Człowiek, którego drażniła brzydota
William Morris urodził się w 1834 roku w Walthamstow pod Londynem i mógł właściwie przeżyć życie człowieka bardzo zamożnego, spokojnego i przyzwoicie nudnego. Jego ojciec odniósł finansowy sukces, więc młody William nie musiał od początku walczyć o pieniądze. Zamiast jednak korzystać z wygodnego świata, zaczął się z nim kłócić. Drażniła go brzydota wytwarzana przez epokę przemysłową, tandetne przedmioty i praca, w której człowiek stawał się dodatkiem do maszyny. Na Oxfordzie poznał Edwarda Burne-Jonesa, z którym planował początkowo karierę duchowną, lecz obaj szybko uznali, że znacznie bardziej interesuje ich sztuka. Morris trafił do środowiska prerafaelitów, zetknął się z Dantem Gabrielem Rossettim, architekturą gotycką i średniowiecznym rzemiosłem – i właściwie już stamtąd nie wrócił. Nie chodziło mu jednak o przebieranie współczesności w średniowieczny kostium. Szukał świata, w którym rzecz piękna powstaje dlatego, że człowiek wykonujący ją rozumie swoją pracę i może być z niej dumny.
Dom jako mały manifest
W 1859 roku Morris poprosił przyjaciela, architekta Philipa Webba, o zaprojektowanie domu dla siebie i świeżo poślubionej Jane Burden. Powstał Red House, ukończony w 1860 roku – budynek tak różny od modnej wówczas architektury, że później uznano go za jeden z ważnych punktów wyjścia dla ruchu Arts and Crafts. Morris, Jane, Burne-Jones i ich przyjaciele urządzali wnętrza sami, projektując meble, hafty, malowidła i witraże. Problem był bardzo prosty: Morris nie potrafił znaleźć w sklepach rzeczy, które chciałby postawić we własnym domu. Rozwiązanie okazało się dość bezczelne – skoro rynek produkuje rzeczy brzydkie, trzeba zacząć produkować lepsze. W 1861 roku powstała firma Morris, Marshall, Faulkner & Co., późniejsze Morris & Co. To właśnie stamtąd wyszły tapety, tkaniny, meble, witraże i wzory, które po ponad 150 latach nadal potrafią wyglądać zadziwiająco świeżo.
Kwiaty, które były czymś więcej niż dekoracją
Najbardziej rozpoznawalne wzory Morrisa pełne są liści, pnączy, kwiatów i ptaków. Tyle że nie były próbą fotograficznego kopiowania przyrody. Morris porządkował naturę rytmem, budował z niej ornament, w którym pozorny chaos ogrodu podporządkowany jest geometrii. Zaprojektował ponad 50 wzorów tapet, a takie motywy jak „Trellis”, „Acanthus”, „Willow Bough” czy słynny „Strawberry Thief” weszły do historii wzornictwa. I tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii, ponieważ dla Morrisa estetyka nigdy nie była tylko sprawą gustu. Uważał, że otaczanie ludzi tandetą oraz odbieranie im satysfakcji z dobrze wykonanej pracy jest również problemem społecznym. Piękno miało należeć do codzienności, a nie być luksusem zamkniętym w salonach bogaczy. Ironia polegała na tym, że ręcznie wykonywane produkty Morris & Co. były drogie i często właśnie bogaci mogli sobie na nie pozwolić – sprzeczność, której sam Morris był świadomy.
Socjalista z pięknie urządzonym domem
W latach 80. XIX wieku jego krytyka industrialnego społeczeństwa przybrała wyraźnie polityczną postać. Morris zaangażował się w brytyjski ruch socjalistyczny, występował publicznie, pisał artykuły, uczestniczył w demonstracjach, a po konflikcie z Social Democratic Federation współtworzył w 1884 roku Socialist League. Nie porzucił przy tym projektowania ani własnej firmy. W jego myśleniu sztuka, praca i organizacja społeczeństwa były częściami tego samego problemu: jeżeli człowiek większą część życia spędza przy pracy, to sposób, w jaki pracuje, współdecyduje o jakości jego życia. Literackim rozwinięciem tych przekonań stała się utopijna powieść „Wieści znikąd”, publikowana od 1890 roku, w której Morris wyobrażał sobie społeczeństwo bez przemysłowego wyzysku i pracy pozbawionej sensu. Nie tyle projektował gotowy ustrój, ile pytał, czy postęp rzeczywiście jest postępem, jeżeli w jego wyniku człowiek przestaje lubić to, co robi.



Książka, która miała być przedmiotem pięknym
Pod koniec życia Morris wrócił do fascynacji, która towarzyszyła mu od młodości – dawnych rękopisów i druków. W 1891 roku założył Kelmscott Press. Projektował kroje pisma, inicjały, ornamenty, marginesy, dobierał papier i pilnował sposobu rozmieszczenia tekstu. Książka nie miała być dla niego jedynie pojemnikiem na słowa. Miała być przedmiotem, którego forma współgra z treścią. Najsłynniejszym dziełem oficyny stało się monumentalne wydanie dzieł Geoffreya Chaucera z 1896 roku, przygotowane wspólnie z Burne-Jonesem. Morris zmarł 3 października tego samego roku, mając 62 lata. Pozostawił po sobie coś znacznie większego niż charakterystyczny wzór tapety: przekonanie, że projektowanie przedmiotów, organizacja pracy, architektura, natura i jakość codziennego życia są ze sobą nierozerwalnie związane. I właśnie dlatego człowiek z XIX wieku brzmi chwilami zaskakująco jak ktoś prowadzący współczesną dyskusję o masowej produkcji, fast fashion, automatyzacji i sensie pracy.



Dlaczego warto o nim pamiętać?
Bo William Morris połączył rzeczy, które zwykle rozdzielamy: sztukę i ekonomię, piękno i pracę, projektowanie i odpowiedzialność społeczną. Nie wszystkie jego odpowiedzi przetrwały próbę czasu, a jego własna działalność była pełna paradoksów, lecz pytanie pozostało znakomite: po co produkujemy coraz więcej, jeżeli otaczają nas przedmioty, których nie lubimy, a ludzie wykonują pracę, której nie znoszą?
Może właśnie dlatego warto dziś wrócić do Morrisa – nie po to, by urządzić sobie salon w stylu wiktoriańskim, lecz żeby zastanowić się, czy „postęp” bez jakości życia rzeczywiście zasługuje na tę nazwę.

Ciekawostki
- Morris początkowo przygotowywał się na Oxfordzie do kariery duchownego, ale porzucił ten pomysł na rzecz sztuki i projektowania.
- Red House zaprojektował dla niego Philip Webb, a dom stał się swoistym laboratorium idei, z których wyrósł później ruch Arts and Crafts.
- Pierwsza tapeta Morrisa, „Trellis”, powstała w 1862 roku, a inspiracją była krata porośnięta różami w ogrodzie Red House.
- Morris nie odrzucał mechanizacji bezwarunkowo. Sprzeciwiał się przede wszystkim takiemu podziałowi pracy, który odbierał wykonawcy związek z gotowym dziełem.
- Kelmscott Press powstała dopiero w 1891 roku, kiedy Morris miał ponad pięćdziesiąt lat. Oficyna stała się jednym z najważniejszych przedsięwzięć w historii nowoczesnej sztuki książki.
- W 1891 roku Morris odrzucił możliwość objęcia funkcji Poet Laureate po śmierci Alfreda Tennysona.
Józef Michałek – Radioawangarda
