Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Pochwała mądrego wątpienia – dlaczego Erazm drażnił wszystkich

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Erazm z Rotterdamu – człowiek, który nie chciał maszerować w żadnym szeregu

Nie każda epoka lubi ludzi, którzy zamiast opowiedzieć się po jednej ze stron, najpierw proszą obie, aby mówiły nieco ciszej. Erazm z Rotterdamu miał właśnie tę irytującą cechę. Kiedy jedni domagali się bezwzględnego posłuszeństwa Kościołowi, a drudzy zaczynali rozbijać jego jedność młotem reformacji, on wolał otworzyć książkę, sprawdzić źródła i zapytać, czy przypadkiem wszyscy nie pomylili gorliwości z mądrością.

Urodził się prawdopodobnie pod koniec lat sześćdziesiątych XV wieku w Rotterdamie jako nieślubny syn duchownego. Dokładny rok jego narodzin pozostaje niepewny, choć sam dzień tradycyjnie wskazuje się na 28 października. Wcześnie stracił rodziców, trafił pod opiekę niezbyt czułych opiekunów, a następnie do klasztoru kanoników regularnych w Steyn. Nie był to jednak człowiek stworzony do życia wyznaczanego dzwonem, regulaminem i cudzym wyobrażeniem o posłuszeństwie. Przyjął święcenia kapłańskie, lecz coraz wyraźniej ciągnęło go nie do kościelnej kariery, ale do książek, języków i podróży.

Europa była jego gabinetem

Erazm wędrował między Paryżem, Anglią, Italią, Niderlandami i Bazyleą, jakby już pięćset lat temu uznał, że intelektualista nie powinien pozwalać, aby granice państw wyznaczały granice jego myślenia. Poznawał uczonych, duchownych, wydawców i ludzi władzy, a korespondencję prowadził na skalę, która dziś wymagałaby osobnego serwera.

Nie miał stałego uniwersyteckiego stanowiska, dworu ani instytucji, która mogłaby go sobie całkowicie podporządkować. Jego prawdziwym miejscem pracy stały się drukarnie, szczególnie oficyny w Bazylei, ponieważ Erazm jako jeden z pierwszych europejskich intelektualistów zrozumiał, że druk może być potężniejszy niż ambona. Dzięki książkom nie trzeba było zdobywać jednego miasta ani przekonywać jednego księcia. Można było od razu rozmawiać z całą Europą.

Najbardziej znanym owocem jego talentu literackiego stała się „Pochwała głupoty”, napisana około 1509 roku i po raz pierwszy wydana dwa lata później. Głupota przemawia w niej we własnym imieniu, chwali swoje zasługi i mimochodem odsłania próżność uczonych, obłudę duchownych, śmieszność władców oraz ludzką skłonność do zachwycania się samym sobą. Erazm nie walił pięścią w stół. Wolał podsunąć czytelnikowi lustro, po czym z niewinną miną obserwować, kiedy ten rozpozna w nim własną twarz.

Jego ironia nie służyła jednak niszczeniu ludzi, lecz poprawianiu świata. To istotna różnica, szczególnie dziś, kiedy satyra zbyt często staje się elegancko opakowaną pogardą.

Do źródeł, czyli rewolucja bez barykad

Humanizm Erazma opierał się na zasadzie ad fontes – powrotu do źródeł. Nie wystarczało mu powtarzanie komentarzy do komentarzy, które przez stulecia narastały wokół dawnych tekstów. Chciał czytać autorów starożytnych w oryginale, porównywać rękopisy i sprawdzać, czy tradycyjne interpretacje naprawdę wynikają z tekstu, czy tylko z przyzwyczajenia.

W 1516 roku w oficynie Johanna Frobena w Bazylei ukazało się jego „Novum Instrumentum omne” – wydanie Nowego Testamentu zawierające grecki tekst, poprawiony przekład łaciński oraz obszerne komentarze. Publikacja miała błędy, ponieważ przygotowano ją w wielkim pośpiechu, lecz mimo to stała się kamieniem milowym europejskiej filologii i biblistyki. Erazm pokazał, że tekst religijny również można badać za pomocą języka, porównania źródeł i krytycznego namysłu.

Brzmi dziś zwyczajnie, ale w XVI wieku było to przedsięwzięcie odważne. Erazm nie podważał wiary – podważał ludzką pewność, że każda odziedziczona interpretacja musi być nieomylna.

Między Lutrem a Kościołem

Kiedy w 1517 roku wystąpienie Marcina Lutra rozpoczęło reformacyjny wstrząs, wielu uważało, że Erazm powinien stanąć po stronie buntowników. Przecież od lat krytykował zepsucie duchowieństwa, handel kościelnymi godnościami, jałowe spory teologów i religijność ograniczoną do ceremonii. Tyle że Erazm nie chciał reformy prowadzonej przez przemoc, fanatyzm i wzajemne przekleństwa.

Rozumiał część zarzutów Lutra, lecz odrzucał jego bezkompromisowość. W 1524 roku opublikował rozprawę „O wolnej woli”, broniąc przekonania, że człowiek nie jest całkowicie bezradnym narzędziem w rękach przeznaczenia. Luter odpowiedział dziełem „O niewolnej woli”, a spór obu autorów stał się jednym z najważniejszych starć intelektualnych reformacji.

I tu zaczyna się najciekawsze. Erazm nie przeszedł ani do obozu Lutra, ani do grona bezkrytycznych obrońców Rzymu. Pragnął reformować Kościół od środka, zachowując jego jedność, a równocześnie pozostawał nieufny wobec ludzi, którzy na każde trudne pytanie odpowiadali nowym dogmatem.

Ostatecznie drażnił więc wszystkich. Dla części katolików był podejrzanym wichrzycielem, dla reformatorów – tchórzem, który nie miał odwagi wyciągnąć wniosków z własnej krytyki. W rzeczywistości jego odwaga polegała na odmowie wstąpienia do którejkolwiek armii.

Człowiek można wychować do mądrości

Erazm wierzył, że człowieka kształtuje przede wszystkim wychowanie. Pisał podręczniki, traktaty pedagogiczne, dialogi i zbiory sentencji, a edukację traktował nie jako dekorację dla zamożnych, lecz jako najlepsze narzędzie naprawiania społeczeństwa. Uważał, że władca powinien być przygotowywany do służby wspólnocie, a nie do zaspokajania własnej ambicji. Wojny uważał za katastrofę powodowaną najczęściej pychą monarchów, za którą płacą ludzie niemający wpływu na ich decyzje.

W „Skardze pokoju” pozwolił przemówić samemu Pokojowi, wygnanemu przez chrześcijańskie narody, które deklarowały miłość bliźniego, a jednocześnie z godną podziwu sprawnością urządzały sobie rzezie. Jest w tym pewien paradoks: Erazm żył w świecie coraz bardziej rozdzieranym przez konflikty religijne, lecz do końca wierzył, że rozmowa, edukacja i umiarkowanie mogą być skuteczniejsze niż przemoc.

Zmarł 12 lipca 1536 roku w Bazylei. Pozostał członkiem Kościoła katolickiego, choć pochowano go w tamtejszej katedrze, znajdującej się już w rękach protestantów. Nawet jego pogrzeb wyglądał więc jak symbol całego życia – człowieka stojącego między zwaśnionymi światami, którego żadna ze stron nie potrafiła w pełni uznać za swojego.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Erazm z Rotterdamu przypomina, że umiarkowanie nie musi oznaczać braku charakteru, a niechęć do fanatyzmu nie jest tym samym co obojętność. Można krytykować instytucję, nie pragnąc jej zniszczenia. Można wierzyć, nie rezygnując z rozumu. Można także nie zgadzać się z człowiekiem bez natychmiastowego uznawania go za wroga.

Być może właśnie dlatego Erazm pozostaje tak współczesny. Żyjemy przecież w epoce, która ponownie domaga się jasnych deklaracji, szybkich sądów i przynależności do obozu. On odpowiedziałby zapewne, że prawda rzadko maszeruje w zwartym szeregu, a człowiek najgłośniej przekonany o własnej nieomylności powinien czym prędzej przeczytać „Pochwałę głupoty” – najlepiej od początku i bez pomijania fragmentów o sobie.

Ciekawostki

  • Imię „Desiderius Erasmus” nie było jego pierwotnym imieniem w dzisiejszym rozumieniu – uczony sam ukształtował swoją zlatynizowaną tożsamość, zgodnie z obyczajem renesansowych humanistów.
  • Łacińskie przysłowie Dulce bellum inexpertis, popularyzowane przez Erazma, znaczy: „Wojna jest słodka dla tych, którzy jej nie doświadczyli”.
  • „Pochwałę głupoty” zadedykował Tomaszowi Morusowi, swojemu przyjacielowi; łaciński tytuł utworu zawiera grę słów z nazwiskiem More.
  • Słynne portrety Erazma namalował Hans Holbein Młodszy. Wizerunki te powielano i przesyłano jego korespondentom, były więc czymś w rodzaju renesansowej fotografii autorskiej.
  • Program wymiany studenckiej Erasmus został nazwany na jego cześć, ponieważ uczony podróżował po Europie, pracował w różnych ośrodkach i reprezentował ponadnarodową kulturę nauki.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze