaczeniu. Nie potrzebowała transparentu, megafonu ani manifestu, żeby zawstydzić własną epokę. Wystarczyło, że była. Że umiała. Że odpowiadała z taką swobodą, jakby nie zauważyła, że świat wyznaczył jej mniejsze miejsce. I może właśnie dlatego jej historia ma w sobie tyle siły. Nie opowiada o nagłym zwycięstwie, po którym bramy uniwersytetów otworzyły się szeroko przed kobietami. Nic z tych rzeczy. Bramy jeszcze długo skrzypiały z niechęci. Ale od tamtego dnia trudniej było udawać, że kobieta nie może być uczoną. Elena nie zburzyła akademickiego muru. Zrobiła w nim pierwszą rysę. A rysy mają to do siebie, że są ciche tylko na początku.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze