Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Rivers: psychiatra między imperium a sumieniem

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Gabinet, w którym wojna musiała mówić

Zanim wojna nauczyła Europę liczyć rannych w milionach, William Halse Rivers zrozumiał coś znacznie trudniejszego: że człowiek może wrócić z frontu cały na ciele, a jednak roztrzaskany w środku. W takim właśnie świecie pojawia się William Halse Rivers Rivers – lekarz, neurolog, psycholog, antropolog i człowiek o nazwisku tak podwójnym, jakby już metryka chciała zapowiedzieć jego niepokojącą wielowymiarowość. Urodzony w 1864 roku, zmarły w 1922, przeszedł przez naukę jak ktoś, kto nie potrafił usiedzieć w jednej szufladzie: medycyna, psychologia eksperymentalna, antropologia, leczenie traum wojennych. I bardzo dobrze, bo szuflady są przydatne na skarpety, niekoniecznie na człowieka. Rivers zrozumiał coś, co wielu wojskowych i lekarzy epoki traktowało jak herezję: żołnierz, który się załamuje, nie musi być tchórzem. Może być człowiekiem, któremu rzeczywistość właśnie roztrzaskała układ nerwowy o kant historii.

Antropolog z notatnikiem i niepokojem

Zanim Rivers stał się figurą z opowieści o traumie wojennej, był uczestnikiem wielkiej wyprawy badawczej do Cieśniny Torresa w 1898 roku, a później prowadził badania m.in. w Melanezji. To ważne, bo nie był wyłącznie panem od gabinetowego „proszę opowiedzieć o dzieciństwie”, lecz badaczem, który próbował mierzyć percepcję, relacje społeczne, pokrewieństwo, zwyczaje i mentalność ludzi w terenie. Brzmi szlachetnie, ale tu trzeba włączyć małą lampkę ostrzegawczą, najlepiej czerwoną i lekko migającą. Jego antropologia powstawała w epoce imperium, czyli w czasie, gdy Europejczycy często badali innych ludzi z taką pewnością siebie, jakby Stwórca zostawił im w spadku notes, linijkę i mandat do objaśniania świata. A jednak Rivers wniósł do antropologii coś trwałego: precyzyjniejsze metody zbierania danych o pokrewieństwie i organizacji społecznej, zwłaszcza w nurcie tzw. metody genealogicznej.

Craiglockhart, czyli terapia zamiast wojskowego gwizdka

Najmocniej zapamiętano go jednak dzięki pracy z żołnierzami cierpiącymi na tzw. shell shock, czyli traumę wojenną po doświadczeniach I wojny światowej. Rivers pracował m.in. w szpitalu Craiglockhart, gdzie leczono oficerów z zaburzeniami pourazowymi. W epoce, w której reakcją na psychiczną ruinę bywały brutalność, zawstydzanie albo dyscyplinująca pogarda, Rivers robił rzecz niemal wywrotową: słuchał. Zachęcał pacjentów do mówienia o lęku, wspomnieniach, koszmarach i rozpadzie wewnętrznym. Nie był cudotwórcą, nie wyłączył wojny jednym empatycznym zdaniem, nie zamienił okopów w sanatorium dla duszy. Ale przesunął granicę: od moralnego osądu do rozumienia psychicznej rany. Jego relacja z poetą Siegfriedem Sassoonem stała się później jednym z najbardziej znanych przykładów spotkania medycyny, literatury i wojennego sumienia.

Publikacje bez polskiego adresu

Rivers pisał dużo, a jego dorobek pokazuje umysł, który nie znał dzisiejszej obsesji specjalizacji, tej akademickiej sztuki zamykania się w coraz mniejszym pokoju i nazywania tego głębią. Wśród jego ważnych prac są m.in. The Todas, Kinship and Social Organisation, The History of Melanesian Society, Instinct and the Unconscious oraz Conflict and Dream. O ile udało się sprawdzić, nie mają one polskich wydań, stąd ich oryginalne tytuły, raczej nie jako uzupełnienie informacji. Ich znaczenie polega dziś nie na tym, że wszystko przetrwało próbę czasu bez zadrapań – bo nie przetrwało – lecz na tym, że Rivers próbował połączyć ciało, kulturę, instynkt, pamięć, sen i uraz psychiczny w jedną mapę człowieka. A to, przyznajmy, ambitniejsze niż kolejny specjalista od jednego przecinka w przypisie do przypisu.

5 ciekawostek, czyli Rivers w pięciu bocznych drzwiach

  • Jego pełne nazwisko brzmiało William Halse Rivers Rivers – powtórzenie „Rivers” nie jest błędem kopisty po trzeciej kawie, lecz faktem biograficznym.
  • Według noty Royal College of Physicians pochodził z rodziny łączonej z marynarzem Williamem Riversem.
  • W archiwach zachowały się materiały z wyprawy do Cieśniny Torresa, w tym dziecięce rysunki zebrane podczas ekspedycji z lat 1898-1899.
  • Był członkiem Royal Society od 1908 roku, a w 1915 roku otrzymał Royal Medal – czyli nie był tylko romantycznym lekarzem poetów, ale naukowcem o bardzo poważnej pozycji instytucjonalnej.
  • Do współczesnej wyobraźni wrócił mocno dzięki trylogii Regeneration Pat Barker, gdzie jego praca z Sassoonem została wpisana w literacką opowieść o wojnie, traumie i sumieniu.

Najcichszy radykał w białym fartuchu

Rivers jest ciekawy właśnie dlatego, że nie pasuje do jednej gablotki. Był człowiekiem swojej epoki, a więc niósł także jej ograniczenia: kolonialny sposób patrzenia, wiarę w klasyfikacje, naukową pewność, która dziś czasem trzeszczy jak stare krzesło w muzeum. Ale jednocześnie wyprzedzał własny czas, bo traktował psychiczne cierpienie nie jako defekt honoru, lecz jako zrozumiałą reakcję organizmu i pamięci. W tym sensie był jednym z tych badaczy, którzy nie burzą świata krzykiem, tylko cichą zmianą pytania. Nie pytał: „Dlaczego ten człowiek jest słaby?”. Pytał raczej: „Co mu się stało?”. A to jest różnica między cywilizacją pałki a cywilizacją rozmowy. Niby drobiazg. Tylko od takich drobiazgów zaczyna się czasem koniec barbarzyństwa.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze