Od Bolonii do rzymskich „borgat”, czyli ucieczka przed prowincjonalnym sądem
Pasolini urodził się w 5 marca 1922 roku w Bolonii, a zanim został tym Pasolinim „od wszystkiego” – poetą, prozaikiem, reżyserem i zawodowym prowokatorem – był po prostu młodym facetem, który za dużo widział i za dużo mówił. Studiował w Bolonii i ukończył tam studia w 1945 roku, ale jego prawdziwą edukacją była wrażliwość na ludzi z marginesu i alergia na moralną obłudę.
W 1946 roku wstąpił do Włoskiej Partii Komunistycznej, po czym szybko wypadł z obiegu – wyrzucono go w atmosferze skandalu i oskarżeń, a on, razem z matką, przeniósł się do Rzymu w przełomie lat 40. i 50., jakby chciał zacząć życie od nowa w mieście, które nie udaje niewinnego.
Literatura brudnych rąk: „Ulicznicy” i Rzym, który nie pachniał perfumą
Rzym lat 50. nie dał mu komfortu, tylko materiał. Pasolini żył skromnie, kręcił się po peryferiach, obserwował biedę, przemoc, drobnych złodziei i chłopaków bez przyszłości, a potem zrobił z tego literaturę, której nie da się czytać „ładnie”. Właśnie stamtąd wzięły się jego pierwsze głośne powieści: „Ulicznicy” (1955) i „Una vita violenta” (1959) – surowe, realistyczne i bezlitosne dla klasowego samozadowolenia.



Kino jako herezja i modlitwa naraz
Kiedy przeszedł do filmu, nie zaczął od eleganckich salonów, tylko od ciosu w szczękę: „Włóczykij” (1961) i „Mamma Roma” (1962) to jego rzymska mitologia nędzy, ale opowiedziana tak, jakby w brudzie też mieszkała metafizyka.
A potem zrobił numer, którego nikt nie potrafił zaszufladkować: „Ewangelię według św. Mateusza” (1964) – film religijny nakręcony przez człowieka z lewicowym temperamentem i wiecznym sporem z instytucjami.
W 1968 roku wjechał z „Teorematem” – chłodną przypowieścią o mieszczaństwie, które ma wszystko, a w środku jest puste jak wydmuszka.
Na początku lat 70. przyszła „Trylogia życia”: „Dekameron” (1971), „Opowieści kanterberyjskie” (1972) i „Kwiat tysiąca i jednej nocy” (1974) – niby śmiech, cielesność i średniowieczne historie, ale pod spodem jego ulubiona robota: rozbijanie tego, co „porządni ludzie” chcą ukryć.
A na koniec zostawił „Salò, czyli 120 dni Sodomy” (1975) – film tak radykalny, że do dziś wielu woli o nim krzyczeć niż go rozumieć.

Wojna z telewizorem: Pasolini kontra konsumpcjonizm
W jego publicystyce i esejach pojawia się coś, co brzmi jak proroctwo z gorzkim uśmiechem: diagnoza, że masowa kultura i konsumpcja produkują nowy typ człowieka – posłusznego, ujednoliconego, podatnego na manipulację. Pasolini pisał o „antropologicznej mutacji” wywołanej przez nowoczesność, co dziś brzmi zaskakująco aktualnie, kiedy ekran ma więcej władzy niż argument.
Ostia, 1975: śmierć, która do dziś „nie ma domknięcia”
2 listopada 1975 roku Pasolini został zabity w Ostii pod Rzymem. Skazano Giuseppe „Pino” Pelosiego, który miał wówczas 17 lat, ale po latach sprawa zaczęła żyć własnym, ponurym życiem – również dlatego, że Pelosi odwołał zeznania w 2005 roku, a wokół śledztwa narosły wątpliwości i hipotezy o większej liczbie sprawców.

Ciekawostki
- Pasolini był jednocześnie poetą i reżyserem, ale też kimś w rodzaju publicznego sumienia, które nie potrafi mówić cicho.
- „Ewangelia według św. Mateusza” do dziś bywa przywoływana jako jeden z najbardziej niezwykłych filmów religijnych XX wieku – właśnie dlatego, że nie jest lukrowana.
- „Teoremat” bywa opisywany jako opowieść o duchowej pustce mieszczaństwa – prawie bez słów, za to z metafizycznym napięciem.
- „Trylogia życia” wzięła na warsztat klasyczne zbiory opowieści, ale zrobiła to w sposób, który wtedy budził zgorszenie, a dziś świetnie pokazuje, jak zmieniają się granice „przyzwoitości”.
- Jego śmierć jest wciąż jednym z najbardziej „niedomkniętych” epizodów włoskiej historii kultury XX wieku.

Dlaczego warto o nim pamiętać?
Bo Pasolini to rzadki przypadek artysty, który nie prosił świata o akceptację, tylko wymuszał rozmowę: o klasie, władzy, seksie, hipokryzji i o tym, jak łatwo dajemy się kupić – nie pieniędzmi, tylko wygodą. I nawet jeśli czasem przesadzał (a przesadzał), to przesadzał w stronę prawdy, a nie autopromocji.
