Chłopiec, który nauczył się trzymać świat na dystans
Philip Larkin nie należał do ludzi, których biografię można opowiedzieć jako efektowne pasmo walki z przeciwnościami. Jego dramat był cichszy, mniej widowiskowy, a częściowo również stworzony przez niego samego. Urodził się 9 sierpnia 1922 roku w Coventry, dorastał z jąkaniem i bardzo słabym wzrokiem, przez co wcześnie nauczył się wycofywać w stronę książek, muzyki i samotności. Wada wzroku sprawiła, że podczas wojny nie przyjęto go do wojska, dzięki czemu mógł ukończyć anglistykę w Oksfordzie. Tam poznał Kingsleya Amisa – przyszłego autora „Szczęśliwego Jima” i przyjaciela, z którym przez następne dziesięciolecia wymieniał listy pełne inteligencji, złośliwości, a niekiedy rzeczy znacznie mniej godnych podziwu.
Cała powojenna Anglia pomiędzy regałami
Po studiach Larkin został bibliotekarzem. Pracował kolejno w Wellington, Leicester i Belfaście, aż w 1955 roku objął kierownictwo biblioteki Uniwersytetu w Hull. I tu warto rozstać się z wygodną legendą ponurego poety, który za dnia tylko przekładał książki z półki na półkę. Kiedy przyjechał do Hull, biblioteka miała około 120 tysięcy woluminów i jedenastoosobowy personel. Gdy umierał trzydzieści lat później, posiadała ponad 750 tysięcy pozycji, skomputeryzowany katalog i ponad osiemdziesięciu pracowników. Larkin nie udawał bibliotekarza – był sprawnym organizatorem, który naprawdę zbudował nowoczesną instytucję.
Równocześnie pisał niewiele, wolno i bez literackiej gorączki produkcyjnej. Wydał cztery główne tomy poezji, z których trzy najważniejsze ukazały się po polsku jako „Mniej oszukani”, „Wesela w Zielone Świątki” i „Wysokie okna”. Pisał także prozę – jego powieść „Zimowe królestwo” również doczekała się polskiego przekładu Jacka Dehnela.



Poezja bez koturnów i pocieszeń
Larkin potrafił wziąć coś zupełnie zwyczajnego – podróż pociągiem, wynajęty pokój, karetkę przejeżdżającą ulicą albo wejście do pustego kościoła – i wydobyć z tego pytanie o miłość, starzenie się, samotność oraz śmierć. Nie potrzebował mitologicznych dekoracji ani języka, który najpierw trzeba tłumaczyć z poetyckiego na ludzki. Jego poezja brzmi jak rozmowa człowieka rozsądnego, który bardzo chciałby uwierzyć w lepsze zakończenie, ale nie znalazł wystarczających dowodów.
Ta prostota była jednak kunsztownie wykonana. Larkin korzystał z rymów, rytmu i regularnych strof, lecz wprowadzał do nich język codzienności, ironię oraz zdania przypominające zasłyszane rozmowy. W „Panu Bleaneyu”, „Karetkach”, „Weselach w Zielone Świątki” czy „Albie” zwyczajność staje się cienką zasłoną, zza której wygląda przemijanie. I choć nazywa się go poetą pesymizmu, nie był wyłącznie ponurakiem z dobrze naostrzonym piórem. W jego najlepszych wierszach pojawia się czułość wobec ludzi, którzy przegrywają z czasem, własnymi złudzeniami i życiem ułożonym niezupełnie tak, jak planowali.
Alba
Philip Larkin
Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć.
O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę.
Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność.
Na razie widzę to co jest właściwie zawsze:
Nie znającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą
O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą
O tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał.
Nie pozwala na inne. Jałowe pytania,
Lecz groza śmierci, groza umierania
Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera.
Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia?
Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało
Dobra, skąpiło się komuś serca, bez zmrużenia
Oka trwoniło czas - i nie w tym, że się miało
Jedno życie, a całe zeszło na naprawach
Błędnych początków; nie to; raczej - ta jaskrawa
Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń
I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek
Nieobecnieje - tutaj, tam, gdziekolwiek -
I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze.
Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały
Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła -
Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały -
Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach;
Z drugiej strony - ta słuszna na oko piosenka:
"Kto myśli racjonalinie, nie może się lękać
Czegoś, czego i tak nie będzie czuł" - jak gdyby
Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei -
Narkoza, z której się nie przytomnieje -
Nie był właśnie istotą całej tej ohydy!
I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji:
Rozmazana, nieostra plamka, która zwarzy
Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji.
Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy,
I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem,
Który buzuje w piecu naszych osamotnień,
Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój.
Nie straszyć innych - tyle znaczy odwaga.
Tobie - uniknąć grobu nie pomaga:
Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór.
Zwolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje.
To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi
Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei
Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej
Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych
Biurach przysiały już do skoku telefony
I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń
Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci.
Niebo jest białe jak glina. Do pracy.
Listonosze już krążą jak czujni lekarze.
Przełożył Stanisław Barańczak
Człowiek znacznie mniej elegancki niż jego wiersze
Po śmierci Larkina ukazały się jego listy, a następnie biografia autorstwa Andrew Motiona. Z prywatnej korespondencji wyłonił się człowiek wypowiadający uwagi rasistowskie, mizoginiczne i pełne pogardy. Nie jest to drobny dopisek do biografii, który można dyskretnie schować za poetyckim geniuszem. Piękno dzieła nie unieważnia brzydoty autora, podobnie jak brzydota autora nie pozwala automatycznie uznać jego dzieła za bezwartościowe.
Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ ludzie pracujący z Larkinem zapamiętali go jako wymagającego, lecz sumiennego i pomocnego przełożonego. Jego publiczne zachowanie, prywatne listy oraz wiersze pokazują trzy różne twarze. Być może właśnie dlatego pozostaje tak interesujący – nie daje się łatwo zamknąć ani w pomniku wielkiego poety, ani w akcie oskarżenia.

Strach przed końcem, którego nie dało się zagadać
Larkin kochał tradycyjny jazz i w latach 1961–1971 recenzował płyty dla „The Daily Telegraph”. Nie przepadał natomiast za rozgłosem, podróżami ani obowiązkami reprezentacyjnymi, dlatego w 1984 roku odmówił przyjęcia stanowiska poety laureata1. Wiedział również, że jego twórcze źródło niemal wyschło – w ostatniej dekadzie życia napisał zaledwie kilka wierszy. Zmarł 2 grudnia 1985 roku w Hull na raka przełyku.
Pozostawił po sobie poezję, która nie sprzedaje nadziei w promocyjnym opakowaniu. Larkin pyta raczej, czy życie pozbawione złudzeń musi być uboższe – czy może dopiero wtedy zaczynamy widzieć je naprawdę. I zapewne właśnie dlatego, mimo wszystkich zastrzeżeń wobec człowieka, wciąż powracamy do poety.

Dlaczego warto o nim pamiętać?
Ponieważ Philip Larkin pokazał, że wielka poezja nie musi mówić podniesionym głosem. Czasem wystarczy zwyczajny pokój, odjeżdżający pociąg i człowiek, który nagle zauważa, że czas nie czeka na zakończenie jego planów.
Ciekawostki
- Larkin wydał za życia tylko cztery główne tomy poetyckie, a mimo to został jednym z najważniejszych poetów powojennej Wielkiej Brytanii.
- Jego dwie powieści, „Jill” i „Zimowe królestwo”, ukazały się jeszcze przed największymi sukcesami poetyckimi.
- Był nie tylko miłośnikiem jazzu, lecz także zawodowym krytykiem płytowym „The Daily Telegraph”.
- W 1984 roku odmówił objęcia funkcji brytyjskiego poety laureata po śmierci Johna Betjemana.
- Posługując się pseudonimem Brunette Coleman, pisał w młodości utwory, których narratorką była kobieta.
- Choć uważał się za człowieka stojącego na uboczu, kierowana przez niego biblioteka należała do najbardziej nowoczesnych placówek akademickich w Europie.
Józef Michałek – Radio Awangarda
- Brytyjski poeta laureat (Poet Laureate) to poeta oficjalnie mianowany przez monarchę – na wniosek rządu – na honorowego reprezentanta brytyjskiej poezji.
Nie jest to urzędnik ani nadworny propagandysta. Poeta laureat może pisać utwory związane z ważnymi wydarzeniami państwowymi i królewskimi, takimi jak koronacje, jubileusze czy uroczystości narodowe, jednak nie ma formalnego obowiązku tworzenia wierszy na zamówienie. Jest raczej ambasadorem poezji i jedną z symbolicznych postaci brytyjskiego życia kulturalnego.
Dawniej funkcję pełniono dożywotnio, natomiast od 1999 roku kadencja trwa dziesięć lat. Od 2019 roku poetą laureatem jest Simon Armitage. Oficjalna informacja rządu brytyjskiego
Philipowi Larkinowi zaproponowano tę godność w 1984 roku, po śmierci Johna Betjemana, ale odmówił. Nie odpowiadały mu ani publiczna rola, ani związane z nią oczekiwania, a ponadto uważał, że jego okres największej aktywności twórczej już minął. Stanowisko przyjął następnie Ted Hughes. ↩︎
