Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Miciński: elegancja na skraju przepaści

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Elegancja, która nie przyszła na herbatkę

Na stole leży Kant, za oknem Europa już pakuje walizki do katastrofy, a młody polski eseista próbuje jeszcze wierzyć, że myśl może mieć kręgosłup. Bolesław Miciński nie był człowiekiem od głośnych póz, transparentów i wygodnych intelektualnych foteli. Urodzony w 1911 roku w Mokrej na Podolu, zmarły 30 maja 1943 roku w Laffrey koło Grenoble, zdążył przeżyć zaledwie trzydzieści dwa lata – czyli mniej więcej tyle, ile dzisiejszy świat potrzebuje, żeby wymienić trzy generacje telefonów i pięć wersji rozczarowania człowiekiem. Był poetą, eseistą i filozofem, ale najlepiej powiedzieć: był kimś, kto próbował ocalić powagę myślenia w epoce, która powagę pomyliła z ideologicznym wrzaskiem.

Uniwersytet, Tatarkiewicz i sztuka zadawania niewygodnych pytań

Miciński studiował na Uniwersytecie Warszawskim historię sztuki, a później filozofię; pracę magisterską pisał pod kierunkiem Władysława Tatarkiewicza i dotyczyła ona deformacji rzeczywistości w sztuce. To ważne, bo jego pisanie nie było akademickim układaniem porcelany w gablocie. On wiedział, że rzeczywistość zawsze przychodzi do człowieka już lekko skrzywiona – przez język, strach, pragnienie, epokę, klasę społeczną, religię, politykę i przez tę subtelną ludzką skłonność, by mylić własną wygodę z prawdą. W 1938 roku został asystentem Tatarkiewicza na Wydziale Filozofii UW, czyli wszedł do świata polskiej filozofii nie jako turysta, lecz jako ktoś, kto miał własny bilet do laboratorium pojęć.

„Podróże do piekieł”, czyli turystyka bez folderu reklamowego

Najważniejszym przedwojennym tomem Micińskiego były „Podróże do piekieł” z 1937 roku. Tytuł brzmi dziś niemal jak poradnik dla użytkownika mediów społecznościowych, ale chodziło o coś poważniejszego: o zejście w te rejony człowieka, gdzie rozum już się poci, sumienie ma zadyszkę, a kultura odkrywa, że pod frakiem nosi pazury. Miciński pisał filozofię językiem literatury, co bywa ryzykowne, bo filozofowie podejrzewają wtedy ozdobność, a literaci – nadmiar mózgu. Tymczasem u niego myśl nie była dekoracją, lecz narzędziem chirurgicznym. Czasem błyszczała, czasem bolała, ale nie udawała niewinnej.

Przeciwko systemom, które wiedzą za dużo

Najbardziej współczesny Miciński zaczyna się tam, gdzie zaczyna się jego nieufność wobec ideologii totalnych. W jego dorobku powracają szkice i eseje mierzące się z wojną, przemocą, abstrakcją, nienawiścią, losem człowieka wrzuconego między wolność a konieczność. Po 1939 roku znalazł się we Francji, publikował między innymi w polskich pismach emigracyjnych, a ostatnie lata spędził w okolicach Grenoble. Chorował na gruźlicę i zmarł przedwcześnie, zostawiając po sobie dorobek niewielki objętościowo, ale gęsty jak rozmowa z kimś, kto nie ma czasu na głupstwa. I może właśnie dlatego jego eseje nadal działają – nie jak muzealny eksponat, lecz jak ostrzeżenie, że człowiek najłatwiej robi się niebezpieczny wtedy, gdy zaczyna mieć odpowiedź na wszystko.

5 ciekawostek, które warto znać

  • Miciński był bratankiem Tadeusza Micińskiego, pisarza Młodej Polski – nazwisko więc niosło pewien ciężar literacki, choć Bolesław poszedł własną, bardziej filozoficzno-eseistyczną drogą.
  • W 1930 roku debiutował jako poeta na łamach „Kwadrygi”, a od 1932 roku współpracował z czasopismem „Zet”.
  • W 1935 roku został sekretarzem redakcji i kierownikiem działu krytyki literackiej tygodnika „Prosto z Mostu”, ale zerwał tę współpracę w 1938 roku z powodu narastającej radykalizacji i faszyzacji pisma.
  • Przed wojną przez rok pracował w Polskim Radiu jako redaktor działu prozy.
  • W 2011 roku Biblioteka „Więzi” wydała jego pisma zebrane w dwóch tomach: „Podróże do piekieł. Eseje” oraz „Treść i forma. Artykuły i recenzje”.

Po co dziś wracać do Micińskiego?

Wracać do Micińskiego warto nie dlatego, że trzeba odkurzać „zapomnianych klasyków”, bo samo odkurzanie bywa czynnością szlachetną, lecz jednak cokolwiek gospodarczą. Warto wracać, bo Miciński pokazuje rzadki typ inteligencji: takiej, która nie chce wygrać sporu za wszelką cenę, tylko zobaczyć, gdzie człowiek zaczyna sam siebie oszukiwać. Nie był prorokiem z brodą ani medialnym gladiatorem opinii. Był raczej kimś, kto zapalał małą lampę w ciemnym pokoju i mówił: proszę bardzo, możemy teraz spokojnie obejrzeć nasze własne potwory. Bez histerii. Bez fanfar. Ale też bez taryfy ulgowej.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze