Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

„Miałam farmę w Afryce” – życie Karen Blixen między stratą a literaturą

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Karen Blixen – kobieta, która straciła Afrykę i odzyskała ją w opowieści

Można utracić małżeństwo, miłość, dom, majątek i kontynent, na którym spędziło się najważniejsze lata życia, a potem wrócić do rodzinnego domu właściwie z niczym. Karen Blixen zrobiła coś jeszcze dziwniejszego – z tej straty zbudowała literacki świat, który przeżył ją samą. Karen Christentze Dinesen, późniejsza baronowa Blixen-Finecke, urodziła się 17 kwietnia 1885 roku w Rungstedlund pod Kopenhagą, w zamożnej rodzinie, w której opowiadanie historii należało niemal do codziennych rytuałów. Jako młoda kobieta studiowała malarstwo i przez pewien czas wydawało się, że to właśnie obraz będzie jej językiem. Pisanie wygrało później, chociaż z malarstwa została jej rzecz bezcenna – umiejętność patrzenia.

Afryka, która miała być początkiem, a stała się wielką stratą

W 1914 roku Karen przyjechała do Brytyjskiej Afryki Wschodniej i poślubiła barona Brora von Blixen-Finecke. Wspólnie zamierzali prowadzić gospodarstwo, ostatecznie związali swoje życie z plantacją kawy w dzisiejszej Kenii. Małżeństwo jednak szybko zaczęło się rozpadać, a w 1925 roku zakończyło się rozwodem. Blixen nadal zarządzała farmą, mierząc się z problemami finansowymi, nieurodzajem i światem, w którym romantyczna wizja kolonialnej przygody bardzo szybko zderzała się z rachunkami, pogodą oraz zwyczajną ekonomią.

I właśnie tam pojawił się Denys Finch Hatton, angielski arystokrata, myśliwy i lotnik, człowiek równie fascynujący, co niechętny wszelkim zobowiązaniom. Poznali się w 1918 roku, a ich późniejsza relacja stała się jednym z najważniejszych doświadczeń jej życia. Nie była to jednak miłość z tych, które dobrze znoszą próbę codzienności. Finch Hatton cenił niezależność, Blixen pragnęła czegoś trwalszego. W maju 1931 roku zginął w katastrofie własnego samolotu. W tym samym roku, z powodu fatalnej sytuacji finansowej farmy, Karen musiała opuścić Afrykę. Wróciła do Danii po siedemnastu latach właściwie jako kobieta, która utraciła wszystko, na czym budowała swoją dorosłą tożsamość.

Kiedy życie się rozpada, można zacząć opowiadać

To mógłby być koniec całkiem efektownej biografii. Baronowa wraca z kolonii, zamyka się w rodzinnym domu i żyje wspomnieniami. Blixen zrobiła coś ciekawszego. Zaczęła pisać zawodowo.

Jej literacki debiut na wielką skalę nastąpił dopiero, kiedy miała prawie pięćdziesiąt lat. „Siedem opowieści gotyckich” ukazało się najpierw po angielsku w 1934 roku pod pseudonimem Isak Dinesen, a rok później po duńsku. Blixen świadomie tworzyła własną figurę pisarki-opowiadaczki. Fascynowała ją Szeherezada, Cervantes i tradycja historii przekazywanej głosem, dlatego jej proza nawet na papierze zachowuje rytm człowieka siedzącego naprzeciwko i mówiącego: „Posłuchaj, opowiem ci coś niezwykłego”.

W 1937 roku ukazało się „Pożegnanie z Afryką”, książka zbudowana ze wspomnień, obserwacji i literackiej rekonstrukcji kenijskiego życia. Nie należy jej czytać jak stenogramu wydarzeń – Blixen była przede wszystkim artystką, a pamięć traktowała jak materiał literacki. Dziś trzeba też widzieć kolonialny kontekst tej opowieści i nie udawać, że europejska obecność w Afryce była niewinną dekoracją. Właśnie dlatego książka pozostaje ciekawa: obok zachwytu krajobrazem, przyjaźni i utraty znajduje się w niej świat hierarchii kolonialnych, który współczesny czytelnik może dostrzec wyraźniej niż jej pierwsi odbiorcy. Polskie wydanie funkcjonuje pod utrwalonym tytułem „Pożegnanie z Afryką”.

Isak Dinesen, czyli kobieta za męskim nazwiskiem

Pseudonim Isak Dinesen nie był drobnym literackim kaprysem. W świecie wydawniczym lat trzydziestych nazwisko brzmiące męsko mogło ułatwić wejście do obiegu, ale Blixen lubiła też gry z tożsamością i maską. W jej opowiadaniach niemal wszyscy są trochę kimś innym, niż się początkowo wydają. Los przebiera ludzi, artysta zakłada maskę, człowiek odgrywa rolę, a dopiero potem odkrywa, kim naprawdę jest.

To dlatego tak dobrze starzeje się „Uczta Babette”, część tomu znanego po polsku jako „Uczta Babette i inne opowieści o przeznaczeniu”. Babette wydaje cały swój majątek na jedną doskonałą kolację i z ekonomicznego punktu widzenia robi rzecz kompletnie nierozsądną. Z punktu widzenia Blixen robi jednak coś znacznie ważniejszego – odzyskuje na chwilę siebie jako artystkę. Sztuka u Blixen nie jest ozdobą życia. Jest jednym ze sposobów nadawania sensu temu, co bezpowrotnie tracimy.

Nobel, którego nie dostała

Karen Blixen nigdy nie otrzymała Literackiej Nagrody Nobla, choć była do niej wielokrotnie zgłaszana – archiwum noblowskie potwierdza między innymi nominacje z lat 1950, 1955, 1956 i 1957. Kiedy w 1954 roku nagrodę otrzymał Ernest Hemingway, powiedział publicznie, że zasługiwały na nią również inne osoby, wśród nich Blixen. Ona później podziękowała mu za te słowa w liście z charakterystyczną elegancją i ironią.

Nie potrzebowała jednak Nobla, aby wejść do historii literatury. Zmarła 7 września 1962 roku w Rungstedlund. Jej rodzinny dom jest dziś muzeum, a ogród i teren wokół niego stały się również rezerwatem ptaków – może najbardziej stosownym zakończeniem życia kogoś, kogo od dzieciństwa uczono patrzeć na przyrodę nie jak na dekorację, lecz jak na osobny świat.

Dlaczego warto o niej pamiętać?

Bo Karen Blixen potrafiła zrobić z katastrofy materiał literacki, nie zamieniając jej w tanią opowieść motywacyjną. Nie udowadniała, że każda strata „prowadzi do czegoś lepszego”. Czasem nie prowadzi. Finch Hatton nie wrócił, farma została sprzedana, Afrykę musiała opuścić. Ale człowiek może zdecydować, co zrobi z pamięcią po tym wszystkim.

I może właśnie dlatego Blixen pozostaje tak współczesna. Rozumiała, że jesteśmy częściowo tym, co nam się wydarza, ale również tym, jaką historię potrafimy z tego wydarzenia opowiedzieć.

Ciekawostki

  • Karen Blixen urodziła się jako Karen Christentze Dinesen i publikowała również pod pseudonimem Isak Dinesen.
  • Zanim została pisarką, poważnie myślała o malarstwie i kształciła się artystycznie w Kopenhadze; malowała także podczas pobytu w Afryce.
  • W Kenii spędziła 17 lat – od 1914 do 1931 roku.
  • „Pożegnanie z Afryką” ukazało się w 1937 roku, sześć lat po jej powrocie do Danii.
  • Hemingway po otrzymaniu Nobla w 1954 roku wymienił Blixen wśród pisarzy, którzy również zasługiwali na nagrodę. Sama Blixen odpowiedziała mu później listownie.
  • Film „Pożegnanie z Afryką” Sidneya Pollacka z Meryl Streep i Robertem Redfordem zdobył siedem Oscarów, ale nie jest dokładnym przeniesieniem książki – korzysta również z innych materiałów biograficznych.
  • Ekranizacja „Uczty Babette” Gabriela Axela zdobyła Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze

RADIOAwangarda.Informacje / Kultura / Rozrywka / Nauka

Radio ludzi ciekawych.

Włącz muzykę. Zostań dla opowieści.