Jakoś tak wyszło, że wczoraj nikt tu nie wspomniał o dwóch panach, którzy mocno namieszali w historii sztuki – Michał Anioł i Aleksander Gierymski przeszli bez echa! Skandal, który trzeba jak najszybciej naprawić. 🙂
Dwa wielkie nazwiska
Nie ma co ukrywać, obu raczej przedstawiać nie trzeba, ale żeby nie było, że nie dopełniam kronikarskiego obowiązku, to szybka powtórka:

Michał Anioł, czyli Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni (uff, całe szczęście, że nie musiał podpisywać obrazów pełnym nazwiskiem), urodził się 6 marca 1475 roku w Caprese. Rzeźbiarz, malarz, poeta, architekt – i to taki, że jak się powie „renesans”, to od razu myślisz: „aha, Michał Anioł”. Wraz z Leonardem da Vinci i Rafaelem Santi tworzył trójcę artystyczną, bez której renesans wyglądałby jak uboga wersja samego siebie.

Z kolei Aleksander Gierymski, a właściwie Ignacy Aleksander Gierymski (tak, miał dwa imiona, ale kto by tam się przejmował), zmarł między 6 a 8 marca 1901 roku w Rzymie. Polski malarz, którego spokojnie można nazwać realistą, ale z nutką impresjonizmu. Do tego luminista, rysownik i młodszy brat Maksymiliana Gierymskiego, więc talent chyba mieli w genach.
Tajemnica śmierci Gierymskiego
Teraz robi się ciekawie, bo okazuje się, że dokładna data śmierci Gierymskiego była przez lata jedną wielką zagadką. Ale nie bójcie się – historycy sztuki nie odpuszczają! Dominika Wronikowska-Sfilio postanowiła pobuszować w archiwum dawnego szpitala psychiatrycznego w Rzymie i znalazła coś, co rozwiewa wszelkie wątpliwości. Dzięki dokumentacji medycznej wiadomo już na pewno: Aleksander Gierymski zmarł 6 marca 1901 roku o 21:30 w rzymskim szpitalu psychiatrycznym Santa Maria della Pietà. Przyczyna? Ogólne wyniszczenie organizmu spowodowane przewlekłym niedożywieniem.
Bycie artystą to ciężki kawałek chleba
No cóż, życie artysty nigdy nie było łatwe. No chyba że miało się na imię Michał Anioł – wtedy jakoś wszystko układało się lepiej. Ale Gierymski? Jak widać, historia nie była dla niego aż tak łaskawa. To tylko pokazuje, że wielki talent niestety nie zawsze idzie w parze z wielkim komfortem życia.
