Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Od tartaku do Nobla – niezwykła droga Eyvinda Johnsona

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Eyvind Johnson – robotnik, który pisał w służbie wolności

Dokładnie dziś, 25 sierpnia, mija 50 lat od śmierci Eyvinda Johnsona, szwedzkiego pisarza, którego życiorys z początku wygląda raczej jak materiał na reportaż o biedzie niż na biografię przyszłego noblisty. Urodził się 29 lipca 1900 roku w Svartbjörnsbyn koło Boden na dalekiej północy Szwecji. Jego ojciec był kamieniarzem, a gdy zachorował na krzemicę, chłopcem zajęli się bezdzietna ciotka i jej mąż. Johnson miał czternaście lat, kiedy ruszył szukać pracy. Sortował drewno, pracował w tartaku, sprzedawał bilety w kinie, był bileterem i operatorem projektora, czyścił lokomotywy, a przez pewien czas dorabiał nawet jako palacz w pociągach towarowych. Zanim nauczył się żyć z literatury, bardzo dokładnie nauczył się, jak wygląda życie ludzi, którzy z literatury nie żyją.

Najpierw trzeba było zarobić na papier

W 1919 roku przyjechał do Sztokholmu. Pisał do lewicowych czasopism, pracował w zakładach Ericssona, próbował utrzymywać się ze słowa, choć słowo najwyraźniej nie zamierzało jeszcze utrzymywać jego. Potem przyszły Niemcy i Francja. W Paryżu zarabiał między innymi jako robotnik przy betonie i pomywacz w hotelu niedaleko Gare du Nord. Jeśli więc ktoś wyobraża sobie młodego pisarza jako człowieka w kawiarni, który cierpi nad pierwszym zdaniem powieści, Johnson burzy ten obraz dość skutecznie. On po prostu po pracy czytał i pisał. Debiutował w 1924 roku zbiorem opowiadań De fyra främlingarna, ale prawdziwy przełom przyniosła mu wydawana w latach 1934-1937 czteroczęściowa „Powieść o Olofie”, oparta na doświadczeniach własnej młodości. Polski przekład ukazał się w 1977 roku w dwóch tomach.

I właśnie tutaj robi się ciekawie, bo Johnson nie chciał pisać literatury robotniczej rozumianej jako pocztówka z biedy. Interesowało go, co dzieje się z człowiekiem, kiedy próbuje wydostać się z warunków, które z góry wyznaczyły mu miejsce. Olof dojrzewa więc nie tylko społecznie, ale intelektualnie: uczy się samodzielności, nieufności wobec gotowych odpowiedzi i prawa do budowania własnej tożsamości. To temat, który będzie wracał u Johnsona jeszcze długo.

Gdy Europa zachorowała na posłuszeństwo

W latach 30. i 40. Johnson coraz wyraźniej widział, dokąd zmierza Europa. Podczas II wojny światowej otwarcie występował przeciw nazizmowi, a jego trzytomowy cykl o Krilonie z lat 1941-1943 był literacką reakcją na faszyzm i polityczną przemoc. Zamiast pisać traktaty, stworzył alegorię świata, w którym agresja zaczyna się od pozornie niewielkich ustępstw, a później domaga się następnych.

To chyba najważniejszy klucz do jego pisarstwa. Johnson nie traktował historii jak magazynu kostiumów, lecz jak laboratorium ludzkich zachowań. Dlatego po wojnie potrafił wrócić aż do Homera. W wydanych w 1946 roku Strändernas svall, które po polsku ukazały się jako „Fale przyboju”, opowiedział na nowo historię Odyseusza. Nie chodziło jednak o literacką zabawę w antyk. Człowiek wracający z wojny, dźwigający własne decyzje, pamięć przemocy i pytanie, czy po tym wszystkim można jeszcze po prostu wrócić do domu, miał dla czytelników roku 1946 znaczenie aż nazbyt współczesne. Polskie wydanie w przekładzie Zygmunta Łanowskiego ukazało się w 1975 roku.

Przeszłość była dla niego inną wersją teraźniejszości

Podobną metodę stosował później. „Chmury nad Metapontem” z 1957 roku prowadzą czytelnika między starożytnością a współczesnością, natomiast „Czasy jego wysokości” z 1960 roku przenoszą akcję do epoki Karola Wielkiego. W Polsce obie powieści wydano w przekładach odpowiednio Zygmunta Łanowskiego i Marii Olszańskiej. Johnson zmieniał stulecia, miejsca i bohaterów, ale pytanie pozostawało podejrzanie podobne: co robi jednostka, kiedy wielka historia każe jej być posłuszną?

I nie jest przypadkiem, że właśnie wolność znalazła się później w uzasadnieniu jego Nagrody Nobla. W 1957 roku Johnson został członkiem Akademii Szwedzkiej, a w latach 1959-1972 zasiadał w jej Komitecie Noblowskim. Kiedy w 1974 roku razem z Harrym Martinsonem otrzymał literackiego Nobla, Akademia uhonorowała jego sztukę narracyjną „w służbie wolności”.

Nobel, który zamiast zamknąć dyskusję, otworzył awanturę

Był tylko jeden kłopot i trudno udawać, że go nie było. Johnson i Martinson sami należeli do Akademii Szwedzkiej, która przyznawała nagrodę. Wybór wywołał więc gwałtowną debatę i oskarżenia o nagradzanie własnych ludzi. Dopiero po otwarciu w 2025 roku objętych pięćdziesięcioletnią tajemnicą archiwów Noblowskich można dokładniej zobaczyć kulisy sprawy. Okazało się między innymi, że kandydatura Johnsona nie pojawiła się nagle: po raz pierwszy nominowano go do Nobla już w 1962 roku, a sam problem możliwości nagradzania członków Akademii był dyskutowany przez lata. Johnson opuścił Komitet Noblowski w 1972 roku, gdy formalnie przyjęto zasadę, że osoba pozostająca kandydatem do nagrody nie może równocześnie w nim zasiadać.

Johnson zmarł w Sztokholmie 25 sierpnia 1976 roku, niespełna dwa lata po otrzymaniu Nobla. Miał 76 lat. I chyba warto dziś pamiętać nie tylko o nagrodzie, bo nagrody mają paskudną właściwość zasłaniania tego, za co właściwie zostały przyznane. W jego przypadku droga prowadziła przecież od tartaku i lokomotyw do Homera, Karola Wielkiego i Akademii Szwedzkiej. Nie dzięki cudownemu odkryciu talentu, lecz dzięki dziesięcioleciom czytania, pisania i przekonaniu, że człowiek ma prawo sam określać swoje miejsce w świecie.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Eyvind Johnson jest znakomitym przykładem człowieka, który nie pozwolił, aby pochodzenie stało się instrukcją obsługi jego życia. Nie romantyzował biedy i nie udawał, że ciężka praca automatycznie uszlachetnia. Wiedział natomiast z własnego doświadczenia, jak łatwo system, ideologia albo zwykły społeczny porządek mogą odebrać człowiekowi poczucie sprawczości. Dlatego przez pół wieku pisał właściwie o jednym: o prawie jednostki do zachowania własnego osądu.

A że zaczynał przy drewnie i parowozach, a skończył z Noblem? Cóż, czasem droga do Akademii rzeczywiście prowadzi bardzo okrężną trasą.

Ciekawostki

  • Jako nastolatek pracował między innymi w tartaku, kinie, lokomotywowni i przy pociągach towarowych.
  • Jego autobiograficzna „Powieść o Olofie” składa się z czterech części napisanych w latach 1934-1937; polskie wydanie ukazało się w dwóch tomach w 1977 roku.
  • „Fale przyboju” są nowoczesnym przetworzeniem „Odysei” Homera.
  • W 1957 roku został wybrany do Akademii Szwedzkiej i zajął fotel nr 11.
  • Do Nagrody Nobla nominowano go już w 1962 roku, dwanaście lat przed otrzymaniem nagrody.
  • Nobla z 1974 roku podzielił z Harrym Martinsonem, a sam wybór stał się jedną z najgłośniejszych kontrowersji w historii szwedzkiego życia literackiego.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze