Michaił Bułhakow – facet, który dał diabłu kota i sprawił, że Moskwa zadrżała
15 maja 1891 roku urodził się Michaił Bułhakow – pisarz, lekarz, dramaturg i absolutny mistrz literackiego zamieszania. Gdyby literatura miała swojego alchemika, to właśnie on zamienił absurd w złoto, groteskę w ewangelię, a szatana w najbardziej charyzmatycznego gościa od czasów Sokratesa.
Bo Bułhakow nie pisał książek. On otwierał wrota między światem realnym a tym, co czyhało za kulisami – i z jakiegoś powodu zawsze siedział tam Behemot, czyli gadający kot z zamiłowaniem do wódki, ognia i filozoficznych docinek.

Od skalpela do pióra – i z powrotem w światło księżyca
Bułhakow urodził się w Kijowie, z wykształcenia był lekarzem, z powołania pisarzem, a z charakteru – człowiekiem, który zdecydowanie nie umiał trzymać się konwenansów. Przeżył wojnę, rewolucję, biedę, cenzurę i cały zestaw upokorzeń, jakie mogą spotkać kogoś, kto pisze prawdę w państwie, które nie lubi, gdy się je opowiada.
Na początku próbował grzecznie – sztuki teatralne, artykuły, jakieś tam opowiadania. Ale potem… potem wziął się za „Mistrza i Małgorzatę” – powieść, którą pisał przez ponad dekadę, poprawiał jak obsesyjny ogrodnik i której nigdy nie zobaczył wydanej za życia. Bo w ZSRR nie publikowało się książek o tym, że diabeł przyjeżdża do Moskwy i demaskuje hipokryzję systemu.
Ciekawostki, które sprawiają, że Bułhakow był geniuszem i trochę szaleńcem (czyli dokładnie kim trzeba)
- Z wykształcenia był lekarzem, ale zrezygnował z medycyny, bo wolał leczyć duszę, a nie ciało. Choć nie wykluczał, że jedno i drugie czasem boli równie mocno.
- „Mistrz i Małgorzata” została wydana dopiero 26 lat po jego śmierci, w mocno ocenzurowanej wersji. Pełny tekst poznano dopiero w latach 70.
- Był obsesyjnie przywiązany do swojego rękopisu, który kilkakrotnie palił, przepisywał i edytował, jakby wiedział, że „rękopisy nie płoną” stanie się jego własną literacką przepowiednią.
- Jego postać Małgorzaty była wzorowana na jego trzeciej żonie, Helenie, która była jednocześnie jego ostatnią wielką miłością i redaktorką własnego losu.
- Władze sowieckie nienawidziły jego sztuk, ale Stalin… cicho je cenił. Przynajmniej dopóki nie trzeba było tego publicznie przyznać.
- Behemot, gadający kot-demolator, zainspirował całe pokolenia twórców fantastyki i literackich satyryków. Bo kto powiedział, że diabeł nie może mieć sierści i poczucia humoru?
Michaił Bułhakow – pisarz, który zamienił piekło w scenę, Moskwę w teatr, a literaturę w czarną magię
Bułhakow stworzył literaturę, której nie da się zaszufladkować. To nie była fantastyka, nie był realizm, nie był manifest polityczny – to była czysta, chaotyczna, szalona prawda o tym, że świat nie ma sensu, dopóki nie opowie się go po swojemu.
I zrobił to tak dobrze, że do dziś Mistrz i Małgorzata wywołują dyskusje, zachwyty i egzystencjalne zawroty głowy. A Voland – ten kulturalny diabeł z manierami – może i był fikcją, ale powiedział więcej prawdy o człowieku niż niejeden święty.
