Słuchaj nas online

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Starsze panie i koniczyna

Więcej od tego autora

Przeczytasz w: 2 minuty

Sprowokowany nieco przez Piotra i jego felieton, chciałbym i ja swoje „pięć groszy” wtrącić do szaleństwa fajerwerków ogarniającego ludzi w noc sylwestrową. Krótko mówiąc, zgadzam się z Piotrem. Bardziej chciałem jednak odnieść się do dzików i ustawodawstwa, nakazującego ich zabijanie w świetle prawa. Choć nie o dziki same mi chodzi, a o to, jak bezmyślnie traktujemy otaczającą nas przyrodę: zwierzęta, rośliny, powietrze, a nawet innych ludzi.

Nie jestem żadnym tam ekspertem od biologii, nie jestem nawet dobrze zorientowany w zawiłościach komórek…

Nie trzeba być. Trzeba trochę zdrowego rozsądku i człowiek sam zobaczy, że eliminując jeden gatunek za drugim, eliminuje sam siebie.

O tym, że jesteśmy zależni nawet ot tak niewielkiego organizmu, jakim jest bakteria, nie trzeba chyba nikomu przypominać. Dosadniej wyjaśnia to pewien przypadek z syberyjskiego Oziorska, w rosyjskim obwodzie czelabińskim. Otóż ludzie w tym mieście dosyć mocno podupadli na zdrowiu i były podejrzenia, że ma to związek z radioaktywnym promieniowaniem. Badania pokazały jednak, że nie ma ku temu podstaw, a ludzie i tak chorowali.

I co się okazało?

Pomijam tutaj opis dochodzenia do przyczyny, ale wyszło na to, że promieniowanie było zbyt słabe by szkodziło ludziom – bakteriom jelitowym już tak i one chorowały, a pośrednio ludzie. Taka to była przyczyna choroby w tym mieście.

Piotr nie chciał używać określenia „ludzie”, może i słusznie. Mnie jednak zainteresowało użycie określenia holobiont w stosunku do Homo sapiens. Jak się okazuje, nie jesteśmy sami w naszym organizmie i warto o tym pamiętać, a najlepiej jeszcze coś poczytać.

Na koniec chciałbym jeszcze dać przykład wręcz niewiarygodny, a jednak prawdziwy i sprawdzony w latach 80. XX wieku.

Chodzi o zależność: starsze panie – koniczyna. Dziwne, prawda? Jednak wynik obserwacji angielskich biologów już nie jest dziwny, a bardzo pouczający. Otóż, okazało się, że na wsiach, gdzie mieszka dużo starszych kobiet, jest zwiększona powierzchnia występowania koniczyny. Ale teraz to najciekawsze. Jak coś takiego jest możliwe? Okazało się to dosyć proste, a ja w telegraficznym skrócie, bez naukowych ozdobników wam to przedstawię. Starsze panie lubią koty, koty lubią polować na myszy, myszy chowają się w wykopanych norach, kopiąc nory niszczą gniazda bąków, a baki są jedynymi owadami zdolnymi zapylić koniczynę. Teraz rozumiecie? Więcej kotów to mniej myszy i mniej nor. Mniej nor to automatycznie mniej zniszczonych gniazd bąka. Więcej gniazd bąka to więcej owadów zapylających koniczynę. Ot i cała historia, a my nawet nie mieliśmy o tym „zielonego” pojęcia. Tak jest ze wszystkim na tym świecie i to, że tego nie wiemy, wcale nie oznacza, że nas to nie dotyka każdego dnia.

Swoją drogą, nie wiem komu może przyjść pomysł, aby takie obserwacje robić, ale dobrze, że są ludzie wnikliwi i pomagają nam zrozumieć coś, czego na co dzień nie jesteśmy w stanie zaobserwować, szykując się choćby do pokazu sylwestrowych fajerwerków.

Koniecznie przeczytaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze