Słuchaj nas online

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Wygrać los na loterii, czyli kultura wysoka za darmo

Więcej od tego autora

Przeczytasz w: 3 minuty

Nie co dzień wygrywa się los na loterii, o ile w ogóle cokolwiek w życiu się wygrywa, pomijając sytuacje metaforyczne.

Mnie jednak kilka tygodni temu udało się to i to dosłownie. Otóż wybrałam się na wystawę Olbińskiego, Sętowskiego i Kukowskiego – jednych z najlepszych współczesnych artystów tworzących w nurtach surrealizmu i realizmu fantastycznego. Galeria sztuki współczesnej zaledwie 40 kilometrów od mojego miasta, czyli przysłowiowy rzut beretem. A że po uczcie duchowej lubię zabrać coś do domu, jak zwykle w takiej sytuacji nabyłam album prezentujący dzieła artystów. A w albumie… niespodzianka! 10 biletów. I nie była to żadna pomyłka, żadne zaniedbanie, że się znalazły w książce. Nic z tych rzeczy! Zadzwoniłam do galerii, żeby zgłosić znalezisko i grzecznie odesłać, ale usłyszałam, że to rodzaj konkursu – kto znajdzie, ten ma. I mogę – a nawet powinnam – bilety rozdać.

Strona galerii: zobacz

Wiedziałam, że kilkorgu moich znajomych sprawię sporą niespodziankę, ale może komuś nieznajomemu zrobić prezent? Wprawdzie 39 zł za sztukę to nie majątek, ale zawsze miło. Wstawiłam więc post na Facebooka, na publiczną stronę z kilkutysięczną grupą odbiorców. I… nic. Nic, zero, null… Dwa bilety na wystawę, z dobitnie podaną informacją – za darmo. Do wykorzystania w ciągu miesiąca, w dowolnym dniu, 7 dni w tygodniu… Ja to bym na skrzydłach poleciała – powiedziałam znajomemu w rozmowie, na co usłyszałam: „Ludzie nie mają skrzydeł, ludzie mają kredyty…”. Czyli co? Nie potrzebują kontaktu ze sztuką, z kulturą? Wystarcza im zaspokajanie podstawowych potrzeb? I tu mam wątpliwości, czy tylko o to chodzi.

Nie tak dawno w moim mieście był koncert Zuzanny Jurczak. Bilety po 500 zł za sztukę, wykupione na długo przed koncertem. Sala pełna, show oczywisty, ludzie zadowoleni. Ale… Któż to taki? Ile osób rzeczywiście kupiłoby bilet za dużo niższą kwotę na jakąś tam Zuzannę Jurczak? Nawet gdyby ktoś zechciał wcześniej wysłuchać w Internecie śpiewu, interpretacji piosenek czy hipnotyzującego głosu? Nieraz, będąc na koncertach symfonicznych, artystów światowej klasy, widzę większość pustych miejsc, bo… Bo nie są artystami z gatunku celebrytów. A wspomniany koncert, z pełną salą, z biletami horrendalnie drogimi rzeczywiście dotyczył Zuzanny Jurczak, która zdobyła sławę jako… Sanah!

Gdy kilka miesięcy wcześniej, w przywołanej na wstępie Tichauer Art Gallery, prezentowano prace Zdzisława Beksińskiego, z powodu ogromnego zainteresowania przedłużono termin ekspozycji o kilka tygodni. Ale Beksiński z różnych powodów i na swój sposób był celebrytą. Co z Olbińskim, Sętowskim i Kukowskim? Artyści światowej klasy, tworzący unikatowe malarskie wizje, których obrazy wyceniane są na kilkadziesiąt tysięcy złotych za sztukę, to jednak u nas słabo albo w ogóle nieznani. Czy to znaczy, że nie warto zobaczyć na żywo ich dzieł? Czy to znaczy, że jeśli zewsząd nie krzyczą do nas ich nazwiska, nie można sprawdzić w Internecie, kim panowie są i co tworzą? Czy przez brak nagłośnienia, swoistej reklamy tego czy innego nazwiska, sztuka nie jest warta poznania w bezpośrednim kontakcie?

Kilkanaście lat temu Joshua Bell – wirtuoz skrzypiec – wziął udział w eksperymencie społecznym, mającym zbadać, czy ludzie są w stanie rozpoznać piękno bez kontekstu. W tym wypadku artysta grał nie w sali koncertowej, po kilkaset dolarów za miejsce, a w waszyngtońskiej stacji metra, w godzinach szczytu. Grał jeden utwór po drugim, na skrzypcach Stradivariusa, wartych ponad trzy miliony dolarów. W ciągu prawie 50. minutowego koncertu zatrzymało się jedynie kilka osób, z czego najbardziej zainteresowany człowiek stał… 6 minut.

Eksperyment powtórzono 7 lat później, jednak wówczas nagłośniono wydarzenie. I… na stacji zebrał się tłum i z zapałem słuchał koncertu! Daje to wiele do myślenia. Nieczuli na piękno, wyczuleni na sławnego wykonawcę? Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Ostatnio byłam na kilku spotkaniach poetyckich w moim mieście. Sytuacja podobna jak w powyższym przykładzie – zainteresowanie nikłe, choć spotkania bardzo ciekawe, rozmowy interesujące, a poezja naprawdę na poziomie. Tylko dlaczego przychodzi garstka ludzi? Cyklicznie odbywają się koncerty organowe, gdzie ławy kościelne świecą pustkami, występy taneczne czy teatralne w domach kultury, spotkania literackie, wernisaże. Wstęp wolny i nie ma zainteresowania, ale na imprezy z udziałem artystów – celebrytów, za które trzeba niemało zapłacić, ciągną tłumy…

A moje bilety na wystawę? Wygrałam je jak los na loterii. Chciałam podzielić się z nieznajomymi. A że kolejny raz potwierdza się fakt, iż kultura wysoka jest dla nikłego procenta odbiorców? Cóż, nic z tym nie zrobię. Nawet za darmo…

Koniecznie przeczytaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze