Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Saint-Simon: prorok fabryk, nauki i dobrze zorganizowanej naiwności

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Człowiek z rodowodem, który nie chciał już mieszkać w przeszłości

Na początku mamy scenę niemal teatralną: francuski arystokrata, potomek starego rodu, patrzy na Europę po rewolucji i dochodzi do wniosku, że cała ta dekoracja — trony, herbowe zaszczyty, ceremonie i nadęte mundury — zaczyna przypominać kostium balowy noszony po pożarze domu. Claude Henri de Rouvroy, hrabia de Saint-Simon, urodzony w 1760 roku w Paryżu, należał do świata, który miał elegancję, maniery i coraz mniej uzasadnienia. Służył młodo w wojsku, brał udział po stronie amerykańskich kolonii w wojnie o niepodległość, a potem wrócił do Francji, gdzie historia przyspieszyła tak gwałtownie, że nawet dobrze urodzeni panowie musieli zacząć myśleć, a to bywało dla nich doświadczeniem niemal rewolucyjnym.

Fabryka zamiast pałacu, laboratorium zamiast ambony

Saint-Simon nie był socjalistą w późniejszym, marksowskim sensie; nie siedział z kalkulatorem walki klas, nie projektował dyktatury proletariatu i nie miał jeszcze tej ponurej wiary, że historia lubi chodzić w wojskowych butach. Jego obsesja była inna: społeczeństwo powinno być urządzone przez tych, którzy coś wytwarzają, badają, organizują i ulepszają. W centrum jego myślenia stali uczeni, inżynierowie, przemysłowcy, robotnicy, bankierzy, technicy — cała ta dziwna orkiestra nowoczesności, która miała zastąpić pasożytniczą arystokrację oraz militarny kult chwały. Brzmi rozsądnie? Owszem. Brzmi niebezpiecznie? Także. Bo kiedy filozof mówi: „oddajmy władzę kompetentnym”, natychmiast pojawia się pytanie, kto wystawi certyfikat kompetencji i czy nie będzie miał kuzyna w komisji.

Prorok nowoczesności, czyli kłopotliwy dziadek technokracji

Najciekawsze u Saint-Simona jest to, że widział przyszłość zaskakująco ostro, choć czasem przez okulary własnych złudzeń. Przewidywał znaczenie industrializacji, nauki, organizacji pracy i międzynarodowej współpracy; chciał, aby Europa przestała być polem bitew, a stała się stowarzyszeniem państw, które rozwiązują problemy, zamiast pielęgnować je z patriotycznym namaszczeniem. W tym sensie był jednym z patronów nowoczesnego myślenia o społeczeństwie jako systemie: trochę fabryce, trochę laboratorium, trochę organizmie. Jego pomysły wpłynęły później między innymi na Augusta Comte’a, z którym współpracował, zanim — jak to zwykle bywa w historii idei — wielkie umysły zaczęły sobie przeszkadzać w tym samym pokoju.

Nowe chrześcijaństwo, czyli religia z instrukcją społeczną

Pod koniec życia Saint-Simon napisał „Nowe chrześcijaństwo”, w którym próbował oczyścić religię z dogmatycznego nadmiaru i sprowadzić ją do jednego zasadniczego zadania: poprawy losu najuboższych. Nie była to teologia dla mistyków pachnących kadzidłem, lecz raczej program społeczny ubrany w język religijny. Można się uśmiechnąć, bo oto arystokrata, były spekulant ziemią i człowiek salonów poucza świat o ubogich. Ale byłby to uśmiech zbyt łatwy. Saint-Simon naprawdę przesunął pytanie z „kto ma prawo rządzić?” na „komu rządy mają służyć?”. A to już nie jest drobiazg. To jest intelektualny kamień w bucie każdej epoki, która uwielbia mówić o postępie, ale woli nie sprawdzać, kto po tym postępie sprząta.

Pięć ciekawostek, które każą spojrzeć na niego uważniej

  • Saint-Simon w swoim pierwszym ważnym tekście, „Listy mieszkańca Genewy do współczesnych”, proponował coś w rodzaju świeckiego kultu nauki, z Newtonem jako symboliczną figurą porządku intelektualnego. To brzmi jak fanclub fizyki, który wymknął się spod kontroli, ale pokazuje skalę jego wiary w uczonych.
  • W 1823 roku próbował popełnić samobójstwo; przeżył, ale stracił wzrok w jednym oku. Biografia filozofa społecznego rzadko bywa tak brutalnie nieporządna, jak jego własne projekty uporządkowania świata.
  • W Polsce jego pisma ukazały się jako dwutomowe „Pisma wybrane” w przekładzie Stanisława Antoszczuka, wydane w Warszawie w 1968 roku. To najbezpieczniejszy punkt odniesienia, gdy chcemy mówić o Saint-Simonie po polsku bez bibliograficznej fantazji.
  • Po śmierci Saint-Simona jego uczniowie stworzyli ruch saintsimonistyczny, który poszedł dalej niż sam mistrz: w stronę religii społecznej, emancypacji kobiet, planowania gospodarczego i wielkich projektów modernizacyjnych. Jak zwykle: nauczyciel rzucił iskrę, a uczniowie postanowili rozpalić z niej małą cywilizacyjną hutę.
  • Saint-Simon chciał, by miejsce dawnych elit zajęli ludzie „produktywni”: uczeni, inżynierowie, przemysłowcy i organizatorzy pracy. To jedna z najwcześniejszych intuicji, że nowoczesnością nie będzie rządził herb, lecz kompetencja — choć historia później pokazała, że kompetencja bez sumienia też potrafi mieć bardzo zimne ręce.

Dziedzictwo: między wizją a ostrzeżeniem

Saint-Simon jest fascynujący właśnie dlatego, że nie da się go wygodnie postawić ani na cokole, ani w kącie dla naiwnych utopistów. Miał wielkie przeczucie, że świat arystokratyczno-wojskowy się kończy, a nadchodzi epoka organizacji, nauki, przemysłu i wielkich systemów. Ale miał też typową dla proroków wadę: za bardzo ufał, że jeśli świat oddamy rozumnym ludziom, to oni będą działać rozumnie. Cóż, historia XX i XXI wieku uprzejmie zgłasza poprawkę: rozum bez kontroli społecznej bywa tylko elegantszą formą pychy. Saint-Simon zostaje więc patronem zarówno nadziei, jak i przestrogi. Uczy, że przyszłość trzeba projektować odważnie, ale z ręką na hamulcu — bo każda utopia, gdy dostanie budżet, pieczątkę i departament wdrożeń, zaczyna mówić tonem urzędnika.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze