Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Warłam Szałamow: pisarz, który nie pozwolił piekłu stać się metaforą

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Warłam Szałamow – człowiek, który wrócił z Kołymy bez złudzeń

Są biografie, które aż proszą się o wielkie słowa, ale przy Warłamie Szałamowie wielkie słowa trzeba trzymać krótko przy pasku, bo on sam miał do patosu stosunek raczej nieufny. Urodził się w 1907 roku w Wołogdzie, w rodzinie prawosławnego duchownego, studiował prawo w Moskwie, obracał się w środowisku młodej inteligencji, a potem wpadł pod walec historii tak ciężki, że właściwie powinien zmiażdżyć nie tylko ciało, lecz także język. Nie zmiażdżył. I tu zaczyna się najważniejsze: Warłam Szałamow nie napisał literatury „o cierpieniu”, bo to byłoby zbyt wygodne. On napisał literaturę o świecie, w którym cierpienie przestaje człowieka uszlachetniać, a zaczyna go rozbierać na części.

Pierwsze aresztowanie, czyli młodość pod czujnym okiem systemu

W 1929 roku Szałamow został aresztowany za kolportowanie tak zwanego „Testamentu Lenina”, tekstu kłopotliwego dla Stalina, bo przypominającego, że rewolucja miała także swoje wewnętrzne rachunki krzywd, nie tylko czerwone transparenty i oficjalne przemówienia. Dostał trzy lata robót na północnym Uralu, w rejonie Wiszery. Miał wtedy dwadzieścia kilka lat, czyli wiek, w którym normalny człowiek powinien myśleć o miłości, pracy, książkach i pierwszych pomyłkach życiowych, a nie o tym, jak długo da się przeżyć w państwie, które traktuje jednostkę jak źle wypełniony formularz.

Po wyjściu próbował wrócić do życia. Pracował jako dziennikarz, pisał, ożenił się, miał córkę. Brzmi prawie zwyczajnie, ale w Związku Radzieckim lat trzydziestych zwyczajność bywała jedynie przerwą techniczną między jednym oskarżeniem a drugim.

Kołyma, czyli miejsce, gdzie człowiek schodzi poniżej człowieka

W 1937 roku Szałamow został aresztowany ponownie i wysłany na Kołymę – do jednego z najstraszniejszych obszarów sowieckiego systemu obozowego. To nie była Syberia z pocztówki, tylko kraina złota, mrozu, głodu, donosów, pracy ponad siły i śmierci tak powszedniej, że przestawała robić na kimkolwiek wrażenie. Później przedłużono mu wyrok między innymi za nazwanie Iwana Bunina wielkim pisarzem rosyjskim. Proszę zauważyć ten detal, bo jest w nim cała logika totalitaryzmu: w takim świecie nawet zachwyt literacki może stać się przestępstwem politycznym.

Szałamow pracował w kopalniach złota, chorował, słabł, ocierał się o stan człowieka, który w obozowym języku był już właściwie „dochodzącym” – kimś idącym ku śmierci. Uratowało go przeniesienie do pracy felczera, co nie było żadnym szczęśliwym zakończeniem, raczej przesunięciem z samego dna na trochę mniej lodowaty stopień. Przeżył, ale warto zapytać uczciwie: co znaczy „przeżyć”, gdy człowiek wraca z miejsca, które zabiera mu zdrowie, rodzinę, zaufanie do idei i sporą część wiary w ludzkie odruchy?

Literatura bez dekoracji

Po powrocie Szałamow zaczął pisać „Opowiadania kołymskie” – cykl tekstów, który powstawał od lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych. I tu trzeba na chwilę się zatrzymać, bo Szałamow nie pisał jak Aleksandr Sołżenicyn. Nie budował wielkiej architektury oskarżenia, nie tworzył moralnego trybunału, nie dawał czytelnikowi łatwej pociechy, że z cierpienia musi narodzić się mądrość. U niego Kołyma nie jest szkołą charakteru. Jest laboratorium rozpadu.

Jego zdania są krótkie, chłodne, niemal pozbawione ozdób. Jakby pisał nie piórem, tylko odłamkiem lodu. „Opowiadania kołymskie” są jednym z najważniejszych świadectw literatury łagrowej, ale ich siła polega właśnie na tym, że nie próbują nas wzruszyć tanim sposobem. One stoją przed czytelnikiem jak świadek, który nie krzyczy, bo widział za dużo, żeby ufać krzykowi.

Spór z pocieszeniem

Szałamow był sceptyczny wobec opowieści, że obóz może człowieka duchowo „wzmocnić”. To bardzo niewygodna myśl, zwłaszcza dla kultury lubiącej przemieniać cudze tragedie w eleganckie lekcje moralne. On mówił raczej: uważajmy, bo głód, mróz i strach nie muszą odsłonić w człowieku szlachetności. Mogą odsłonić pustkę, instynkt, brutalność, rezygnację. I to nie dlatego, że człowiek jest „zły z natury”, tylko dlatego, że system potrafi tak go ustawić, by miał coraz mniej miejsca na dobro.

W tym sensie Szałamow jest pisarzem trudniejszym od wielu świadków XX wieku. Nie pozwala nam wyjść z lektury z wygodnym zdaniem: „człowiek wszystko przetrwa”. Owszem, czasem przetrwa. Ale pytanie brzmi: co z niego zostaje po przetrwaniu?

Ostatnie lata bez fanfar

Po rehabilitacji w 1956 roku Szałamow wrócił do Moskwy, publikował poezję, pracował, pisał, ale jego zdrowie było już zniszczone. „Opowiadania kołymskie” długo nie mogły ukazać się oficjalnie w Związku Radzieckim; krążyły w samizdacie i były publikowane za granicą. W całości po rosyjsku wydano je w Londynie w 1978 roku, a w ZSRR zaczęły być dostępne dopiero w czasie pierestrojki, już po śmierci autora.

Zmarł w 1982 roku w Moskwie, schorowany, coraz bardziej odizolowany, bez triumfalnego powrotu należnego wielkiemu pisarzowi. Ale może właśnie dlatego jego literatura nie daje się włożyć do gablotki z napisem „bohater”. Szałamow nie jest pomnikiem. Jest ostrzeżeniem. I jest jednym z tych autorów, którzy przypominają, że pamięć bez precyzji szybko zamienia się w dekorację, a dekoracje w sprawach łagru są czymś głęboko niestosownym.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Warłam Szałamow przypomina, że literatura nie zawsze jest po to, by pocieszać. Czasem jest po to, by odebrać nam prawo do wygodnej niewiedzy. Jego Kołyma nie jest metaforą piekła – jest konkretnym miejscem, konkretną historią i konkretnym oskarżeniem wobec systemu, który potrafił zorganizować cierpienie tak sprawnie, jak inni organizują produkcję butów. Warto go czytać nie po to, by „zaliczyć” klasykę literatury łagrowej, ale po to, by zrozumieć, jak cienka bywa warstwa cywilizacji, kiedy państwo uzna człowieka za materiał zużywalny.

Wołogda. Tablica pamiątkowa na domu, w którym Szałamow spędził dzieciństwo

Ciekawostki

• Warłam Szałamow po raz pierwszy został aresztowany w 1929 roku, gdy był studentem prawa Uniwersytetu Moskiewskiego.
• Na Kołymę trafił po drugim aresztowaniu, w 1937 roku, i spędził tam wiele lat jako więzień oraz później jako felczer.
• Kolejny wyrok dostał między innymi za nazwanie Iwana Bunina wielkim pisarzem rosyjskim – brzmi jak ponury żart, ale w realiach stalinizmu było to oskarżenie polityczne.
„Opowiadania kołymskie” pisał przez wiele lat po powrocie z obozów, tworząc jeden z najważniejszych cykli prozatorskich o Gułagu.
• Szałamow miał trudne relacje z Aleksandrem Sołżenicynem, bo inaczej rozumiał sens literatury obozowej i nie ufał łatwym moralnym syntezom.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze