Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Od ubóstwa, szpitala psychiatrycznego i pisania w szopie do literackiej sławy – Janet Frame

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Janet Frame – kobieta, która nie zgodziła się zostać cudzą diagnozą

Janet Frame urodziła się 28 sierpnia 1924 roku w Dunedin, na południu Nowej Zelandii. Dziś, w rocznicę jej urodzin, warto przypomnieć sobie historię pisarki, która mogła zostać na zawsze zamknięta w medycznej teczce z etykietą „schizofrenia”, a została jedną z najoryginalniejszych autorek XX wieku. I nie jest to opowieść o tym, że literatura cudownie leczy wszystko. Literatura nie jest lekarstwem na receptę. Bywa jednak miejscem, w którym człowiek odzyskuje własny głos, gdy inni zbyt ochoczo zaczęli mówić za niego.

Frame grana przez Kerry Fox w filmie Jane Campion „Anioł przy moim stole” 

Dziewczyna z „królestwa nad morzem”

Frame dorastała w niezamożnej rodzinie kolejarskiej w Oamaru, mieście, które później nazwała swoim „królestwem nad morzem”. Była nieśmiała, bardzo wrażliwa, od dziecka czytała i pisała wiersze. W domu nie panował dostatek, a jej dzieciństwo naznaczyły rodzinne tragedie, między innymi śmierć dwóch sióstr, które utonęły w różnych latach i w podobnych okolicznościach.

Wybrała studia oraz przygotowanie do zawodu nauczycielki. Brzmi rozsądnie, prawda? Rodzina ma spokojniejszą przyszłość, szkoła daje pracę, a poezję można przecież pisać po godzinach. Tyle że Janet Frame nie bardzo umiała żyć „po godzinach”. Dla niej pisanie nie było dodatkiem do porządnego życia. Pisanie było sposobem, by życie w ogóle dało się znieść i zrozumieć.

W 1945 roku, podczas pracy w szkole, nie poradziła sobie z wizytą inspektora, wyszła z klasy i już do zawodu nauczycielki nie wróciła. Wkrótce trafiła na oddział psychiatryczny, a następnie do szpitala w Seacliff. Otrzymała diagnozę schizofrenii.

Legendarny i budzący strach zakład psychiatryczny, Seacliff Lunatic Asylum

Kiedy diagnoza zaczyna pożerać człowieka

Przez kolejne lata Frame wielokrotnie przebywała w nowozelandzkich szpitalach psychiatrycznych. Łącznie spędziła w nich około czterech i pół roku. Stosowano wobec niej między innymi elektrowstrząsy i terapię insulinową, czyli metody, które dziś budzą nie tylko poważne pytania, lecz także zwyczajny ludzki dreszcz.

Najmocniejsza część tej historii wymaga jednak ostrożności, bo życie nie jest filmem, a biografie nie powinny udawać prostszych, niż były. W swojej autobiografii Frame napisała, że nagroda literacka za debiutancki zbiór opowiadań „The Lagoon” przekonała lekarzy, by odstąpili od planowanej lobotomii. Lliteratura nie „uzdrowiła” Janet Frame, lecz pomogła ocalić jej możliwość decydowania o sobie. Różnica jest zasadnicza.

Później wyjechała do Europy. W londyńskim Maudsley Hospital psychiatrzy zakwestionowali wcześniejszą diagnozę i uznali, że cierpi raczej wskutek długotrwałej hospitalizacji niż schizofrenii. To musiało być doświadczenie osobliwe: usłyszeć, że przez lata żyło się w cieniu diagnozy, która nie wyjaśniała człowieka, lecz go więziła.

Pisarka, która zrobiła z ciszy język

Jej pierwsza powieść, „Owls Do Cry”, powstała w skromnej chatce w ogrodzie pisarza Franka Sargesona. Frame pisała intensywnie, ale nie szukała literackiej kariery w sensie towarzyskiego sukcesu. Nie była osobą, która dobrze czuje się na bankietach, w blasku fleszy i w obowiązku bycia „interesującą pisarką” także poza książkami. Wolała chronić prywatność, pracować i nie udawać, że jej własne życie jest produktem promocyjnym.

Z doświadczenia szpitali narodziły się „Twarze w wodzie” – powieść o instytucji, która miała pomagać, a potrafiła odbierać podmiotowość. To nie jest książka napisana z pozycji męczennicy. Frame była zbyt przenikliwa, by rozdawać czytelnikom proste role: niewinnych, winnych, zdrowych i chorych. Interesowało ją raczej to, jak łatwo społeczeństwo uznaje czyjąś odmienność za problem do naprawienia.

Jej język bywał poetycki, dziwny, momentami zabawny, a chwilę później przejmująco ciemny. Nie pisała po to, aby rzeczywistość wygładzić. Przeciwnie – Janet Frame pokazywała, że normalność często jest tylko umową większości, a umowy większości bywają bardziej brutalne, niż chcemy przyznać.

Autobiografia bez pomnika i bez alibi

Dopiero jako dojrzała autorka napisała trzytomową autobiografię: „Na wyspę – teraz”, „Anioł przy moim stole” oraz „Wysłannik z lustrzanego miasta”. Chciała uporządkować historię, którą inni już zbyt długo opowiadali za nią. Na podstawie tych książek Jane Campion nakręciła film „Anioł przy moim stole”, dzięki któremu Frame poznała publiczność daleko poza Nową Zelandią.

Otrzymała najwyższe odznaczenie cywilne swojego kraju – Order Nowej Zelandii. Zmarła 29 stycznia 2004 roku w Dunedin. W 2024 roku jej rękopisy, listy i notatniki wpisano do nowozelandzkiego rejestru programu UNESCO „Pamięć Świata”. To piękne, choć trochę ironiczne: kobieta, którą instytucje kiedyś próbowały zamknąć i opisać, zostawiła po sobie archiwum ważne dla całej kultury.

Dlaczego warto o niej pamiętać?

Bo Janet Frame nie jest wygodną opowieścią o „geniuszu, który wygrał z przeciwnościami”. To raczej opowieść o cenie, jaką płaci człowiek, gdy instytucja myli jego cierpienie z definicją jego osoby. A także o tym, że wyobraźnia nie jest ucieczką od świata – czasem jest ostatnią drogą powrotu do samego siebie.

Ciekawostki

  • Janet Frame w młodości opublikowała opowiadanie pod pseudonimem „Jan Godfrey”.
  • Debiutancki zbiór „The Lagoon” ukazał się, gdy przebywała w szpitalu psychiatrycznym.
  • W 1958 roku formalnie zmieniła nazwisko na Clutha, od nazwy nowozelandzkiej rzeki, ale publikowała nadal jako Janet Frame.
  • Jej autobiograficzna trylogia przyniosła jej szerszą rozpoznawalność niż wiele wcześniejszych powieści.
  • Film „Anioł przy moim stole” z 1990 roku wyreżyserowała Jane Campion, późniejsza laureatka Oscara za „Fortepian”.
  • W 1989 roku powieść „The Carpathians” otrzymała Commonwealth Writers’ Prize.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze