Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Simona Kossak – kobieta, która wybrała puszczę zamiast rodowej gabloty

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Nie chciała być kolejną Kossakówną od rodzinnego portretu

Simona Kossak urodziła się 30 maja 1943 roku w Krakowie i przyszła na świat w rodzinie tak głośnej, że nazwisko niemal wchodziło do pokoju przed człowiekiem. Była córką Jerzego Kossaka, wnuczką Wojciecha i prawnuczką Juliusza, a więc wyrastała w cieniu rodu, który od pokoleń malował konie, historię i polskość zamaszystym pędzlem. Tyle że ona nie miała ochoty dopisywać się do tej rodzinnej galerii. Zamiast sztalugi wybrała biologię, zamiast salonu – teren, zamiast zachwytu nad formą – zachwyt nad życiem w jego dzikiej, nieuczesanej postaci. I już w tym miejscu robi się ciekawie, bo oto ktoś z samego środka znanego artystycznego klanu mówi światu: dziękuję, ja poszukam prawdy gdzie indziej.

Dziedzinka, czyli adres, pod którym cywilizacja przestawała się wymądrzać

Po studiach biologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim Simona trafiła do Białowieży; od 1 lutego 1971 roku pracowała w Zakładzie Badania Ssaków PAN, a później związała się z Instytutem Badawczym Leśnictwa, gdzie przeszła pełną naukową drogę: od doktoratu, przez habilitację, po tytuł profesora nauk leśnych w 2000 roku. To ważne, bo wokół Simony lubi się budować legendę „dziwaczki z puszczy”, a tymczasem była po prostu poważną naukowczynią, tylko bez akademickiego nadęcia. Przez ponad trzydzieści lat mieszkała w leśniczówce Dziedzinka w Puszczy Białowieskiej, bez bieżącej wody i bez prądu. Brzmi jak romantyczna poza, ale nie – to był wybór konsekwentny, surowy i bardzo realny. Tam, z dala od wygód, urządziła sobie życie nie „przeciw światu”, lecz bliżej tego, co w świecie najstarsze i najmniej zakłamane.

Nie była bajkową szeptuchą od zwierząt, tylko kimś, kto umiał patrzeć

Ludzie opowiadali o niej półlegendy, bo legendy zawsze rosną tam, gdzie ktoś żyje po swojemu. Że kruk Korasek kradł błyskotki i atakował rowerzystów. Że w jej domu mieszkała oswojona locha Żabka. Że ryś spał z nią w łóżku. I wszystko to brzmi jak piękna przesada, tylko że akurat w tym wypadku rzeczywistość miała czelność być bardziej osobliwa niż literacka fantazja. Simona rzeczywiście żyła blisko zwierząt, ale nie robiła z tego cyrku ani sentymentalnej pocztówki. Sama określała się jako zoopsycholog, interesowała ją ekologia behawioralna ssaków, a więc nie „urocze zwierzątka”, tylko ich zachowania, reakcje, relacje i sposób istnienia. To zasadnicza różnica. Ona nie udawała, że natura jest słodka. Wiedziała, że jest złożona, brutalna, precyzyjna i mądrzejsza od wielu ludzkich pomysłów.

Była głosem puszczy, kiedy inni jeszcze traktowali ją jak zapas drewna

Właśnie dlatego Simona Kossak była kimś więcej niż badaczką. Była rzeczniczką przyrody, zanim ekologia stała się modnym słowem do przypinania sobie na klapę. Działała na rzecz ochrony Puszczy Białowieskiej, popularyzowała wiedzę przyrodniczą, a słuchacze Radia Białystok przez lata znali jej gawędy „Dlaczego w trawie piszczy”, bo umiała opowiadać o naturze tak, że człowiek nagle przestawał być ślepy na to, co ma pod nogami. Miała też udział w opracowaniu unikatowego systemu ostrzegania dzikich zwierząt przed pociągami – pomysłu tyleż praktycznego, co błyskotliwego, bo nie każdy obrońca przyrody potrafi zejść z poziomu wzniosłych haseł do realnego rozwiązania. Simona potrafiła. I właśnie dlatego drażniła ludzi przywiązanych do wygodnych schematów: była czuła, ale nie ckliwa; bezkompromisowa, ale nie pozerska.

To nie była ucieczka od ludzi, tylko wybór poważniejszej rozmowy ze światem

Zmarła 15 marca 2007 roku w Białymstoku, lecz jej historia nie zarosła mchem. Wraca w książkach, w radiowych archiwach, w dokumentach i filmach, bo Simona Kossak nie daje się łatwo zamknąć w prostym biogramie. Za dużo w niej było uporu, samotności, inteligencji i jakiejś rzadkiej uczciwości wobec życia. Najciekawsze jest chyba to, że nie próbowała być „symbolem”. Po prostu robiła swoje, a dopiero potem okazało się, że z tego „swojego” wyrasta opowieść o kobiecej niezależności, o nauce bez zadęcia i o ochronie przyrody rozumianej nie jako dekoracja do przemówień, lecz jako moralny obowiązek. I może właśnie dlatego Simona tak działa na wyobraźnię – bo pokazuje, że można odejść od rodzinnego scenariusza, od społecznych oczekiwań i od zbiorowej głupawki, a potem jeszcze mieć rację.

Ciekawostki

  • Simona Kossak ukończyła biologię na UJ, doktorat z nauk leśnych obroniła w 1980 roku, habilitację uzyskała jedenaście lat później, a tytuł profesora nauk leśnych otrzymała w 2000 roku.
  • Przez ponad trzydzieści lat mieszkała w Dziedzince bez prądu i bieżącej wody, a jej partnerem życiowym i współtowarzyszem tej leśnej egzystencji był fotograf przyrody Lech Wilczek.
  • Jej radiowe gawędy „Dlaczego w trawie piszczy” do dziś są dostępne w archiwum Radia Białystok.
  • W 2000 roku została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.
  • O jej życiu powstał dokument „Simona” Natalii Korynckiej-Gruz, który wszedł do kin 30 września 2022 roku, a w 2024 roku do kin trafił film fabularny „Simona Kossak” w reżyserii Adriana Panka.

Dlaczego warto o niej pamiętać?

Bo Simona Kossak przypomina, że prawdziwa wrażliwość nie musi być miękka, a miłość do przyrody nie polega na wzdychaniu do zachodów słońca, tylko na rozumieniu, obronie i odpowiedzialności. To jedna z tych postaci, które zawstydzają nas bez jednego kazania.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze