Stephen Hawking – człowiek, który zrobił w czarnych dziurach małą dziurkę
Od diagnozy do Cambridge, czyli jak nie dać się własnemu ciału
8 stycznia 1942 roku w Oksfordzie rodzi się Stephen William Hawking. Zmarł 14 marca 2018 roku w Cambridge, ale zanim to się stało, zdążył zostać kimś więcej niż brytyjskim kosmologiem: stał się dowodem, że los potrafi człowieka brutalnie ograniczać, a mimo to nie musi mieć ostatniego słowa. W wieku 17 lat zaczyna studia w University College w Oksfordzie, a potem przenosi się do Cambridge, gdzie robi doktorat i w 1966 roku kończy go pracą o grawitacji i kosmologii. I tu wchodzi scena, której nikt nie zamawiał: w wieku 21 lat słyszy diagnozę ALS (choroba neuronu ruchowego) – postępującą, wyniszczającą, bezlitosną. Zwykle taki moment zamyka biografię w nawiasie „mogło być”, u Hawkinga działa to odwrotnie: jakby właśnie wtedy postanowił, że skoro ciało będzie odmawiać współpracy, to umysł tym bardziej nie ma prawa się obrazić.
Czarne dziury, które jednak przeciekają
W 1974 roku Hawking publikuje wynik, który do dziś brzmi jak elegancka prowokacja: czarne dziury – jeśli potraktować serio fizykę kwantową w pobliżu horyzontu zdarzeń – powinny emitować promieniowanie i (w kosmicznie długiej skali) tracić masę. Promieniowanie Hawkinga to nie tylko ładny termin do encyklopedii; to cios w intuicję, bo nagle „idealne więzienie” wszechświata okazuje się nieszczelne. A kiedy raz uznasz, że czarna dziura może „parować”, natychmiast pojawia się największy kłopot towarzyski współczesnej fizyki: paradoks informacji. Jeśli coś wpada do czarnej dziury, a ona potem znika, to czy informacja o tym „coś” ginie, czy jednak w jakiejś formie wraca? Hawking rozpętał tu spór, który przez dekady dzielił środowisko na obozy, i to jest w nim piękne: on nie sprzedawał prostych pocieszeń, tylko uczciwie pokazywał, gdzie matematykę boli głowa.

Głos oddany technologii, kosmos oddany ludziom
W 1979 roku Hawking obejmuje stanowisko Lucasian Professor of Mathematics w Cambridge i pełni je do 2009 roku – to nie jest funkcja „dla zdolnych”, tylko dla absolutnej ligi ciężkiej. W 1985 roku ciężkie zapalenie płuc kończy się tracheotomią i utratą naturalnego głosu, więc Hawking zaczyna mówić przez syntezator mowy. I tu pojawia się paradoks, który lubię najbardziej: gdy jego ciało coraz wyraźniej odmawia, jego głos staje się coraz bardziej słyszalny. W 1988 roku publikuje „Krótką historię czasu” i robi coś, co udaje się nielicznym uczonym: nie „upraszcza świata”, tylko zaprasza ludzi do myślenia bez protekcjonalności. W efekcie kosmologia przestaje być klubem dla wtajemniczonych, a zaczyna być rozmową – czasem trudną, ale ludzką, o tym skąd się bierzemy, co znaczy czas i dlaczego wszechświat nie musi dbać o nasze poczucie komfortu.

Ciekawostki
• Urodził się 8 stycznia 1942 roku w Oksfordzie, zmarł 14 marca 2018 roku w Cambridge.
• Diagnozę ALS usłyszał jako 21-latek; choroba postępowała u niego powoli przez dekady.
• W latach 1979–2009 był Lucasian Professor of Mathematics na Uniwersytecie Cambridge.
• W 1974 roku ogłosił wynik prowadzący do koncepcji promieniowania czarnych dziur.
• Po tracheotomii w 1985 roku stracił naturalny głos i komunikował się dzięki technologii.

Dlaczego warto o nim pamiętać?
Bo Hawking uczy dwóch rzeczy naraz: że nauka jest sztuką kwestionowania „oczywistości”, a upór bywa równie ważny jak talent, kiedy życie robi ci rewizję planów.



