Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Od Mickiewicza do sztucznej inteligencji – jeden wieczór w Żywcu

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Wieczór z „Panem Tadeuszem”, który trochę się przedłużył

Wczoraj spotkaliśmy się w Żywcu. Najpierw w Żywieckiej Bibliotece Samorządowej, później w Starym Zamku. Bez wielkiej pompy, bez tłumu i może właśnie dlatego było tak, jak miało być – kameralnie, spokojnie i po prostu dobrze. Zaczęliśmy od „Pana Tadeusza”. A właściwie od jego kolejnego etapu. Usiedliśmy przy stołach i zaczęliśmy przepisywać następne strony poematu. Ręcznie. Każdy swoim charakterem pisma, swoim tempem, czasami zapewne z lekkim niepokojem, czy aby Mickiewicz nie przewraca się gdzieś na widok naszego przecinka albo litery „r”. Ale właśnie o to przecież chodzi. Nie ma powstać kopia idealna. Ma powstać Żywiecki Manuskrypt „Pana Tadeusza” – książka utworzona z pisma wielu różnych ludzi. Pierwsze żywieckie strony już więc są. I to jest chyba jeden z tych momentów, których znaczenie dociera do człowieka trochę później. Siada się przy stole, bierze pióro czy długopis, przepisuje kilkadziesiąt wersów, a potem człowiek zdaje sobie sprawę, że zostawił po sobie jedną kartę czegoś, co będzie tworzone przez setki innych osób. W założeniu właśnie każda kolejna strona ma być osobnym śladem człowieka, który przez chwilę stał się skrybą.


Od Mickiewicza do sztucznej inteligencji i muzyki

Potem przenieśliśmy się z Biblioteki do Starego Zamku. I tam literatura trochę ustąpiła miejsca przyszłości – chociaż tylko trochę. Najpierw Marcin Ręgorowicz zabrał nas w świat sztucznej inteligencji. Było więc AI, pytania o to, dokąd zmierzamy i co właściwie człowiek ma zrobić z technologią, która w ciągu kilku lat zaczęła zmieniać sposób, w jaki pracujemy, tworzymy i myślimy. Później Natalia Kwiatkowska sprowadziła nas z powrotem do człowieka. Do naszych mocnych i słabych stron, talentów, predyspozycji i do tego, jak właściwie je w sobie rozpoznawać. Bo z talentami bywa zabawnie – człowiek czasem przez pół życia uważa coś za zupełnie zwyczajne tylko dlatego, że jemu przychodzi to łatwo. A później pojawiła się muzyka. Sylwia Bruni najpierw opowiedziała trochę o swojej relacji z muzyką i o rozwijaniu własnych talentów, a później po prostu usiadła przy fortepianie. I zrobiło się inaczej. Rozmowy o literaturze, AI i ludzkich możliwościach zamknął krótki koncert fortepianowy.

Kiedy harmonogram przestaje być najważniejszy

Teoretycznie w tym miejscu spotkanie miało się skończyć. Teoretycznie. Bo oczywiście się przedłużyło. Zaczęły się rozmowy, ktoś został chwilę dłużej, ktoś z kimś wymienił kilka zdań i nagle okazało się, że nie bardzo chce się wychodzić. I chyba właśnie po tym poznaje się udane spotkanie. Nie po tym, że organizator spojrzy na zegarek i stwierdzi: „świetnie, wszystko zgodnie z harmonogramem”, tylko po tym, że harmonogram przestaje kogokolwiek szczególnie interesować. Było oczywiście też coś dla ciała, żebyśmy przypadkiem od nadmiaru literatury, psychologii, sztucznej inteligencji i muzyki nie stali się istotami wyłącznie duchowymi. O tę bardzo praktyczną stronę wieczoru zadbała Piekarnia Cukiernia Gałuszka, żywiecka firma z tradycją sięgającą 1918 roku. I zrobiła to naprawdę znakomicie! Był piękny poczęstunek, więc karmiliśmy się literaturą, muzyką i rozmową, ale na szczęście również czymś znacznie bardziej namacalnym. Historia historią, kultura kulturą, ale dobry kawałek ciasta i kawa potrafi bardzo skutecznie przywrócić człowieka światu materialnemu.

Bez otwartych drzwi takie pomysły zostają w notesie

I tutaj należą się podziękowania. Przede wszystkim Kornelii Gąsiorek, dyrektor Żywieckiej Biblioteki Samorządowej, oraz Dorocie Firlej, dyrektor Muzeum Miejskiego w Żywcu. Obie instytucje otworzyły przed tym pomysłem drzwi – dosłownie i w przenośni. Biblioteka udostępniła przestrzeń dla skryptorium, Muzeum pozwoliło nam kontynuować wieczór w Starym Zamku. Bez takiej otwartości tego rodzaju projekty zostają po prostu pomysłami zapisanymi gdzieś w notesie. Podziękowania należą się oczywiście również Marcinowi, Natalii i Sylwii oraz wszystkim, którzy przyszli.

Może właśnie w tej zwyczajności było coś niezwykłego

Bo ostatecznie nie chodziło przecież tylko o przepisanie kilku stron książki. Chodziło trochę o zatrzymanie się. O godzinę czy dwie, podczas których człowiek nie przewija kolejnego ekranu telefonu, nie goni od jednego obowiązku do drugiego, tylko siedzi nad kartką papieru, słucha drugiego człowieka, muzyki, rozmawia. W załączniku pojawia się określenie „magiczny wieczór” i, choć zazwyczaj z takimi słowami warto uważać, tutaj coś w nim rzeczywiście było. Może właśnie ta zwyczajność. Kilka stołów. Kilkadziesiąt osób. Stary tekst przepisywany współczesnymi charakterami pisma. Trochę rozmowy o AI, trochę o człowieku, trochę muzyki. Kawa, ciasto, rozmowy po wszystkim. I kartki, które zostały. Za jakiś czas zostaną oprawione razem z kolejnymi i wtedy będzie można otworzyć książkę i powiedzieć: ta strona powstała tamtego wieczoru w Żywcu. A teraz? Teraz piszemy dalej. Kolejne strony, kolejni ludzie, kolejne spotkania. Bo żywiecki manuskrypt dopiero się zaczyna.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze

RADIOAwangarda.Informacje / Kultura / Rozrywka / Nauka

Radio ludzi ciekawych.

Włącz muzykę. Zostań dla opowieści.