Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Pod skórą – osobista podróż po ludzkość

Więcej od tego autora

Czas czytania: 3 minuty

Ciemność, która pochłania

Jonathan Glazer zrobił film, który trudno opowiedzieć. I chyba nie trzeba. Pod skórą to raczej przeżycie niż opowieść, rodzaj szeptu skierowanego w stronę naszych lęków i fascynacji. Pamiętam doskonale, jak siedząc w ciemnej sali, poczułem się jak we śnie – dźwięk, światło, chłód obrazu – to wszystko mnie pochłonęło. Glazer nie zaprasza. On od razu wrzuca nas w obcy świat, który wygląda jak nasz, ale pachnie czymś niepokojącym. Pachnie obcością. Scarlett Johansson nie gra tu kobiety. Nie gra też potwora. Jest emanacją tajemnicy, bytem, który dopiero uczy się oddychać naszym powietrzem.

Realność wpleciona w fikcję

Kiedy będziecie oglądać film, pomyślcie o tym, że wiele scen – te w samochodzie, na ulicach Glasgow – to nie były inscenizacje. To był świat uchwycony w ruchu. Przechodnie, których widzimy na ekranie, to nie aktorzy, tylko zwykli ludzie, którzy nie mieli pojęcia, że rozmawiają z hollywoodzką gwiazdą. Johansson, ucharakteryzowana na przeciętną kobietę, jeździła naprawdę po mieście, zaczepiała mężczyzn, a wszystko rejestrowały ukryte kamery. To robi piorunujące wrażenie. Czułem się, jakby ktoś podglądał rzeczywistość, nie naruszając jej kruchego porządku. I z tego podglądania powstały sceny, które hipnotyzują – naturalne, nieprzewidywalne, pełne zawieszenia.

Upadek, który zmienia perspektywę

Ale najbardziej poruszył mnie jej upadek. Scarlett, w roli tej enigmatycznej postaci, idzie chodnikiem i nagle – potyka się, pada jak kłoda na beton. Przez chwilę milknie miasto, a potem pojawia się coś cudownego: ludzie. Pomocni, zaniepokojeni, pełni troski. To nie było wyreżyserowane. To się po prostu wydarzyło. I wtedy zrozumiałem – to nie ona się przewróciła, to my się zatrzymaliśmy. To moment, w którym istota pozaziemska styka się z ludzkim odruchem. I może pierwszy raz coś czuje.

Ciało jako granica

W centrum filmu jest ciało – nie jako obiekt seksualny, nie jako symbol, ale jako coś, co nas ogranicza, definiuje, chroni i zdradza. Skóra to bariera i azyl. Obca zakłada ją jak kombinezon roboczy, by wykonywać swoją misję. Ale z czasem – a może to tylko moja interpretacja – zaczyna czuć ciężar tej powłoki. Ciało, które miało być tylko narzędziem, staje się więzieniem, a może nawet pragnieniem. Gdy patrzy na swoje odbicie, nie wie, kogo widzi. Gdy dotyka skóry innego człowieka – w scenie z mężczyzną dotkniętym deformacją – coś się w niej łamie. To gest współczucia, pierwszy, który rozsadza logikę jej misji. I boli.

Obrazy, które zostają pod powiekami

Nie mogę przestać myśleć o tych obrazach. O czarnej cieczy, w której mężczyźni zapadają się bez śladu. O ich ciałach, które pękają w niesamowitej wizji – jednocześnie przerażającej i pięknej. O muzyce Miki Levi, która brzmi jak obcy język, którego nie umiemy przetłumaczyć, ale rozumiemy intuicyjnie. O śniegu, który przykrywa kamerę w ostatnim ujęciu, jakby świat sam próbował wyciszyć tę opowieść. Tak, to nie film, który się ogląda. To film, który się czuje – gdzieś pod skórą właśnie.

Kiedy kino staje się doświadczeniem

Nie sposób nie wspomnieć o A24 – dziś synonimie filmowej odwagi. Ale wtedy, w 2013 roku, nikt nie spodziewał się, że ten cichy, dziwny film z Johansson w roli obcej łowczyni, stanie się jednym z najważniejszych tytułów dekady. Nie zarobił. Nie wzbudził tłumów. Ale poruszył. I został. U niektórych – na zawsze.

Samotność, która nie zna granic

Najbardziej w tym filmie jest samotność. Nie taka, którą znamy z codzienności. To samotność istnienia, której nie da się zasypać obecnością innych. Bohaterka jest sama, bo nie może być kimś innym. Nawet jeśli tego zapragnie, nawet jeśli ktoś poda jej rękę. I właśnie to uczucie zostało ze mną po seansie – że można tak bardzo chcieć być blisko, a jednak zawsze zostawać obok. Skóra nie przepuszcza wszystkiego. Czasem chroni, czasem boli. Czasem nie należy do nas.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze