Marcel Proust (ur. 10 lipca 1871 w Paryżu, zm. 18 listopada 1922 w Paryżu) – człowiek, który rozciągnął sekundę do siedmiu tomów
Gdyby pamięć miała kształt, to u Prousta przypominałaby koronkowy labirynt – pełen zapachów, smaków i uczuć tak subtelnych, że trzeba siedmiu tomów, by je opisać. Marcel Proust, urodzony w 1871 roku, to facet, który nie tylko napisał „W poszukiwaniu straconego czasu”, ale przede wszystkim sprawił, że wszyscy zaczęli się zastanawiać, co tak naprawdę oznacza słowo „pamiętam”. Bo u niego nie ma „było, minęło” – jest „było, minęło, ale wraca, uwiera, pachnie, brzmi i smakuje jak ciastko z dzieciństwa”.
Proust potrafił z jednej łyżeczki herbaty z madeleine wycisnąć całą filozofię życia. Co więcej – zrobił to w izolacji, z dala od salonów, chociaż przez lata do nich należał. Astma, samotność i obsesyjne analizowanie każdej emocji zamieniły się u niego w epicką opowieść o przemijaniu, tęsknocie i o tym, że czas nie mija linearnie – on się zapętla, pęcznieje i rozwija się w pamięci jak perfumy rozgrzane na skórze.

Życie w stylu powolnej eksplozji emocji
Nie był to typ „akcja, przygoda, romans”. Proust przez większość dorosłego życia praktycznie nie wychodził z domu, a konkretniej – z łóżka. Wybrał tryb „kokon” i tak sobie w tym kokonie siedział, pisząc, poprawiając, analizując. Miał tapety z korka, żeby tłumić dźwięki. Nosił szlafrok dłużej niż większość ludzi nosi garnitur. Ale wewnątrz tej ciszy i zamknięcia rozgrywał się jeden z najbardziej intensywnych dramatów intelektualnych w literaturze.
A to wszystko nie dlatego, że był dziwakiem – choć pewnie trochę był – ale dlatego, że pamięć i czas były jego życiową obsesją. I miał absolutny dar przekładania najsubtelniejszych stanów psychicznych na język, który jest jednocześnie muzyczny i precyzyjny, rozlany i chirurgiczny.

Ciekawostki, które sprawią, że docenisz jego geniusz
- Jego monumentalna powieść liczy około 1,2 miliona słów. To więcej niż „Władca Pierścieni” i „Wojna i pokój” razem wzięte – i nadal nie wiadomo, czy wszystko się tam dzieje w czasie rzeczywistym, czy tylko we wspomnieniu.
- Madeleine, czyli słynne ciasteczko z herbatą, naprawdę istnieje – i sprzedaż tych słodyczy eksplodowała po premierze książki. Proust zrobił z nich symbol literacki.
- Pisarz przez dekady był uważany za trudnego snoba, ale z czasem okazało się, że w jego stylu jest więcej z melancholii niż z pychy.
- Był gejem, choć nigdy nie mówił o tym otwarcie – co tylko pogłębia wymiar jego dzieła jako historii o tym, czego nie da się wypowiedzieć wprost.
- Pisał głównie w nocy, w całkowitym odosobnieniu, z korektą na każdej stronie – nierzadko więcej tuszu było na marginesach niż w samym tekście.
- Jego dzieło zostało opublikowane tylko dlatego, że zapłacił za druk własnym kosztem. Wydawcy uznali je za zbyt długie i nudne. (Ups.)
