Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Abakanowicz: kobieta, która nauczyła tkaninę mówić

Więcej od tego autora

Czas czytania: 2 minuty

Magdalena Abakanowicz – artystka, która z tkaniny zrobiła rzeźbę, a z milczenia krzyk. (ur. 20 czerwca 1930 w Falentach, zm. 20 kwietnia 2017 w Warszawie)

**Jest taka historia o sztuce XX wieku, w której padają nazwiska: Pollock, Beuys, Warhol… i właśnie wtedy, między pędzlem a performance’em, wchodzi ona – cała w konopiach i sizalu – Magdalena Abakanowicz. Artystka, która nie znosiła etykiet, a mimo to stworzyła nurt, styl, szkołę i legendę. Gdy inni rysowali po płótnach, ona wolała rzucać się na nie z igłą, jakby haftowała wewnętrzne konflikty całej ludzkości.

Urodziła się 20 czerwca 1930 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy sztuka przestawała być malowaniem ładnych panienek w sukienkach, a zaczynała rozumieć, że brzydota też ma głos. I ten głos Abakanowicz usłyszała w szumie naturalnych włókien, w kruchości ludzkiego ciała, w ciężarze historii, która – cóż – nigdy nie była zbyt lekka w naszej części świata.

Kobieta, która zrobiła z włókna rzeźbę, a z milczenia opowieść

Zanim jeszcze świat poznał termin „instalacja”, Abakanowicz już je tworzyła. Jej słynne Abakany, czyli monumentalne, tkane formy przestrzenne, to nie były makatki na ścianę. To były organiczne potwory – zwisające, pulsujące, wieloznaczne. Ich nazwa powstała przypadkiem, gdy ktoś zapytał: „A jak to się nazywa?”. „Abakan” – rzuciła artystka, śmiejąc się pod nosem. I tak już zostało.

Z czasem przeszła do rzeźb z brązu, drewna, żywicy. Jej bezgłowe postaci – ludzkie sylwetki stojące samotnie lub w grupach – mówią więcej o kondycji człowieka niż niejeden esej filozoficzny. Czasem wydają się czekać na cud, czasem po prostu są. A ich nieme trwanie mówi: „Byliśmy. Jesteśmy. Ale czy ktoś nas słyszy?”

Ciekawostki, które udowadniają, że Abakanowicz była zjawiskiem, nie zawodem

  • Była pionierką tkaniny artystycznej, ale nienawidziła być nazywana tkaczką. Dla niej to była rzeźba, tylko robiona z włókien.
  • Jej prace wystawiano w MoMA w Nowym Jorku, w Centre Pompidou, w Japonii, Australii, Brazylii. Była jedną z nielicznych polskich artystek znanych na całym świecie jeszcze za życia.
  • W 1980 roku zrobiła „Plecy” – 80 odlewów torsów z żywicy. Każdy inny, każdy jednakowo milczący.
  • Uwielbiała pracować z materiałami „żywymi” – konopie, sizal, drewno, żeliwo – bo czuła w nich pamięć świata.
  • Jej prace są dziś w ponad 100 muzeach. I w przestrzeni publicznej – np. w Chicago można zobaczyć jej monumentalne „Agora”.
  • W dzieciństwie przeżyła wojnę, a trauma historii była obecna w niemal każdej jej pracy. Sztuka była jej sposobem na to, żeby o tym mówić – ale szeptem, a nie krzykiem.
  • Miała wyraźne poglądy, silny charakter i żadnych kompleksów wobec świata. W wywiadach potrafiła zgasić dziennikarza jednym zdaniem. Zawsze z klasą.

Głos, który nie potrzebował słów

Magdalena Abakanowicz nie mówiła wprost. Jej sztuka też nie krzyczała. Ale wszyscy ją słyszeli. Miała talent do wydobywania emocji z rzeczy, które z pozoru były nieme – z włókna, z ciała, z pustki między postaciami.

Jeśli więc kiedykolwiek stoisz w galerii i czujesz się obserwowany przez bezgłowe formy – spokojnie, to tylko Abakanowicz. A właściwie – to cały człowiek. Pozbawiony głowy, ale nie tożsamości.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze