Witold Gombrowicz – pisarz, który wypowiedział wojnę cudzym minom
Witold Gombrowicz nie ufał ludziom, którzy zbyt dobrze wiedzieli, kim są. Podejrzewał – chyba słusznie – że za każdą poważną miną kryje się trochę teatru, a pod eleganckim kostiumem dojrzałości nadal wierci się ktoś niepewny, zależny od spojrzeń innych i rozpaczliwie pilnujący własnej pozycji. Gombrowicz uczynił z Formy, „gęby” i niedojrzałości wielki temat literatury, choć zaczynał dość zwyczajnie: urodził się 4 sierpnia 1904 roku w Małoszycach, dorastał w rodzinie ziemiańskiej, ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim i przez pewien czas studiował w Paryżu. Tyle że zwyczajność szybko zaczęła go uwierać.
Człowiek, którego ciągle próbowano uformować
W 1933 roku wydał zbiór opowiadań „Pamiętnik z okresu dojrzewania”, przyjęty przez część krytyków z protekcjonalnym rozbawieniem. Cztery lata później odpowiedział „Ferdydurke” – powieścią, w której trzydziestoletni Józio zostaje wepchnięty z powrotem do szkoły i potraktowany jak chłopiec. Brzmi absurdalnie, lecz właśnie w tym absurdzie Gombrowicz zobaczył mechanizm całkiem realny: inni bezustannie narzucają nam role, miny i sposoby zachowania, a my robimy dokładnie to samo im. Nauczyciel produkuje ucznia, inteligent – prostaka, patriota – zdrajcę, a człowiek „dojrzały” potrzebuje kogoś, kogo będzie mógł pouczyć.
Nie chciał więc pisać powieści grzecznych, dobrze wychowanych i gotowych do postawienia na narodowej półce. Drażnił go patos, zbiorowe pozy oraz przekonanie, że polskość należy wyłącznie czcić. Gombrowicz nie odrzucał Polski – odmawiał jedynie klękania przed jej własnym wyobrażeniem o sobie. Dlatego jego ironia tak często boli: nie jest dowcipem opowiedzianym z bezpiecznej odległości, lecz igłą wbitą dokładnie tam, gdzie zaczynamy być najbardziej uroczystą wersją samych siebie.

Rejs, który miał trwać krótko, a zabrał dwadzieścia cztery lata
29 lipca 1939 roku wypłynął z Gdyni do Argentyny na pokładzie statku „Chrobry”. Do Buenos Aires dotarł 20 sierpnia; kilka dni później statek odpłynął, a nad Europą wisiała już wojna. Gombrowicz został. Nie miał przygotowanego planu emigracji, nie znał hiszpańskiego i przez lata żył bardzo skromnie, czasem niemal w nędzy. W latach 1947-1955 pracował w Banco Polaco, choć bankowa regularność była dla niego zapewne szczególną odmianą metafizycznej kary.
I tu zaczyna się historia, której nie wymyśliłby nawet autor „Ferdydurke”. Hiszpański przekład tej powieści powstawał zbiorowo w kawiarni Rex, wśród sporów, żartów i językowych eksperymentów. W Argentynie napisał również „Ślub”, „Trans-Atlantyk” i „Pornografię”, a od 1953 roku publikował w paryskiej „Kulturze” swój „Dziennik”. Rozpoczął go ostentacyjnym „Poniedziałek – ja. Wtorek – ja”, jakby chciał uprzedzić czytelnika, że nie zamierza udawać bezosobowego mędrca. U Gombrowicza „ja” nie było próżnością, lecz laboratorium, w którym badał człowieka uwikłanego w naród, kulturę, ciało i cudzą obecność.



Z Argentyny do Europy, czyli spóźnione uznanie
W 1963 roku, po dwudziestu czterech latach, opuścił Argentynę dzięki stypendium umożliwiającemu pobyt w Berlinie Zachodnim. Rok później zamieszkał we Francji, a następnie w Vence, razem z Ritą Labrosse. Jego twórczość zaczynała już zdobywać międzynarodowe uznanie. „Kosmos”, powieść o rozpaczliwym tworzeniu porządku z przypadkowych znaków, otrzymał w 1967 roku Międzynarodową Nagrodę Literacką Prix Formentor. Czterokrotnie zgłaszano go także do Literackiej Nagrody Nobla, lecz tej już nie otrzymał. Zmarł w nocy z 24 na 25 lipca 1969 roku.
Został po nim pisarz, którego szkoła zdołała częściowo „upupić”, zamieniając jego bunt w zestaw terminów do zapamiętania. To ironia niemal doskonała. Gombrowicz pozostaje jednak wyjątkowo żywy, ponieważ przypomina, że człowiek nigdy nie jest gotowy raz na zawsze, a każda pewność siebie może się okazać dobrze wyćwiczoną miną. Czytając go, trudno zachować niewinność. Jeszcze trudniej zachować powagę – zwłaszcza własną.

Ciekawostki
- Pierwszy zbiór opowiadań Gombrowicza nosił tytuł „Pamiętnik z okresu dojrzewania”. Rozszerzone wydanie nazwał później „Bakakaj” – od ulicy Bacacay w Buenos Aires, przy której przez pewien czas mieszkał.
- Powieść „Opętani” publikował w 1939 roku w odcinkach pod pseudonimem Z. Niewieski, jakby sam nie był do końca pewien, czy chce się do tej „powieści dla kucharek” przyznać.
- Hiszpański przekład „Ferdydurke” powstawał przy stoliku w kawiarni Rex. W pracach uczestniczyła grupa argentyńskich i kubańskich literatów, a tłumaczenie chwilami przypominało wielogłosowy eksperyment bardziej niż spokojną pracę filologiczną.
- Archiwum Gombrowicza, obejmujące rękopisy, korespondencję i dokumenty z ostatnich dwóch dekad jego życia, znajduje się w Beinecke Rare Book and Manuscript Library na Uniwersytecie Yale.
Józef Michałek – Radio Awangarda
