Dlaczego warto o nim pamiętać?
John McCarthy nie stworzył dzisiejszej sztucznej inteligencji w pojedynkę – takie zdanie byłoby efektowne, ale historycznie niemądre. Zrobił coś ciekawszego: pomógł zdefiniować problem, nadał mu nazwę, stworzył narzędzia do jego badania i przez pół wieku pytał, co właściwie musiałaby umieć maszyna, żebyśmy mogli nazwać ją inteligentną.
A gdy dziś termin „AI” pojawia się na produktach, konferencjach, giełdzie i zapewne niedługo również na opakowaniach tostera, warto przypomnieć sobie człowieka, dla którego sztuczna inteligencja nie była etykietą marketingową. Była jednym z najtrudniejszych pytań o naturę rozumu.
Najpierw trzeba było dogonić szkołę
John McCarthy urodził się 4 września 1927 roku w Bostonie, a kilka lat później jego rodzinę dopadł Wielki Kryzys. Rodzice stracili dom, więc przez pewien czas przenosili się z miejsca na miejsce – przez Nowy Jork i Cleveland dotarli w końcu do Los Angeles. Jakby tego było mało, John z powodu choroby rozpoczął szkołę rok później niż rówieśnicy. Tyle że opóźnienie potraktował dość osobliwie: sam nadrobił materiał, przeskoczył kilka klas i szkołę średnią ukończył dwa lata wcześniej.
W wieku piętnastu lat kupił podręcznik rachunku różniczkowego używany na pierwszym roku California Institute of Technology i przerobił go sam. Kiedy dostał się na Caltech, okazało się, że z matematyki dla początkujących właściwie to zna już wszystko. To jest chyba dobry moment, żeby zauważyć, że samouctwo McCarthy’ego nie było romantyczną legendą dopisaną po latach – rzeczywiście stanowiło jeden z fundamentów jego edukacji. Doktorat z matematyki uzyskał później w Princeton, ale zanim uniwersytety nadały mu stopnie naukowe, zdążył już nauczyć się najważniejszej rzeczy: że wiedzy nie trzeba grzecznie oczekiwać w ławce.
Człowiek, który nazwał coś, czego jeszcze właściwie nie było
W 1955 roku McCarthy przygotowywał propozycję letniego spotkania badaczy w Dartmouth College. Potrzebował nazwy dla dziedziny zajmującej się pytaniem, czy maszyny mogą wykonywać czynności wymagające inteligencji. Napisał więc: „artificial intelligence” – sztuczna inteligencja. Rok później odbyło się Dartmouth Summer Research Project on Artificial Intelligence, wydarzenie uznawane dziś za jeden z symbolicznych początków AI jako samodzielnej dyscypliny naukowej.
W propozycji znalazła się odważna hipoteza: każdy aspekt uczenia się lub inteligencji można w zasadzie opisać na tyle precyzyjnie, aby mogła go zasymulować maszyna. Brzmi znajomo? Dzisiaj dyskutujemy o modelach językowych, autonomicznych agentach, robotach i granicach ludzkiej wyjątkowości, ale McCarthy stawiał zasadnicze pytanie już wtedy, gdy komputer zajmował pomieszczenie, a nie kieszeń. I nie chodziło mu o skonstruowanie sprytnego kalkulatora. Interesowała go inteligencja zdolna rozumować, wyciągać wnioski i korzystać z wiedzy o świecie.

Lisp, czyli język dla myślących maszyn
W 1958 roku, pracując w MIT, McCarthy stworzył Lisp, język programowania zaprojektowany z myślą o badaniach nad sztuczną inteligencją. Jego niezwykłość polegała między innymi na tym, że programy i dane można było przedstawiać w podobnej strukturze list, co dawało programistom ogromną swobodę manipulowania symbolami. Lisp stał się jednym z najważniejszych języków w historii AI i przez dziesięciolecia był podstawowym narzędziem wielu laboratoriów zajmujących się sztuczną inteligencją.
McCarthy interesował się jednak czymś znacznie trudniejszym niż samo programowanie. W pracy Programs with Common Sense próbował odpowiedzieć na pytanie, jak sprawić, żeby komputer posiadał coś przypominającego zdrowy rozsądek – wiedział, że maszyna może perfekcyjnie wykonywać instrukcje, a jednocześnie nie rozumieć rzeczy oczywistych dla kilkuletniego dziecka. Proponował więc reprezentowanie wiedzy w języku logiki i wyciąganie z niej wniosków. Właśnie z tych badań wyrósł później cały nurt logicznej sztucznej inteligencji, badań nad reprezentacją wiedzy i rozumowaniem niemonotonicznym.
Komputer dla wielu ludzi, zanim pojawiła się chmura
Jest jeszcze jedna rzecz, o której przy McCarthym mówi się zdecydowanie za rzadko. W czasach, gdy komputer był drogą maszyną obsługiwaną niemal rytualnie przez specjalistów, propagował ideę time-sharingu – współdzielenia czasu komputera przez wielu użytkowników. Jeden potężny komputer miał obsługiwać jednocześnie wiele terminali i sprawiać wrażenie, że każdy użytkownik ma maszynę do własnej dyspozycji. Brzmi banalnie tylko dlatego, że przywykliśmy do serwerów, usług sieciowych i chmury obliczeniowej. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych była to zmiana sposobu myślenia o komputerze.
Po powrocie do Stanford McCarthy stworzył tam jedno z najważniejszych laboratoriów sztucznej inteligencji. Badał AI przez następne dziesięciolecia, otrzymał w 1971 roku Nagrodę Turinga, a mimo rosnącej sławy nie stracił upodobania do intelektualnych prowokacji. Stanford wspomina nawet jego własną filozofię „radykalnego optymizmu”: przekonanie, że wszystko jakoś się ułoży, nawet jeżeli ludzie nie posłuchają jego rad. Jest w tym coś bardzo McCarthy’ego – wiara w rozum połączona ze świadomością, że świat nie zawsze zachowuje się logicznie.

Ciekawostki
- McCarthy z powodu choroby rozpoczął szkołę rok później, lecz ukończył ją dwa lata przed standardowym terminem.
- Jako piętnastolatek sam przerobił podręcznik rachunku różniczkowego używany na Caltech.
- Termin „artificial intelligence” pojawił się w przygotowanej przez niego propozycji konferencji w Dartmouth z 1955 roku.
- Lisp stworzył w 1958 roku w MIT; język stał się jednym z najważniejszych narzędzi klasycznej sztucznej inteligencji.
- W 1966 roku organizował komputerowe partie szachowe rozgrywane za pośrednictwem telegrafu z przeciwnikami w Związku Radzieckim.
- W 1971 roku otrzymał Nagrodę Turinga, najważniejsze wyróżnienie w informatyce
Józef Michałek – Radio Awangarda
