Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Dym, odwilż i emigracja: dlaczego Hłasko wciąż działa

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Chłopak, który nie udawał „ładnej” literatury

Najlepsze w Hłasce jest to, że on nie miał potrzeby świecić kulturą. Miał potrzebę świecić prawdą – nawet jeśli była brudna, śliska i niewygodna. Zanim został legendą, robił rzeczy kompletnie nieliterackie: pracował m.in. jako pomocnik kierowcy i kierowca, a dopiero potem zaczął wchodzić w środowisko pisarskie. I to czuć: jego zdania nie są z salonu, tylko z ulicy, z bazy, z kolejki, z mieszkania, gdzie ściany słyszą za dużo.

„Pierwszy krok w chmurach”, czyli realizm z podbitym okiem

Kiedy pojawia się „Pierwszy krok w chmurach”, robi się głośno, bo nagle młody autor zaczyna mówić o zwykłych ludziach bez tego obowiązkowego, państwowego makijażu. A w tle rośnie jego pozycja „barda odwilży”, bo Październik ’56 obudził w Polsce apetyt na prawdę – choćby krótką, choćby na kredyt. To był ten typ pisarza, który nie tłumaczy świata: on go pokazuje i pyta wzrokiem: „No i co teraz z tym zrobisz?”.

Film, cenzura i małżeństwo, które brzmi jak fabuła

Hłasko miał też mocne wejście w kino. W 1958 powstaje film „Ósmy dzień tygodnia” – a w scenariuszu widnieje Aleksander Ford i Marek Hłasko.
Na planie tej historii poznaje niemiecką aktorkę Sonię Ziemann – później zostanie jego żoną.
A obok tego idzie legenda ekranowa: „Baza ludzi umarłych” (film z 1958) była adaptacją Hłaskowego „Następnego do raju” – i znów: surowo, ciężko, bez ozdobników.

Emigracja: „wyjazd” zamieniony w wyrok bez terminu

W 1958 Hłasko wylatuje do Paryża, a potem – w Zachodnim Berlinie – prosi o azyl polityczny. Dalej jest już klasyka losu emigranta: Izrael, Europa, później USA, ciągłe próby złapania stabilności i ciągłe uciekanie od siebie samego. W tej biografii nie ma długiej, spokojnej prozy życia; jest szarpany montaż, jakby ktoś kręcił film ręką, która drży.

Koniec w Wiesbaden i ta plotka, która lubi się przyklejać

Po śmierci długo krążyła wersja o samobójstwie. Z czasem – m.in. w opracowaniach Biblioteki Narodowej – podkreślano, że chodziło o przedawkowanie środków nasennych przy wieloletnim problemie alkoholowym. I to jest chyba najbardziej Hłaskowe: nawet jego finał ma w sobie brud niedopowiedzianych historii, które ludzie lubią szeptać, bo nie potrafią przyjąć czegoś zwyczajnie tragicznego.

Ciekawostki

  • Rok 2024 został uchwałą Sejmu ustanowiony Rokiem Marka Hłaski (90. rocznica urodzin).
  • „Emigracyjny rollercoaster”: Paryż → Berlin Zachodni (azyl) → Izrael → Europa → USA.
  • „Filmowy romans historii”: na planie „Ósmego dnia tygodnia” poznał Sonię Ziemann, z którą później wziął ślub.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Marek Hłasko jest świetnym testem na to, czy lubimy literaturę jako dekorację, czy jako prawdę. Jego proza nie głaszcze po głowie, tylko mówi: spójrz, tak wygląda życie, kiedy nikt nie udaje – i dlatego wciąż działa, nawet jeśli zmieniły się czasy, mody i język usprawiedliwień.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze