Pióro zamiast salonowego wachlarza
Na pierwszy rzut oka Eliza Orzeszkowa wygląda jak postać starannie zakonserwowana w szkolnym kredensie: pozytywizm, praca u podstaw, „Nad Niemnem”, Justyna, Jan, mogiła, trochę przyrody i proszę nie hałasować, bo lektura. A jednak pod tą muzealną politurą siedzi kobieta znacznie bardziej niepokorna, niż chcieliby autorzy spokojnych biogramów. Urodzona w 1841 roku w Miłkowszczyźnie koło Grodna, zmarła w 1910 roku w Grodnie; pisarka, publicystka, społeczniczka – czyli ktoś, kto w XIX wieku miał odwagę uznać, że literatura nie jest haftowaną serwetką na stoliku cywilizacji, lecz narzędziem do dłubania w jej sumieniu. Culture.pl podkreśla, że jej powieści tworzą szeroki obraz życia społecznego epoki, z jej ideami, wiarami, rozterkami i klęskami.
Małżeństwo, powstanie i pierwszy kurs dorosłości
Orzeszkowa bardzo wcześnie została wprowadzona w ten znakomity XIX-wieczny wynalazek pod nazwą „życie urządzone przez innych”. W 1858 roku poślubiła Piotra Orzeszkę, właściciela majątku Ludwinowo; małżeństwo okazało się nieudane, ale pobyt tam stał się dla niej szkołą społecznego myślenia. Nie chodziło o eleganckie współczucie z bezpiecznego fotela, lecz o konkret: interesowała się sprawą chłopów, opowiadała się po stronie rozwiązań demokratycznych, prowadziła szkołę dla dzieci wiejskich. Podczas powstania styczniowego pomagała partyzantom, a przewoziła nawet Romualda Traugutta. To już nie jest „pani od lektur”. To raczej kobieta, która w świecie pełnym zakazów znalazła sobie boczne wejście do historii.

Pozytywizm, czyli bunt w kamizelce
Pozytywizm bywa przedstawiany jak epoka rozsądnych ludzi, którzy po romantycznym upojeniu postanowili wreszcie założyć okulary, policzyć straty i zająć się edukacją. Trochę prawda, trochę szkolna narkoza. U Orzeszkowej ten rozsądek nie jest letni; on parzy. W „Marcie” pisze o kobiecie wypchniętej przez społeczeństwo poza ekonomiczną samodzielność. W „Meirze Ezofowiczu” dotyka kwestii żydowskiej. W „Chamie” i „Dziurdziach” schodzi z literaturą tam, gdzie pachnie biedą, przesądem, krzywdą i ludzkim upokorzeniem. Britannica zwraca uwagę, że w jej twórczości kwestie edukacji, niezależności i małżeństwa ustępowały później miejsca tematom pracy kobiet, dzieci pozamałżeńskich czy prostytucji – a więc sprawom w XIX wieku wyjątkowo śliskim, bo prawda miała wtedy zwyczaj brudzić dywany w salonach.

„Nad Niemnem” nie jest tylko ładnym widokiem
Największy paradoks Orzeszkowej polega na tym, że jej najbardziej znana powieść bywa czytana jak album krajobrazowy z patriotyczną pieczątką. A „Nad Niemnem” to przecież nie tylko rzeka, pola i grzeczne westchnienia nad mogiłą. To powieść o pamięci jako zobowiązaniu, o klasach społecznych, o pracy, o zdradzie wygody i o tym, że naród nie składa się wyłącznie z tych, którzy dobrze wyglądają w kontuszu albo w rodowym wspomnieniu. Britannica uznaje „Nad Niemnem” za jej arcydzieło, a powieść ukazała się w 1888 roku. Dziś można powiedzieć bez większego ryzyka: Orzeszkowa zrobiła z pejzażu akt oskarżenia. Bardzo ładny, owszem. Ale nóż też może mieć piękną rękojeść.



Pięć ciekawostek, które nie mieszczą się w szkolnej ramce
- Orzeszkowa była oficjalnie nominowana do Literackiej Nagrody Nobla w 1905 roku; archiwum noblowskie wymienia ją wśród polskich nominowanych obok Henryka Sienkiewicza.
- W latach 1879–1882 była współwłaścicielką księgarni wydawniczej w Wilnie; władze carskie zamknęły tę działalność, a pisarkę skazano na przymusowe osiedlenie w Grodnie.
- Przyjaźniła się z Marią Konopnicką, którą poznała jeszcze na pensji sióstr sakramentek w Warszawie.
- Biblioteka Narodowa pokazywała trzy tomy rękopisu „Nad Niemnem”, pierwsze wydanie powieści oraz zielnik i kompozycje roślinne Orzeszkowej, co przypomina, że jej opisy przyrody miały także wymiar poznawczy, niemal badawczy.
- W 2023 roku „Nad Niemnem” było lekturą 12. edycji Narodowego Czytania; według oficjalnej strony wydarzenia zarejestrowano ponad 6 tysięcy wydarzeń w Polsce i za granicą.

Nie pomnik, lecz niewygodne lustro
Orzeszkowa nie jest pisarką od wygodnego podziwiania. Zbyt łatwo zrobić z niej marmurową patronkę pozytywizmu, a potem bezpiecznie odłożyć na półkę między „praca u podstaw” a „emancypacja kobiet”. Tymczasem jej prawdziwa siła leży gdzie indziej: w uporczywym przekonaniu, że literatura ma patrzeć tam, gdzie społeczeństwo odwraca wzrok. Na kobiety bez pieniędzy. Na chłopów bez głosu. Na Żydów zamkniętych w cudzych stereotypach. Na patriotyzm, który bez pracy i odpowiedzialności staje się tylko pięknie brzmiącą wymówką. Orzeszkowa nie pyta, czy świat jest elegancki. Pyta, czy jest sprawiedliwy. A to pytanie, niestety dla naszego komfortu, wciąż nie wyszło z użycia.
