Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Stieg Larsson – człowiek, który stworzył Lisbeth Salander i odszedł przed premierą

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

Stieg Larsson – człowiek, który pisał kryminały po godzinach

Jest w historii Stiega Larssona coś niemal bezczelnie literackiego. Człowiek przez większą część życia tropi prawdziwych neonazistów, rasistów i politycznych ekstremistów, wieczorami dla odpoczynku zaczyna pisać kryminały, kończy trzy potężne powieści, oddaje je wydawcy – i umiera, zanim pierwsza trafi do księgarń. A potem książki ruszają w świat i stają się jednym z największych fenomenów literackich początku XXI wieku.

Stieg Larsson urodził się 15 sierpnia 1954 roku w północnej Szwecji, a zmarł nagle 9 listopada 2004 roku w Sztokholmie, mając zaledwie 50 lat. Zanim świat poznał Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, Larsson był przede wszystkim dziennikarzem i jednym z najważniejszych szwedzkich badaczy skrajnej prawicy. Przez wiele lat pracował w agencji informacyjnej TT, a w latach 90. współtworzył środowisko skupione wokół fundacji i magazynu „Expo”, zajmujących się dokumentowaniem rasizmu.

Za dnia neonaziści, nocą Lisbeth Salander

To właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii, bo „Millennium” nie powstało jako plan na wielką karierę literacką. Larsson pisał po pracy. Zawodowo zajmował się ludźmi, którzy nie zawsze byli zachwyceni zainteresowaniem dziennikarza; jego badania dotyczyły realnych organizacji ekstremistycznych, przemocy politycznej i rasizmu. Powieść dawała mu natomiast możliwość zrobienia czegoś, czego reportaż zrobić nie może – przesunięcia figur na planszy.

Tak powstała Lisbeth Salander: genialna hakerka, społeczna outsiderka, kobieta, której instytucje mające ją chronić wyrządziły więcej krzywdy niż przestępcy. Obok niej Larsson postawił Mikaela Blomkvista, dziennikarza śledczego z pisma „Millennium”. Nietrudno zauważyć pewne rodzinne podobieństwo między fikcyjnym magazynem a światem „Expo”, choć byłoby uproszczeniem traktować Blomkvista jako zwykłe alter ego autora. Larsson wykorzystał kryminał jako narzędzie do opowiadania o przemocy wobec kobiet, korupcji, nadużyciach państwa, finansach i radykalizmie politycznym.

Szwecja, która nagle przestała być pocztówką

I chyba właśnie to odróżniało Larssona od wielu autorów sprawnych thrillerów. W jego książkach zagadka kryminalna jest ważna, ale jeszcze ciekawsze pozostaje pytanie: co właściwie dzieje się z państwem, kiedy instytucje zaczynają bardziej chronić siebie niż obywatela?

To dość skutecznie podważało utrwalony poza Skandynawią obraz Szwecji jako społecznego laboratorium rozsądku, dobrobytu i dobrze działającego państwa opiekuńczego. Larsson zaglądał za tę elegancką fasadę i pokazywał przemoc domową, mizoginię, zamknięte układy elit, rasizm oraz ludzi bezradnych wobec instytucji. Salander jest tu figurą szczególną: formalnie słaba, drobna, społecznie wykluczona, a jednocześnie wyposażona w coś, czego system bardzo nie lubi – pamięć, inteligencję i niechęć do podporządkowania.

Pierwsza część, „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, została wydana w Szwecji już po śmierci Larssona, w 2005 roku. Potem ukazały się „Dziewczyna, która igrała z ogniem” i „Zamek z piasku, który runął”. W Polsce wszystkie trzy opublikowało Wydawnictwo Czarna Owca. Trylogia stała się światowym fenomenem, a wydawca serii podaje dziś sprzedaż całego „Millennium” przekraczającą 100 milionów egzemplarzy.

Najbardziej larssonowski zwrot akcji wydarzył się po jego śmierci

A potem rzeczywistość zrobiła Larssonowi coś, co bez problemu mogłoby znaleźć się w jego własnej powieści.

Przez około trzy dekady żył z Evą Gabrielsson. Nie byli małżeństwem. Po nagłej śmierci pisarza okazało się, że zgodnie ze szwedzkim prawem Gabrielsson nie dziedziczy jego majątku ani praw do książek. Istniał testament sporządzony przez Larssona jeszcze w 1977 roku, lecz ponieważ nie został prawidłowo poświadczony, był nieważny. Spadek przypadł więc jego ojcu i bratu. Wokół praw do literackiej spuścizny rozpoczął się wieloletni konflikt.

Trudno wymyślić lepszą ironię. Autor powieści o człowieku zderzającym się z bezduszną logiką instytucji sam po śmierci stał się bohaterem sporu, w którym uczucia i wieloletni związek przegrały z formalną konstrukcją prawa.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Stieg Larsson zrobił z kryminałem rzecz znacznie ciekawszą niż tylko skonstruowanie dobrej zagadki. Pokazał, że literatura popularna może być jednocześnie rozrywką i społecznym rentgenem. Można przewracać strony dlatego, że chce się wiedzieć, kto zabił — a po kilkuset stronach zorientować się, że autor przez cały czas pytał o władzę, przemoc, odpowiedzialność dziennikarza i cenę milczenia.

I może dlatego Lisbeth Salander okazała się tak trwałą bohaterką. Nie jest kolejnym detektywem rozwiązującym zagadkę według reguł systemu. Ona jest zagadką rzuconą systemowi.

Larsson nie zdążył zobaczyć, jak daleko pójdą jego książki. Być może jest w tym najbardziej gorzka puenta całej historii: człowiek, który całe życie próbował patrzeć za kulisy rzeczywistości, nie zobaczył ostatniego aktu własnej.

Ciekawostki

  • Larsson przez około 20 lat pracował w szwedzkiej agencji prasowej TT, zanim poświęcił się pracy związanej z „Expo”.
  • Pierwszego tomu „Millennium” nie zobaczył w księgarni – „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” ukazali się w Szwecji w 2005 roku, już po jego śmierci.
  • Jego zainteresowanie skrajną prawicą nie było literacką dekoracją. Larsson zawodowo dokumentował działalność środowisk rasistowskich i ekstremistycznych.
  • W 2009 roku ukazały się trzy szwedzkie ekranizacje pierwszej trylogii, a w 2011 roku David Fincher nakręcił amerykańską wersję „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”.
  • Po śmierci Larssona serię kontynuowali inni pisarze, najpierw David Lagercrantz, a następnie Karin Smirnoff.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze