Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

„Nie bądź gałganem”. Kotarbiński i filozofia bez zadęcia

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Tadeusz Kotarbiński – filozof dobrej roboty i ludzi, na których można polegać

Są filozofowie, po których zostają systemy tak skomplikowane, że do ich zrozumienia potrzeba słownika, cierpliwości i najlepiej jeszcze drugiego filozofa. Tadeusz Kotarbiński poszedł w przeciwną stronę. Interesowało go, jak jasno myśleć, jak dobrze działać i jak przyzwoicie żyć. Niby niewiele. W praktyce – program na całe życie.

Urodził się 31 marca 1886 roku w Warszawie, studiował filozofię na Uniwersytecie Lwowskim u Kazimierza Twardowskiego, jednego z twórców szkoły lwowsko-warszawskiej, a w 1912 roku obronił doktorat. Później związał się przede wszystkim z Uniwersytetem Warszawskim. Podczas okupacji niemieckiej uczestniczył w tajnym nauczaniu, po wojnie został pierwszym rektorem Uniwersytetu Łódzkiego, którym kierował w latach 1945-1949, a w latach 1957-1962 był prezesem Polskiej Akademii Nauk. Zmarł 3 października 1981 roku w Warszawie.

Najpierw rzeczy, potem wielkie słowa

Jedną z jego najbardziej charakterystycznych idei był reizm, nazywany również konkretyzmem. Brzmi groźnie, choć punkt wyjścia jest zaskakująco przyziemny: realnie istnieją rzeczy konkretne, a język bardzo łatwo podsuwa nam byty, które zaczynamy traktować tak, jakby istniały samodzielnie.

Mówimy przecież o „sprawiedliwości”, „miłości”, „gniewie” czy „rozwoju” niemal tak, jakby można je było postawić na stole obok filiżanki kawy, a Kotarbiński chciał, aby filozof pilnował języka i nie mnożył bytów tylko dlatego, że gramatyka pozwala stworzyć rzeczownik. Reizm był więc nie tylko ontologią, lecz także szkołą intelektualnej higieny: zanim zaczniesz spierać się o wielkie słowo, sprawdź, o czym konkretnie mówisz. Najpełniej rozwinął tę koncepcję w wydanych w 1929 roku „Elementach teorii poznania, logiki formalnej i metodologii nauk”.

I jest w tym coś bardzo współczesnego. W świecie pełnym „strategii”, „wartości”, „procesów”, „transformacji” i innych słów, które czasami robią większą karierę niż to, co naprawdę oznaczają, Kotarbiński prawdopodobnie zapytałby spokojnie: dobrze, ale co właściwie ktoś robi?

Dobra robota, czyli filozofia po zakasaniu rękawów

W 1955 roku ukazał się jego „Traktat o dobrej robocie”, książka fundamentalna dla polskiej prakseologii, czyli teorii sprawnego działania. Kotarbińskiego interesowało nie tyle, czy człowiek jest zajęty, ile czy jego działanie rzeczywiście prowadzi do zamierzonego celu i czy robi to w sposób możliwie sprawny, oszczędny i dobrze zorganizowany.

To rozróżnienie robi się szczególnie ciekawe dzisiaj, kiedy można przez cały dzień odpowiadać na wiadomości, uczestniczyć w spotkaniach, produkować dokumenty, przesuwać zadania w aplikacji i wieczorem odkryć, że właściwie niczego nie posunięto do przodu. Kotarbiński odróżniał ruch od działania skutecznego. Dobra robota nie polega na tym, żeby dużo robić, lecz żeby rozsądnie dobierać cele, środki i kolejność czynności.

Filozofia przestawała tu być rozmową prowadzoną wyłącznie w gabinecie. Wchodziła do warsztatu, szkoły, urzędu, przedsiębiorstwa, laboratorium. Miała pomagać człowiekowi robić rzeczy po prostu lepiej.

Spolegliwy nie znaczy uległy

A potem Kotarbiński zrobił coś jeszcze ciekawszego. Zapytał: skoro potrafimy zastanawiać się nad tym, jak działać sprawnie, to czy równie trzeźwo można zapytać, jak być przyzwoitym człowiekiem?

Tak powstała jego koncepcja etyki niezależnej, która miała nie wymagać przyjęcia określonej religii czy systemu światopoglądowego. Człowiek powinien potrafić rozpoznać elementarne dobro i zło oraz brać odpowiedzialność za innych także wtedy, gdy nie zgadza się z nimi w sprawach metafizycznych. Kotarbiński za najważniejszą cnotę uważał opiekuńczość.

I tu pojawia się jedno z jego najpiękniejszych określeń: „spolegliwy opiekun”.

Dzisiaj „spolegliwy” bywa mylony z kimś uległym. U Kotarbińskiego znaczy coś niemal odwrotnego: to człowiek pewny, odpowiedzialny, taki, na którym można polegać, zwłaszcza kiedy sytuacja robi się trudna. Nie ten, który pięknie deklaruje pomoc, lecz ten, który pojawia się wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebny.

Swoją filozofię potrafił zresztą sprowadzić do zaleceń niemal brutalnie prostych: „lub robić coś, kochaj kogoś, nie bądź gałganem i żyj poważnie”. Trudno o system etyczny, który potrzebuje mniej ozdobników.

Tadeusz i Janina Kotarbińscy

Filozof, którego warto wyjąć z przypisów

Kotarbiński zmarł 3 października 1981 roku, mając 95 lat. Zostawił po sobie reizm, prakseologię, etykę niezależną, ogromny dorobek logiczny i metodologiczny, ale chyba jeszcze ciekawsze jest to, że wszystkie te dziedziny układają się w jedną opowieść.

Myśl jasno. Działaj sprawnie. Nie komplikuj świata bardziej, niż trzeba. I bądź człowiekiem, na którym inni mogą polegać.

Nie jest to filozofia szczególnie efektowna. Nie obiecuje odkrycia tajemnicy wszechświata ani nie proponuje intelektualnych fajerwerków. Jest trochę jak dobrze wykonane narzędzie – ma działać.

I chyba właśnie dlatego, po ponad czterdziestu latach od śmierci Kotarbińskiego, warto go odkurzyć. Bo kiedy wokół coraz więcej jest deklaracji, strategii i wielkich słów, „dobra robota” i „spolegliwy opiekun” brzmią podejrzanie rozsądnie.

Pomnik Tadeusza Kotarbińskiego przed rektoratem Uniwersytetu Łódzkiego

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Kotarbiński przypomina o czymś, czego żadna technologia za nas nie załatwi: sprawność bez odpowiedzialności może być niebezpieczna, a dobre intencje bez umiejętności działania często pozostają tylko intencjami. Jego pomysł był znacznie bardziej wymagający – trzeba jednocześnie dobrze robić rzeczy i starać się być człowiekiem, na którym inni mogą polegać.

Ciekawostki

  • Tadeusz Kotarbiński był uczniem Kazimierza Twardowskiego i jednym z najważniejszych przedstawicieli szkoły lwowsko-warszawskiej.
  • W czasie okupacji niemieckiej uczestniczył w tajnym nauczaniu uniwersyteckim.
  • Był pierwszym rektorem Uniwersytetu Łódzkiego w latach 1945-1949.
  • W latach 1957-1962 pełnił funkcję prezesa Polskiej Akademii Nauk.
  • Słowo „spolegliwy” w jego etyce oznacza człowieka godnego zaufania i pewnego, a nie uległego.
  • Poza filozofią pisał także poezję – ukazały się m.in. tomy „Wesołe smutki” i „Rytmy i rymy”.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze

RADIOAwangarda.Informacje / Kultura / Rozrywka / Nauka

Radio ludzi ciekawych.

Włącz muzykę. Zostań dla opowieści.