Alexis de Tocqueville – arystokrata, który ostrzegł demokrację przed nią samą
Alexis de Tocqueville urodził się w samym środku historycznego paradoksu. Był potomkiem starej normandzkiej arystokracji, a zarazem jednym z pierwszych myślicieli, którzy zrozumieli, że świat przywilejów dziedziczonych wraz z nazwiskiem nieuchronnie odchodzi. W jego domu rewolucja francuska nie była odległą datą z podręcznika – rodzice Tocqueville’a zostali uwięzieni podczas terroru jakobińskiego i uniknęli gilotyny dopiero po upadku Robespierre’a. Nic więc dziwnego, że wolność kojarzyła mu się zarówno z nadzieją, jak i z niebezpieczeństwem tłumu przekonanego o własnej nieomylności.
Arystokrata, który pojechał zobaczyć przyszłość
W 1831 roku dwudziestopięcioletni Tocqueville wyruszył wraz z przyjacielem Gustave’em de Beaumontem do Stanów Zjednoczonych. Oficjalnie mieli zbadać tamtejsze więziennictwo, odwiedzali więc zakłady karne, rozmawiali z urzędnikami i przyglądali się metodom resocjalizacji. W praktyce więzienia szybko stały się tylko pretekstem, ponieważ Tocqueville chciał zobaczyć coś znacznie ważniejszego – społeczeństwo, w którym demokracja nie była już rewolucyjnym hasłem, lecz codziennym sposobem życia. Podczas dziewięciu miesięcy podróży oglądał miasta, osady pogranicza, lokalne zgromadzenia, sądy, kościoły i stowarzyszenia obywatelskie. Patrzył nie jak turysta, ale jak lekarz próbujący rozpoznać choroby przyszłości.
Owocem tej wyprawy było „O demokracji w Ameryce”, wydane w dwóch częściach – w 1835 i 1840 roku. Nie była to pochwała Stanów Zjednoczonych, choć Tocqueville podziwiał amerykańską samorządność, wolność zrzeszania się i gotowość ludzi do wspólnego działania. Bardziej interesowało go pytanie, dlaczego demokracja w jednych miejscach sprzyja wolności, a w innych przygotowuje grunt pod nową odmianę zniewolenia.
Demokracja bez aureoli
Tocqueville zauważył, że ludzie żyjący w demokracji szczególnie mocno pragną równości. Mogą nawet łatwiej pogodzić się z ograniczeniem wolności niż z sytuacją, w której ktoś posiada wyższy status, większy wpływ albo odziedziczony przywilej. Równość była dla niego wielką siłą nowoczesności, ale nie uważał jej za dobro automatycznie prowadzące do wolności.
Właśnie dlatego pisał o tyranii większości. Nie chodziło wyłącznie o rząd, który przegłosowuje niekorzystne ustawy. Większość może narzucać swoje przekonania także poprzez obyczaj, opinię publiczną i społeczną presję. Człowiek formalnie zachowuje prawo do odmiennego zdania, lecz wie, że za skorzystanie z niego zapłaci odrzuceniem, ośmieszeniem albo wykluczeniem z debaty. Brzmi znajomo? Tocqueville opisał mechanizm, zanim pojawiły się telewizja, media społecznościowe i internetowe plemiona gotowe w kilka godzin urządzić komuś publiczny proces.



Państwo, które opiekuje się aż za dobrze
Jeszcze bardziej przenikliwa była jego wizja łagodnego despotyzmu. Tocqueville nie przewidywał wyłącznie dyktatur opartych na przemocy. Podejrzewał, że nowoczesny człowiek może dobrowolnie oddawać kolejne obszary swojego życia w ręce scentralizowanej administracji, pod warunkiem że otrzyma w zamian bezpieczeństwo, wygodę i spokój.
Takie państwo nie musi terroryzować obywatela. Wystarczy, że będzie go nieustannie prowadzić za rękę, regulować jego decyzje, zdejmować z niego odpowiedzialność i stopniowo odzwyczajać od samodzielnego działania. Człowiek pozostanie formalnie wolny, lecz stanie się politycznie bezradny, ponieważ zamiast współtworzyć wspólnotę, zamknie się w kręgu rodziny, pracy, zakupów i prywatnych przyjemności.
Lekarstwem miały być samorządy, niezależne sądy, wolna prasa i stowarzyszenia. Tocqueville wiedział, że demokracji nie podtrzymuje samo głosowanie raz na kilka lat. Demokracja istnieje naprawdę dopiero wtedy, gdy ludzie potrafią organizować się bez polecenia władzy, brać odpowiedzialność za najbliższe otoczenie i spierać się bez pragnienia unicestwienia przeciwnika. Biblioteka Kongresu zwraca uwagę, że właśnie działalność dobrowolnych stowarzyszeń zajmowała szczególne miejsce w jego opisie Ameryki.

Myśliciel z cieniem imperium
Tocqueville nie był jednak nieskazitelnym prorokiem liberalnej demokracji. Jako deputowany opowiadał się za zniesieniem niewolnictwa we francuskich koloniach, ale jednocześnie popierał francuski podbój Algierii i trwałą dominację kolonialną. W jego poglądach pojawiła się więc trudna do przemilczenia sprzeczność: wolność, której tak zdecydowanie bronił w Europie, nie zawsze obejmowała ludzi żyjących pod europejskim panowaniem. Dzisiejsi badacze traktują jego pisma algierskie jako jeden z najbardziej kłopotliwych punktów jego dziedzictwa.
Próbował również działać w polityce. Był deputowanym, w 1849 roku przez kilka miesięcy kierował francuskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, a po zamachu stanu Ludwika Napoleona Bonapartego w 1851 roku został na krótko uwięziony i wycofał się z życia publicznego. W 1856 roku opublikował „Dawny ustrój i rewolucję”, pokazując, że centralizacja państwa nie rozpoczęła się wraz z rewolucją francuską – rewolucjoniści przejęli wiele mechanizmów administracyjnych stworzonych wcześniej przez monarchię.

Dlaczego warto o nim pamiętać?
Tocqueville nie pozostawił nam wygodnej recepty na idealny ustrój. Zostawił coś cenniejszego – umiejętność podejrzliwego patrzenia na demokrację bez odrzucania demokracji. Rozumiał, że wolność może zostać odebrana przez dyktatora, ale może również zaniknąć po cichu, gdy obywatele przestaną jej używać. Wybory, konstytucja i parlament są konieczne, lecz nie wystarczą, jeśli ludzie wolą kibicować polityce niż rzeczywiście uczestniczyć w życiu wspólnoty.
Zmarł 16 kwietnia 1859 roku w Cannes, ale jego pytania pozostały zadziwiająco aktualne: czy większość potrafi powstrzymać się przed upokorzeniem mniejszości, czy równość nie przemienia się w przymus jednakowości i czy państwo, które chce rozwiązać za obywatela wszystkie problemy, nie odbiera mu przy okazji zdolności do samodzielnego życia.

Ciekawostki
- Tocqueville i Gustave de Beaumont wyjechali do Ameryki oficjalnie jako badacze systemu penitencjarnego, lecz przywieźli materiał do znacznie szerszej analizy społeczeństwa demokratycznego.
- Pierwsza część „O demokracji w Ameryce” ukazała się w 1835 roku, druga w 1840 roku.
- W 1841 roku został wybrany do Akademii Francuskiej, a uroczyste przyjęcie odbyło się w kwietniu 1842 roku.
- W 1849 roku pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych Francji.
- Po zamachu stanu z 1851 roku został na kilka dni uwięziony, a następnie wycofał się z czynnej polityki.
- „Dawny ustrój i rewolucja” miał być początkiem większej historii rewolucji francuskiej, której autor nie zdążył ukończyć.
