Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Philip K. Dick – człowiek, który miał alergię na „prawdę oczywistą”

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Zegarek chodzi, ale czy czas jest prawdziwy?

Philip K. Dick (ur. 16 grudnia 1928 w Chicago, zm. 2 marca 1982 w Santa Ana) wygląda w biografiach jak klasyczny pisarz science fiction, ale w praktyce był raczej… sejsmografem paranoi. Tylko że u niego „paranoja” nie znaczyła: „wszyscy mnie śledzą”, lecz: świat może być źle zmontowaną scenografią, a my – statystami, którzy nagle łapią, że ktoś podmienił rekwizyty. I dlatego jego książki nie starzeją się jak dawne wizje przyszłości; one starzeją się jak dobrze ukryte lustra: im później w nie patrzysz, tym bardziej widzisz siebie.

Kalifornia, magazyny SF i życie na kredyt

Rodzinę dość wcześnie „przesadziło” w okolice Zatoki San Francisco, a Dick – zamiast zostać spokojnym panem od stabilnych etatów – zaczął publikować opowiadania w magazynach SF (pierwsze w 1952). Brzmi romantycznie, ale to była robota jak taśma w fabryce: terminy, zaliczki, wieczny brak pieniędzy i to uporczywe poczucie, że pisze o rzeczach ważniejszych niż rynek chciałby przyznać. I tu jest jego przewrotna siła: nawet gdy opisywał „przyszłość”, tak naprawdę rozbierał na części lęki XX wieku – korporacje, państwo policyjne, uzależnienia, propagandę, a przede wszystkim kruchą tożsamość człowieka.

Fabryka alternatywnych rzeczywistości

Dick pisał dużo i szybko – w dorobku zostawił 45 powieści i około 121 opowiadań – ale jego prawdziwą „produkacją masową” była jedna obsesja: natura rzeczywistości i to, jak łatwo można ją człowiekowi wyjąć z kieszeni. W „Człowieku z Wysokiego Zamku” wymyślił Amerykę po II wojnie światowej wygraną przez państwa Osi i za tę alternatywną historię dostał Nagrodę Hugo (1963). A potem poszedł dalej: „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” i „Ubik” biorą nasze poczucie normalności, obracają je w palcach i pytają cicho: „na pewno wiesz, co jest człowiekiem, a co tylko dobrze zrobioną imitacją?”

2–3–74: kiedy autorowi pękł sufit

Najbardziej dickowskie w całej tej historii jest to, że w 1974 roku – po serii intensywnych przeżyć, które sam nazywał „2-3-74” – zaczął pisać ogromny dziennik-śledztwo o własnych wizjach i ideach. Z tych zapisków, wydanych pośmiertnie jako „The Exegesis of Philip K. Dick”, bije upór człowieka, który nie umie odpuścić pytania „co to było?” i zamienia życie w laboratorium metafizyki. A w 1977 roku, na festiwalu SF w Metz, wygłosił słynne wystąpienie o alternatywnych światach – i brzmiał jak ktoś, kto przyszedł z przyszłości, tylko zapomniał instrukcji obsługi współczesności.

Dick z piątą żoną, Tess

Od półek pulp do kanonu (i do kina)

Ironia losu? Za życia był przede wszystkim „tym dziwnym facetem od fantastyki”, a dopiero po śmierci świat zaczął go czytać jak filozofa w przebraniu. Dziś jego powieści stoją już nie tylko w księgarniach gatunkowych – trafiły też do Library of America, czyli amerykańskiej „półki kanonicznej”. A ekran zrobił resztę: z jego tekstów wyrosły filmy i seriale, które karmią zbiorową wyobraźnię. Sam Dick nie doczekał premiery „Blade Runnera” – zmarł na początku marca 1982 roku, kilka miesięcy przed wejściem filmu do kin – ale zdążył zobaczyć fragmenty i był zachwycony tym, jak blisko film podszedł do jego wizji.

Ciekawostki

• „Człowiek z Wysokiego Zamku” wygrał Hugo za najlepszą powieść (1963).
• „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” („Flow My Tears, the Policeman Said”) dostało John W. Campbell Memorial Award (1975).
• „Przez ciemne zwierciadło” to polski tytuł „A Scanner Darkly” (tak, tego najbardziej autobiograficznego, narkotycznie bolesnego Dicka).
• „The Exegesis of Philip K. Dick” wydano dopiero w 2011 roku, jako wybór z dzienników, które zaczął po doświadczeniach z lutego i marca 1974.
• Metz, 24.09.1977: jego słynne wystąpienie o alternatywnych światach („Metz speech”) do dziś krąży jak kultowa taśma z innego wymiaru.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Dick nauczył popkulturę jednego bezlitosnego nawyku: zanim uwierzysz w obraz świata, sprawdź, kto go montuje. I gdy dzisiaj żyjemy w epoce symulacji, algorytmów i „prawdy” szytej pod kliknięcia, jego proza działa jak test na trzeźwość – czasem nieprzyjemny, ale ratujący życie.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze