Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Polszczyzna na kozetce u Miodka

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Kiedy język przestaje być tablicą z zakazami

Na ekranie pojawia się człowiek, który mógłby mówić o fleksji tak, że zwiędłyby paprotki w promieniu trzech kilometrów. A jednak Jan Miodek zrobił coś znacznie ciekawszego: pokazał, że język polski nie jest gabinetem tortur dla uczniów, tylko żywym organizmem, który oddycha, potyka się, stroi miny i czasem wchodzi do tramwaju bez biletu. Urodzony 7 czerwca 1946 roku w Tarnowskich Górach, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, przez dekady związany z tą uczelnią, przeszedł klasyczną drogę akademicką: doktorat, habilitacja, profesura. Tylko że zamiast zamknąć się w wieży z kości słoniowej, zszedł między ludzi, gdzie przecinki cierpią najbardziej.

Norma, czyli nie bat, lecz kompas

Największy urok Miodka polega na tym, że reprezentuje normę językową bez policyjnego gwizdka. Owszem, potrafi powiedzieć, że coś jest niepoprawne, niezgrabne albo niefortunne, ale robi to tak, jakby ratował słowo przed niepotrzebnym upadkiem, a nie człowieka przed potępieniem. To bardzo rzadka umiejętność, bo w Polsce poprawność językowa bywała traktowana jak egzamin z obywatelskiej godności: powiesz „wziąść” i już, symbolicznie, siedzisz w kącie. Miodek zaproponował coś lepszego: zamiast wstydu – ciekawość; zamiast karcenia – wyjaśnienie; zamiast groźnej miny – etymologię, która nagle robi się bardziej sensacyjna niż niejeden serial kryminalny.

Telewizja jako poradnia dla zbłąkanych zdań

„Ojczyzna polszczyzna”, „Profesor Miodek odpowiada”, „Polska z Miodkiem” i „Słownik polsko@polski” sprawiły, że językoznawca stał się kimś w rodzaju domowego konsultanta od niepokoju gramatycznego. Programy te funkcjonowały przez lata jako publiczna poradnia dla ludzi, którzy czuli, że język im się wymyka: raz przez anglicyzmy, raz przez urzędniczą mgłę, raz przez własne dzieci mówiące tak, jakby polszczyzna przeszła aktualizację bez zgody rodziców. I tu właśnie Miodek był najciekawszy: nie udawał, że język da się zakonserwować w słoiku. Wiedział, że polszczyzna się zmienia, ale przypominał, że zmiana nie musi oznaczać chaosu.

Człowiek od słów, które mają biografię

W książkach takich jak „Słownik ojczyzny polszczyzny” czy „Polszczyzna. 200 felietonów o języku” Miodek pokazuje, że słowa nie są martwymi cegłami. Mają pochodzenie, ambicje, kompleksy i rodzinne koligacje. Jedne awansują, drugie się starzeją, trzecie przychodzą z ulicy i nagle rozsiadają się w salonie, ku zgorszeniu eleganckich ciotek normatywności. „Słownik ojczyzny polszczyzny” nie jest zwykłym katalogiem form poprawnych, lecz autorskim komentarzem do mechanizmów języka, błędów, wymowy, akcentowania, nazw własnych i stylu. Czyli trochę encyklopedia, trochę poradnik, trochę rozmowa z kimś, kto zamiast mówić „tak ma być”, cierpliwie tłumaczy, dlaczego tak właściwie bywa.

5 ciekawostek, które warto znać

  • Jan Miodek pracował naukowo na Uniwersytecie Wrocławskim w latach 1968-2016; stopień doktora uzyskał w 1973 roku, habilitację w 1983, a tytuł profesora nauk humanistycznych w 1995 roku.
  • Od listopada 1968 roku do grudnia 2020 roku prowadził cotygodniową rubrykę „Rzecz o języku” we wrocławskim „Słowie Polskim”, później w „Gazecie Wrocławskiej”.
  • Był członkiem Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN w kolejnych kadencjach, co oznacza, że jego wpływ na publiczne myślenie o normie językowej nie ograniczał się do telewizji i felietonów.
  • Uniwersytet Opolski nadał mu doktorat honoris causa 10 marca 2006 roku, a później tytuł doktora honorowego przyznał mu także Uniwersytet Rzeszowski.
  • W roku akademickim 2023/2024 został laureatem Wrocławskiej Nagrody Naukowej, razem z prof. Grażyną Pstrokońską-Nawratil.
Jan Miodek z żoną

Dlaczego Miodek jest nam nadal potrzebny

Miodek jest ważny nie dlatego, że wie, gdzie postawić przecinek. To potrafi też niejeden program komputerowy, choć czasem robi to z wdziękiem automatu do biletów. Ważny jest dlatego, że przywrócił rozmowie o języku ludzki wymiar. Pokazał, że polszczyzna nie jest świętym relikwiarzem, którego wolno dotykać wyłącznie w białych rękawiczkach, lecz wspólnym narzędziem myślenia, spierania się, kochania, narzekania i pisania urzędowych pism, po których człowiek potrzebuje herbaty z melisą. W świecie, w którym komunikacja coraz częściej skraca się do skrótów, emotikonów i komunikatów brzmiących jak instrukcja montażu krzesła, postawa Miodka przypomina rzecz prostą: język nie musi być doskonały, ale powinien być świadomy. Bo kiedy przestajemy rozumieć własne słowa, zaczynamy myśleć cudzym hałasem.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze